<?xml version="1.0"?>
<feed xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" xml:lang="en">
	<id>http://www.baka-tsuki.org/project/api.php?action=feedcontributions&amp;feedformat=atom&amp;user=89.69.202.11</id>
	<title>Baka-Tsuki - User contributions [en]</title>
	<link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.baka-tsuki.org/project/api.php?action=feedcontributions&amp;feedformat=atom&amp;user=89.69.202.11"/>
	<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.baka-tsuki.org/project/index.php?title=Special:Contributions/89.69.202.11"/>
	<updated>2026-05-15T01:05:41Z</updated>
	<subtitle>User contributions</subtitle>
	<generator>MediaWiki 1.43.1</generator>
	<entry>
		<id>http://www.baka-tsuki.org/project/index.php?title=Zero_no_Tsukaima_wersja_polska_Tom_2_Rozdzia%C5%82_1&amp;diff=271846</id>
		<title>Zero no Tsukaima wersja polska Tom 2 Rozdział 1</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.baka-tsuki.org/project/index.php?title=Zero_no_Tsukaima_wersja_polska_Tom_2_Rozdzia%C5%82_1&amp;diff=271846"/>
		<updated>2013-07-23T17:56:59Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;89.69.202.11: /* Rozdział pierwszy: Sekretna łódka */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;===Rozdział pierwszy: &#039;&#039;Sekretna łódka&#039;&#039;===&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise leżała na łóżku. Śniła, że jest z powrotem w domu rodzinnym (gdzie się urodziła), odległym o trzy dni jazdy od Tristainskiej Akademi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Młodą Louise z jej snu spotykamy nieopodal domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Louise, gdzie jesteś? Pokaż się migiem! - zawołała jej mama. W jej śnie, Louise została zganiona za jej słabe wyniki w nauce magii. Była stale porównywana z jej siostrami, które osiągały znacznie lepsze efekty niż ona.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziewczynka dostrzegła spod krzaków parę butów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Panienka Louise jest naprawdę kiepska w posługiwaniu się magią!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Całkowicie się zgadzam. Czemu nie może być taka jak jej uzdolnione siostry?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise, słysząc to, przygryzła wargi... Poczuła się smutna i przybita. Służba zaczęła ją szukać wśród roślinności. Louise zrobiła wszystko co tylko mogła aby uciec. Wycofała się do miejsca nazywanego przez nią “Sekretnym Ogrodem” – nabrzeże centralnego jeziora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sekretny Ogród był jedynym miejscem gdzie Louise czuła się bezpiecznie. Było tam przyjemnie cicho, bez żywej duszy mogącej zmącić spokój. Kwiaty kwitły wszędzie a ptaki przysiadały na ławkach w pobliżu jeziora. A pośrodku jeziora znajdowała się wysepka z małym domkiem z białego marmuru.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tuż przy wyspie była mała łódka pierwotnie używana do wypoczynku, obecnie porzucona i zapomniana. Jej starsze siostry wyrosły i były zajęte studiowaniem tajników magii. Jej ojciec, emerytowany żołnierz, spędza czas na spotkaniach z pobliską szlachtą. Jedyną pasją jej ojca były polowania. Natomiast jedyne co interesowało jej matkę to jak najlepiej wychować i wyuczyć jej córki, nie przejmowała się niczym innym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak więc, poza Louise, nikt już nie zaglądał nad zapomniane jezioro, nie wspominając o małej łódce. Dlatego też zawsze gdy Louise została za coś zganiona, przychodziła w to miejsce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We śnie Louise - a właściwie jej młodsza wersja - wskoczyła do łódki i skuliła się pod przygotowanym zawczasu kocem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdy schowała się pod kocem, ze spowitej mgłą wyspy wyłonił się szlachcic odziany w pelerynę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szlachcic miał około szesnastu lat. We śnie Louise miała jedynie sześć lat, więc między nimi było całe dziesięć lat różnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Płakałaś, Louise? - Nie mogła dostrzec jego twarzy schowanej pod wielkim kapeluszem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale Louise wiedziała dokładnie kogo miała przed sobą: to Viscount, szlachcic, który właśnie odziedziczył ziemie nieopodal jej posiadłości rodzinnej. Louise poczuła wewnętrzne ciepło i zmieszanie; Viscount był mężczyzną z jej snów. Zazwyczaj spędzali razem bankiety, co więcej, ich rodzice właśnie zaaranżowali ich zaręczyny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Czy to ty, Viscouncie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise mimochodem zakryła twarz; nie chciała aby jej wyśniony mężczyzna widział jak płacze. Było to naprawdę krępujące.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Zostałem na dzisiaj zaproszony przez twojego ojca w związku z zaręczynami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słysząc to, Louise poczuła się jeszcze bardziej zakłopotana, na tyle, że nie śmiała nawet podnieść głowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Naprawdę? Ale to nie jest możliwe, Viscouncie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Louise, moja mała i krucha Louise, czyżbyś mnie nie lubiła? - powiedział żartobliwie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise łagodnie potrząsnęła głową i powiedziała - Nie, to nie tak. Po prostu jestem jeszcze taka mała i wciąż niegotowa ...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na twarzy u spodu kapelusza objawił się uśmiech i równocześnie w stronę Louise została wyciągnięta dłoń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Viscouncie...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Panienko, proszę chwycić mnie za rękę. Szybko, bankiet zaraz się zacznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Ale...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Czyżbyś znowu została skrzyczana? Nie martw się. Porozmawiam z twoim ojcem. - powiedział Viscount.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise przytaknęła, wstając sięgnęła po rękę Viscounta. &#039;&#039;&amp;quot;Ale duża dłoń, czyż nie są to wymarzone ręce do trzymania?&amp;quot;&#039;&#039;&lt;br /&gt;
  &lt;br /&gt;
W momencie w którym miała chwycić dłoń Viscounta, nagły powiew wiatru strącił kapelusz z jego głowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Eee?! - Louise spojrzała zdumiona na jego twarz. Ponieważ był to sen, Louise wróciła do jej normalnej szesnastoletniej siebie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Co... Co ty tu robisz?...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osobą spod kapelusza nie był Viscount, ale jej towarzysz - Saito.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Louise, chodź szybko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-To bez znaczenia czy pójdę czy nie... Dlaczego tu jesteś?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Nie bądź taka ograniczona umysłowo, czyż nie zakochałaś się we mnie? - odpowiedział Saito zuchwale ubrany w ubranie Viscounta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ktoś mógłby się zastanawiać skąd wziął tyle pewności siebie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Nie bądź głupi, miałam wtedy po prostu mętlik w głowie, lepiej przestań śnić!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Przestań robić wymówki, moja Louise.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Kto jest &#039;twoją Louise&#039;?!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito udawał, że tego nie usłyszał, co więcej: podszedł do niej bliżej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Co próbujesz zrobić, idioto?!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ignorując jej narzekania, Saito kontynuował, unosząc Louise z łodzi w ramiona.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Dlaczego to jesteś ty? - zapytała we frustracji uderzając Saito. Ale chłopak wcale się nie zdenerwował, w zamian jego uśmiech się jedynie rozszerzył. Louise zaczerwieniła się z zakłopotania. Nie znała dokładnej przyczyny, ale czuła się dobrze w ramionach Saita. To tylko bardziej zaniepokoiło Louise.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;center&amp;gt;* * *&amp;lt;/center&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito leżąc na swoim leżu powoli otworzył oczy. Bliźniacze księżyce akurat były w pełni i rozświetlały cały pokój. Louise, śpiąc w swoim łóżku, mamrotała przez sen jakby miała koszmar.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito miał nadzieję, że Louise się jeszcze nie obudzi. Wstał po cichu i powoli zbliżył się do śpiącej Louise.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Derflinger chciał coś powiedzieć do Saito, ale ten to w porę spostrzegł i przerwał mu - Ciii... - Saito przyłożył palec do ust odwracając się w stronę miecza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Nie chcesz abym coś powiedział? Dlaczego?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Ciii... - Saito potrząsnął głową i ponownie przyłożył palec do ust patrząc na Derflingera wyraźnie zirytowany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Nie wybaczę ci ignorowania mnie. Na dodatek mój partner budzi się w środku nocy i nie chce mi podać żadnej przyczyny... Zaczynam być na ciebie zły!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powiedzeniu tego Derflinger zatrząsł się jakby był naprawdę wściekły. &amp;quot;Cóż za kłopotliwy miecz&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obudzona kołataniem miecza, Louise obróciła się i otworzyła oczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Serce lekko podskoczyło u Saito.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Siadając Louise zaczęła besztać Saito.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Nie bądź taki pewny siebie! Lepiej zabierz się za porządki, nie widzisz kurzu ogarniającego wszystko dookoła? Nie mów mi tylko, że już to zrobiłeś, ty tępy chowańcu, jesteś takim ignorantem!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciało Saito zamarło, jakby zostało na nie rzucone zaklęcie utwardzające.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jednak po złajaniu Saita, Louise położyła się ponownie i zasnęła. Najwyraźniej mówiła jedynie przez sen. Nawet w snach Louise rozkazywała Saitowi. Saito jednocześnie odczuł ulgę i zdołowanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Derflinger, który przez cały czas przyglądał się Saitowi, westchnął.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Mówi przez sen, huh? Ale nie brzmi to jak muzyka dla twoich uszu, Saito.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chłopak wpatrywał się ze złością w Derflingera, który nieomal zniszczył jego plan, szybko podzszedł do niego i powiedział&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Lepiej siedź cicho, kretynie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Naprawdę przeginasz, nie wybaczę ci tego! Jeżeli mój partner chce abym był cicho, to z pewnością będę cicho! Ale nagle budzić się w środku nocy i to tak potajemnie. Na pewno spotka cię zasłużona kara nawet jeżeli w końcu podasz mi swoje powody...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekawskość u Derflingera można porównać jedynie z tą u jego partnera. Wygląda na to, że chce poznać powód, dla którego Saito wstał w środku nocy, niezależnie od konsekwencji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito westchnął, a następnie wskazał na śpiącą Louise.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-No i co z tą szlachecką córką?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-A jak sądzisz partnerze?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito ułożył ręce na kształt serca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Co to oznacza?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-To symbolizuje miłość.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Ta dziewczyna cię lubi, partnerze?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Skąd o tym wiesz?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito wstał i bezszelestnie zatańczył.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Aaa... odnosisz się do balu?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Widziałeś wyraz twarzy Louise podczas naszego tańca, prawda?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Taa, widziałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Jej twarz się tak zaczerwieniła... - Saito powiedział jakby oszołomiony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Taa, była niezwykle czerwona.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Wyglądało na to, że chciała trzymać moje ręcę i już nigdy ich nie puścić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Jesteś pewny!?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Derf, jesteś tylko kawałkiem metalu, wiec nigdy nie zrozumiesz serca dziewczyny. Jeżeli dziewczyna patrzy na chłopaka w ten sposób, oznacza to niewypowiedziane na głos wyznanie miłości. - powiedział Saito stukając w miecz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Prawda, jestem jedynie mieczem i nie rozumiem niektórych relacji międzyludzkich. Ale skoro tak twierdzisz, partnerze, musi to być prawda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito przytaknął uradowany i powiedział: -Naprawdę jesteś wrażliwy, Derflinger!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Więc, mój dobry partnerze, skoro jesteś pewny, że ciebie kocha, to czy postarasz się, aby została twoją dziewczyną?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Tak! Jestem pewien, że mnie kocha i chciałbym aby była moją dziewczyną!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-To niebywałe. Jestem tu już jakiś czas i to pierwszy raz gdy słyszę aby towarzysz miał romans ze swoim mistrzem. Jesteś niesamowity!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Ah... jakie wspaniałe uczucie. Powiedz coś jeszcze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Partnerze, jesteś fantastyczny!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito wstał i optymistycznie zapytał:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Derf, kto jest najprzystojniejszym chłopakiem na tym świecie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Oczywiście ty, partnerze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Kto jest najwspanialszą osobą niewładającą magią?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Oczywiście ty, partnerze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pochwały płynęły prosto do głowy Saito. Poczuł się jakby świat się do niego uśmiechał. Ktoś mógłby pomyśleć, że ma on problemy ze swoim IQ.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Louise naprawdę ma szczęście, że się w niej zakochałem. Taki wspaniały i przystojny...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Jeżeli ta rozwydrzona dziewczyna naprawdę cię lubi, to dlaczego nawet we śnie na ciebie krzyczy?...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Derflinger chciał kontynuować ale Saito mu przerwał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Ponieważ Louise jest niezwykle uparta. Nie okaże swoich uczuć tak łatwo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Jesteś pewny?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Gdybym po prostu do niej podszedł i ją w prost o to zapytał, na pewno by odpowiedziała: &#039;O czym ty mówisz? Głupi chowańcu!&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Skoro tak mówisz, czyżbyś rozgryzł jej wnętrze, partnerze?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Naturalnie! Mimo, że wciąż zaprzecza, w rzeczywistości desperacko pragnie abym ją ‘zdobył’. Wprawdzie zdążyła się we mnie bez reszty zakochać, ale Louise jest bardzo zawzięta, przez jej dumę nie powie mi bezpośrednio, że do mnie coś czuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Partnerze, musisz być geniuszem, skoro udało ci się to wywnioskować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Wiesz, muszę godnie reprezentować Ziemię i sprawić aby aby ta dziewczyna z Halkeginii była moja. Rozumiesz mnie, Derf? Więc mógłbyś wyświadczyć mi przysługę i nie odzywać się przez chwilę?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Derflinger ponownie się zatrząsł, ale tym razem miało to oznaczać zgodę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-W takim razie pozostanę cicho.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito podziękował Derflingerowi i ponownie zbliżył się do Louise.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziewczyna nadal głęboko spała. &amp;quot;Nie ważne, z której strony nie spojrzeć na śpiącą Louise, nadal wygląda tak pięknie jak zazwyczaj.&amp;quot; Saito wziął głęboki oddech; pokój był wypełniony słodkim zapachem.&lt;br /&gt;
[[Image:ZnT_B2_C1_01.jpg|thumb|&#039;&#039;&amp;quot;Blask księżyców oświetlał śpiącą Louise .&amp;quot;&#039;&#039;]] &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito, trzęsąc się lekko, zdjął koc z Louise.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Blask księżyców oświetlał śpiącą Louise ubraną w koszulę nocną. Wydawać by się mogło, że mimo stroju dotykając ją wyczujemy jej gładką i jędrną skórę. Co prawda znikomo ale jej piersi również się ukazały. Na dodatek, Louise nie lubiła nosić bielizny podczas snu. Saito doskonale o tym wiedział - w końcu to on przygotowywał jej bieliznę każdego ranka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito był tak poruszony, że łzy nieomal wypłynęły z jego oczu. &#039;&#039;&amp;quot;Od tej chwili ta drobna i śliczna dziewczyna nareszcie będzie moja&amp;quot;&#039;&#039; pomyślał. Oczekiwał tego momentu od tygodnia, a dokładniej od pamiętnego balu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zacierając ręce, Saito zbliżył się ponownie do śpiącej Louise i powiedział do siebie -&#039;&#039;Smacznego…&#039;&#039; - po czym wtulił się w nią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Ach, Louise, Twoja skóra jest na prawdę taka gładka i jędrna. Ha ha… Saito, ty głupku…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito nie wiedział dlaczego nazwał siebie głupkiem, ale czuł się coraz bardziej podniecony tą całą sytuacją.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez zastanowienia objął Louise i pocałował ją w policzek. Louise nie wyglądała jakby miała się zaraz obudzić; miała bardzo twardy sen.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Louise, moja droga Louise, Twoja twarz; masz najśliczniejszą twarz na świecie...- Kontynuując, gdy właśnie miał unieść koszulę nocną Louise, nagle się zbudziła. Saito najpierw się przeraził, ale szybko przyszedł do siebie i przytulił mocno Louise.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Co... Co ty wyprawiasz?!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise natychmiast pojęła co się działo i zaczęła szamotać się by uwolnić się z ramion Saita.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Nie możesz po prostu się nie ruszać?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Czemu... czemu... mnie obejmujesz?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-O czym Ty mówisz? Myślałem, że mnie lubisz!?- Saito przyglądał się Louise we frustracji; Louise poczuła się tak zdenerwowana, że zapomniała na chwilę o wyrywaniu się z uścisku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Co?...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito położył ręce na ramionach Louise i spytał -Czyż nie zakochałaś się we mnie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Co... co za brednie próbujesz mi wmówić?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Wszystko w porządku Louise, rozumiem co czujesz. Jestem tym, który rozumie Cię najlepiej. Nie denerwuj się, po prostu się odpręż.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito zaczął powoli zbliżać usta do Louise; twarz Louise stawała się coraz bledsza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&#039;&#039;&amp;quot;Ja, zakochana w tobie??&amp;quot;&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise przypomniała sobie sen, z którego przed chwilą się obudziła. Saito zachowywał się dokładnie jak w tym śnie, przez co im więcej patrzyła na Saita, tym była bardziej na niego zła. Zarówno Saito z jej snu jak i Saito w rzeczywistości rozwścieczał ją i to bardzo. Można to nazwać białą furią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise zaczęła dygotać ze złości, ale Saito nieopacznie wziął to za przejaw strachu przed czymś, czego wcześniej nie doznała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Nadal jesteś nerwowa.. to również mój pierwszy raz. Zrelaksuj się w czasie gdy będę się rozbierać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise poczuła jak Saito złapał ją za talię...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z prędkością ognistej salamandry łapiącej swoją ofiarę, Louise podniosła prawą nogę, uderzając tym samym Saita między nogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Aaał!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito natychmiast poczuł jak jego kręgosłup przeszył rozdzierający ból od jego pachwiny aż do mózgu. Nie mogąc znieść bólu, zaczął się ślinić i bezwładnie stoczył się z łóżka Louise na podłogę. Louise powoli wstała i wzięła bicz, który zazwyczaj leżał przy jej łóżku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito, widząc bicz, próbował uciec, ale Louise dzierżąc bicz zdążyła postawić stopę na głowie Saita. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Możesz mi wyjaśnić, co chciałeś mi przed chwilą zrobić?!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito, powoli otrząsając się z bólu, z trudem powiedział -Nie jesteśmy właśnie jak kochankowie szepczący sobie do uszu słodkie słówka?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise silniej naciskając na głowę Saita odpowiedziała -To jedynie twoje pobożne życzenie...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Czy to oznacza, że się pomyliłem…? Nie poczułaś czegoś do mnie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Kto tu do kogo coś poczuł?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Nie lubisz mnie, Panienko Louise?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Haha… Proszę, podaj mi przyczynę, dlaczego tak pomyślałeś, ale postaraj się to wyrazić jasno i klarownie, w przeciwnym wypadku nie mogę przewidzieć co się z tobą stanie…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Więc, podczas balu patrzyłaś na mnie, twojego towarzysza, tymi usychającymi z miłości oczami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise czerwieniąc się odpowiedziała -Więc to dlatego pomyślałeś, że się w tobie zakochałam i wspiąłeś się do mojego łóżka?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Dokładnie, Panienko Louise. Czy twój pokorny towarzysz naprawdę się pomylił?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Zdecydowanie się pomyliłeś, nigdy nie słyszałam, aby chowaniec miał czelność wspinać się do łóżka swojego pana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Wezmę to pod uwagę następnym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise westchnęła i powiedziała do Saita jakby się nad nim litowała -Nie będzie następnego razu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Mistrzu, spójrz! Spójrz! Bliźniacze księżyce świecą dzisiaj tak pięknie!...- Saito powiedział w desperacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-W każdym razie, jest już poniewczasie…- Louise powiedziała głosem dygoczącym ze złości. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy świetle księżyców, krzyki Saita z bólu były słyszane z odległości wielu kilometrów…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;center&amp;gt;* * *&amp;lt;/center&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie gdy Saito był bity na kwaśne jabłko, daleko od akademii Fouquet gapiła się bezczynnie na sufit Więzienia Genueńskiego. Była magiem klasy trójkąta, zatrzymaną przez Saita i resztę dwa dni temu za kradzież “Berła Zniszczenia”. Ponieważ była znana ze zrabowania wielu cennych rzeczy od niewyobrażalnej ilości szlachciców, została umieszczona Więzieniu Genueńskim, najlepiej strzeżonym więzieniu w mieście Tristan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Termin rozprawy sądowej został wyznaczony na nadchodzący tydzień. Jako, że zhańbiła szlacheckie imię na taką skalę, najprawdopodobniejszym wyrokiem był wyrok śmierci lub (w najlepszym wypadku) wygnanie. W obu wypadkach, nie mogłaby już dłużej być w Tristanii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na początku myślała o ucieczce, ale później porzuciła tę myśl.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W jej celi nie było nic poza tandetnym łóżkiem i drewnianym stolikiem. Nawet sztućce były z drewna. Sprawy wyglądałyby inaczej gdyby znalazła cokolwiek metalowego… Chociażby łyżkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo tego nadal chciała znaleźć sposób aby przy użyciu alchemii zmienić mury więzienia lub kraty w ziemię, ale bez jej różdżki (która została skonfiskowana) lub jakiegoś substytutu, nie było to możliwe. Magowie są naprawdę bezsilni bez ich różdżek. Co więcej, na mury jak i kraty więzienne zostały rzucone specjalne zaklęcia odporności na magię, więc nawet wykorzystując alchemię nie byłaby w stanie uciec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-To podłe z ich strony aby zamykać w tak obskurnym miejscu taką skromną szlachciankę jak ja.- zrzędziła Fouquet. Wtedy pomyślała o młodzieży, która ją zatrzymała &#039;&#039;&amp;quot;Ten chłopak jest całkiem silny... Nie mogę uwierzyć, że jest zwykłym człowiekiem. Kim właściwie jest ten chłopak? Chociaż.. Mnie już to nie dotyczy...&amp;quot;&#039;&#039; Pomyślała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-No... Czas spać...- Fouquet położyła się i zamknęła oczy. Jednak po chwili znowu je otworzyła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fouquet usłyszała jak ktoś schodził do lochów, w których się znajdowała. Usłyszała również dźwięk typowy dla butów z ostrogami. Zrozumiała, że nie pochodzi on od nadzorcy, skoro strażnicy nie noszą ostróg. Fouquet natychmiast usiadła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed jej celą pojawiła się osoba w czarnej pelerynie, jej twarzy nie można było dostrzec, ponieważ przykrywała ją biała maska. Ale długa różdżka wystawała spod peleryny, był to niewątpliwie mag.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fouquet powiedziała dosyć pogardliwie -Jestem zaskoczona tymi odwiedzinami w środku nocy!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osoba w białej masce nie odpowiedział, w zamian spojrzał na Fouquet chłodnym wzrokiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fouquet instynktownie wiedziała, że ten przybysz został wynajęty, aby ją zabić. Część szlachciców, których okradła, musiała uważać, że proces w sądzie to tylko strata czasu i pewnie wynajęli zabójcę aby przyspieszyć przebieg wydarzeń. Niektóre spośród rzeczy jej ofiar, pochodziły z kradzieży, więc prawdopodobnie aby prawda nie wyszła jaw, postanowiono ją uciszyć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Jak zresztą sam widzisz, to miejsce nie nadaje się zbytnio na przyjmowanie gości. Chociaż pewnie nie jesteś tu na filiżankę herbaty, mam rację?- powiedziała Fouquet. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dodała w duchu: &#039;&#039;&amp;quot;Mimo, że nie mam różdżki, nie poddam się bez walki. Znam się nie tylko na magii; Jestem też dosyć dobra w bezpośredniej walce. Dopóki pozostanie za kratami i będzie chciał użyć magii z zewnątrz, jestem bezsilna. Muszę go więc zwabić jakoś do celi.&amp;quot;&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wtedy mężczyzna w pelerynie powiedział -To ty jesteś Fouquet Krusząca Ziemię?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jego głos był donośny i młodzieńczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Nie jestem pewna, kto dał mi to przezwisko, ale tak, jestem Fouquet Krusząca Ziemię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przybysz uniósł lekko ręce na znak, że nie ma złych zamiarów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Chciałbym ci coś powiedzieć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Co to ma być?- Fouquet odpowiedziała zdziwionym tonem. -Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że chcesz przemawiać w mojej obronie. Co za dziwak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Chętnie się za tobą wstawię, droga Matyldo z Południowej Gothy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Twarz Fouquet pobladła. &#039;&#039;&amp;quot;To imię, o którym niemal zapomniałam, a właściwie zostałam zmuszona aby o nim zapomnieć. Nie powinno być na tym świecie osoby znającej to imię…&amp;quot;&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Kim ty właściwie jesteś? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mężczyzna odpowiedział pytaniem na pytanie -Matyldo, czy chciałabyś powtórnie służyć Albionowi?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fouquet tracąc do reszty panowanie nad sobą odpowiedziała -To niemożliwe! Nigdy nie będę sprzyjać komuś, kto zabił mojego ojca i zajął mój dom!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Nie zrozum mnie źle, nikt nie proponuje ci służby dla albiońskiej rodziny królewskiej. Niedługo zostaną obaleni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Co masz przez to na myśli?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-W kraju ma miejsce rewolucja. Zamierzamy obalić bezsilną rodzinę królewską i zastąpić ich takimi zdolnymi szlachcicami jak my.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Ale czy nie należysz do Tristańskiej szlachty? Co w ogóle obchodzi cię rewolucja w Albionie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Jesteśmy stowarzyszeniem szlachty bez kraju martwiących się o przyszłość Halkeginii. Chcemy zjednoczyć Halkeginię i odzyskać Ziemię Świętą, na której założyciel Brimir postawił już swoją stopę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fouquet powiedziała nie ukrywając ironii -Nie pleć bzdur. Skoro tak się sprawy mają, po co to twoje stowarzyszenie mnie potrzebuje? Jestem jedynie więźniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Teraz potrzebujemy utalentowanych magów bardziej niż kiedykolwiek; czy nam pomożesz, Fouquet Krusząca Ziemię?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fouquet machnęła ręką i odpowiedziała -Proszę, przestań bujać w obłokach…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie usłyszawszy odpowiedzi kontynuowała -Chcecie zjednoczyć Halkeginia? Królestwa Tristanii, Germanii, Albionu, and Galii, oraz mnogość małych królestw, które nieustannie toczą ze sobą wojny, połączenie ich jest marzeniem ściętej głowy. No i jeszcze odzyskanie ziemi świętej, jak zamierzacie walczyć z tymi wszystkimi potężnymi elfami?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ziemia święta była w posiadaniu elfów żyjących na południu Halkeginii od setek lat. Odkąd tam się osiedliły, ludzie przeprowadzali niezliczone krucjaty w celu odzyskania ziemi świętej, ale za każdym razem ponosili sromotną klęskę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Elfy, wyróżniające się wyraźnie odstającymi uszami i niezwykłą kulturą, przewyższają ludzi zarówno długością życia jak i biegłością w zaawansowanej magii. Wszystko to czyni z elfów niezwykle skutecznych wojowników. Wydawało się niemożliwe, aby człowiek mógł pokonać elfa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Nie darzę miłością szlachty i nie mam żadnego interesu w zjednaczaniu Halkeginii. Odzyskiwanie ziemi świętej... Jak dla mnie elfy mogą zostać tam gdzie są, byle z dala ode mnie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mężczyzna w czarnej pelerynie wziął swoją różdżkę i odpowiedział -Dam ci wybór, Fouquet Krusząca Ziemię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Nie zaszkodzi jej wysłuchać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Przyłączysz się do nas, albo...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fouquet dokończyła zdanie za niego -Albo zaraz zginę? Mam rację?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Dokładnie. Skoro znasz już nasz sekret, nie mogę sobie pozwolić na zostawienie cię przy życiu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Wy, szlachcice, jesteście naprawdę bandą zarozumialców. Nigdy nie zważacie na uczucia innych- Fouquet powiedziała lekko chichocząc -Zgrabnie to ujmując: zapraszacie mnie, abym się do was przyłączyła, ale w rzeczywistości nie mam żadnego wyboru, prawda?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przybysz odpowiedział również chichocząc -Dokładnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Pozwól mi więc zostać częścią waszej organizacji. Nie lubię, gdy ktoś nie umie porządnie wydawać rozkazów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Więc w drogę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Jak w ogóle nazywa się ta wasza organizacja?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Naprawdę chcesz się do nas przyłączyć, czy tylko się ze mną przekomarzasz?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Po prostu chcę wiedzieć dla kogo od teraz będę pracowała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mężczyzna wyjął z kieszeni klucz i otwierając drzwi celi Fouquet odpowiedział -Rekonkwistadorzy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Przekład ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tłumaczył: [[user:Amenhoreptus|Amenhoreptus]]&amp;lt;noinclude&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
----&lt;br /&gt;
{| border=&amp;quot;1&amp;quot; cellpadding=&amp;quot;5&amp;quot; cellspacing=&amp;quot;0&amp;quot; style=&amp;quot;margin: 1em 1em 1em 0; background: #f9f9f9; border: 1px #aaaaaa solid; padding: 0.2em; border-collapse: collapse;&amp;quot;&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| [[Zero_no_Tsukaima_wersja_polska_Tom_1_Rozdział_8|Cofnij do Rozdziału 8 z Tomu 1 - Berło zniszczenia]]&lt;br /&gt;
| [[Zero_no_Tsukaima_wersja_polska|Powrót do strony głównej]]&lt;br /&gt;
| [[Zero_no_Tsukaima_wersja_polska_Tom_2_Rozdział_2|Naprzód do Rozdziału 2 z Tomu 2 - Smutek Jej Królewskiej Mości]]&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|}&lt;br /&gt;
&amp;lt;/noinclude&amp;gt;&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>89.69.202.11</name></author>
	</entry>
	<entry>
		<id>http://www.baka-tsuki.org/project/index.php?title=Zero_no_Tsukaima_wersja_polska_Tom_1_Rozdzia%C5%82_8&amp;diff=271581</id>
		<title>Zero no Tsukaima wersja polska Tom 1 Rozdział 8</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.baka-tsuki.org/project/index.php?title=Zero_no_Tsukaima_wersja_polska_Tom_1_Rozdzia%C5%82_8&amp;diff=271581"/>
		<updated>2013-07-22T16:29:51Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;89.69.202.11: /* Rozdział 8: Berło Zniszczenia */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;===Rozdział 8: Berło Zniszczenia===&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego ranka…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wydarzenia z poprzedniej nocy spowodowały w Tristaińskiej Akademii Magii zamieszanie, niczym we wzburzonym ulu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlaczego? Ponieważ Berło Zniszczenia zostało skradzione.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I to skradzione zuchwale, używając ziemnego golema aby zniszczyć ściany skarbca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zgromadzonym w skarbcu nauczycielom Akademii Magii zabrakło słów kiedy zobaczyli ziejący w ścianie otwór.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyryta na ścianie przez Fouquet Kruszącą Ziemię inskrypcja mówiła:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[Mam Berło Zniszczenia. – Fouquet Krusząca Ziemię.]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nauczyciele w akademii mogli teraz jedynie skarżyć się i narzekać&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- To ten polujący na szlachtę złodziej, Fouquet Krusząca Ziemię! Jak śmie atakować akademię!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Co robili strażnicy?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Nawet jeżeli tu są, to i tak są bezużyteczni! To zwykli prostaczkowie! Skoro już o tym mowa, który szlachcic miał wczoraj dyżurować?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pani Chevreuse była zaniepokojona. To ona miała mieć wczoraj dyżur. “Ale kto mógłby okraść akademię?” myślała śpiąc smacznie we własnym pokoju zamiast pilnować drzwi skarbca, tak jak każdy dyżurujący szlachcic powinien.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeden z nauczycieli zauważył to i powiedział, - Pani Chevreuse! To pani miała wczoraj dyżurować! Czyż nie tak?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pani Chevreuse wybuchnęła płaczem, - Tak mi przykro… Bardzo przykro…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Nawet jeżeli wypłacze sobie pani oczy, to czy to je tu przywróci? A może zapłaci pani za nie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Ale… ale dopiero co skończyłam spłacać dom. - Pani Chevreuse uklękła na kolana i łkała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wtedy to pojawił się Stary Osman. - Erm… To nie najlepsza pora na wyżywanie się na kobietach, prawda?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nauczyciel który karcił Panią Chevreuse odrzekł, - Ależ Osmanie, Pani Chevreuse zawiodła w swym obowiązku! Spała smacznie we własnym łóżku podczas kiedy powinna być na warcie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Stary Osman gładził lekko swoją długą brodę patrząc na roztrzęsionego i wzburzonego nauczyciela.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Erm… Jak tam panu było?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Gimli! Zapomniał pan?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Och, racja! Gimli! Cóż, panie Gimli, proszę się nie denerwować. Bądźmy szczerzy, ile z was może powiedzieć, że zawsze jesteście sumienni podczas waszych obowiązków? - odpowiedział Stary Osman.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nauczyciele popatrzyli po sobie nawzajem i zwiesili z zażenowaniem głowy.  Zapadła cisza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak więc, taka jest nasza obecna sytuacja. Jeżeli mówimy o odpowiedzialności, to uważam że każdy z nas, łącznie ze mną, jest po części odpowiedzialny za ten incydent.  Dlaczego uważaliśmy iż złodziej nie zdoła zinfiltrować naszej akademii? Czy to dlatego, że liczba magów  jaką tutaj mamy gwarantuje zabezpieczenie przed atakiem? Tego typu myślenie jest fundamentalnie błędne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Stary Osman spojrzał na otwór w ścianie i kontynuował, - To nasze samozadowolenie dało Fouquet odwagę aby zakraść się i zabrać Berło Zniszczenia. Wszyscy ponosimy winę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pani Chevreuse spojrzała z wdzięcznością na Starego Osmana i powiedziała, - Och! Osmanie, panie Osmanie! Dziękuję za łaskawość. Od teraz będę na pana patrzeć jak na własnego ojca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cóż, to… Hehe… panienko… - Stary Osman zaczął masować tyłek pani Chevreuse.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jeżeli wam to nie przeszkadza… Zajmie się tym dyrektor.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie chcąc nikogo obwiniać, Stary Osman zdecydował że to najlepszy sposób na rozluźnienie napiętej atmosfery. Po tym odchrząknął, a wszyscy czekali z uwagą na jego słowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dobrze więc, kim są ci, którzy byli świadkami kradzieży? - zapytał Osman.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- To była ta trójka. – powiedział Pan Colbert, wskazując na stojące za nim trzy osoby. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Były to Louise, Kirche oraz Tabitha. Saito również był obecny, ale przez to że był chowańcem nie uwzględniono go jako „osoby”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Och… To wy… - powiedział Osman, przyglądając się Saitu z wielkim zainteresowaniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito nie wiedział dlaczego mu się przyglądano, ale mimo to pozostał uprzejmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Opowiedzcie proszę dokładnie o tym zdarzeniu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise wystąpiła naprzód i opisała co widziała. - Mm… Wielki gliniany golem pojawił się i zniszczył ścianę. Zakapturzony mag stojący na jego ramieniu wszedł do środka i zabrał coś… Myślę że najpewniej było to Berło Zniszczenia… Po tym zakapturzony mag wsiadł na golema i uciekł poza mury szkoły… Na końcu golem zmienił się w stertę ziemi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Co stało się po tym?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Widzieliśmy tylko stertę ziemi, nie było ani śladu zakapturzonego maga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Więc… tak to było… - powiedział Osman gładząc się po brodzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Pomimo że chcieliśmy ruszać w pościg, bez żadnych śladów nie mogliśmy. Dlatego…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym momencie Stary Osman nagle zapytał Pana Colberta, - Ach, gdzie jest Panna Longueville?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Nie jestem pewien, nie widziałem jej od rana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Gdzie mogła się podziać w tak istotnym czasie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- To prawda, gdzież może być?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pośród tych pomruków Panna Longueville pojawiła się.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Panno Longueville! Gdzie pani była? Stało się coś strasznego! – powiedział z niepokojem Pan Colbert.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Panna Longueville przemówiła do Starego Osmana z opanowaniem i spokojem. – Najmocniej przepraszam za spóźnienie! Przeprowadzałam pewne dochodzenia. Dlatego…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dochodzenia?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Tak. Gdy obudziłam się dziś rano było ogromne zamieszanie, więc zajrzałam do skarbca i zobaczyłam inskrypcję pozostawioną przez Fouquet na ścianie. Wiedziałam że ten niesławny złodziej uderzył po raz kolejny. Dlatego też natychmiast rozpoczęłam poszukiwania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jest pani niezwykle efektywna, Panno Longueville. - Pan Colbert następnie spytał ponaglająco, - Ale czy udało się w końcu coś znaleźć?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, znalazłam miejsce pobytu Fouquet.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Co!? - Pan Colbert powiedział ze zdumieniem. – Skąd jest ta informacja, Panno Longueville?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Według okolicznych plebejuszy osoba w czarnym płaszczu z kapturem była widziana wchodząc do opuszczonego domu w pobliskim lesie. Uważam, że ta osoba to najprawdopodobniej Fouquet, a opuszczony dom to kryjówka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słysząc to Louise wykrzyknęła, - Czarny płaszcz z kapturem?  To bez wątpienia musi być Fouquet!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Stary Osman również podekscytował się i zapytał Pannę Longueville, - Jak daleko stąd jest to miejsce?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Piechotą jakieś pół dnia, konno powinno to zająć około czterech godzin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Musimy natychmiast złożyć raport dworowi królewskiemu! Musimy wezwać posiłki z królewskiej armii! – Pan Colbert wykrzyknął ponownie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Stary Osman pokręcił głową patrząc na Colberta i z wigorem nieprzystającym osobie w jego wieku wykrzyknął, - Głupcze! Do czasu gdy zameldowalibyśmy to dworowi Fouquet by nam się wymknęła! Poza tym, jeżeli nie jesteśmy w stanie poradzić sobie sami z takim błahym problemem, nie możemy nazywać siebie szlachtą! Skoro berło zostało skradzione z akademii, to akademii odpowiedzialnością jest odzyskanie go!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Panna Longueville uśmiechnęła się, jak gdyby czekała na tą odpowiedź.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Stary Osman kaszlał przez chwilę, po czym zaczął zwoływać ochotników. – A teraz zorganizujemy drużynę poszukiwawczą aby odnaleźć Fouquet. Ci z was którzy chcą dołączyć, proszę unieść różdżki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszyscy szlachcice popatrzyli po sobie zmieszani bez podnoszenia różdżek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Nikt? To dziwne.  Nikt nie chce być znany jako bohater, który schwytał Fouquet Kruszącą Ziemię?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise była pośród tych którzy opuścili głowy, lecz zdecydowała się podnieść różdżkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Panienko Vallière! - Pani Chevreuse zawołała zdumiona – Nie wolno ci! Jesteś nadal uczennicą! Zostaw to nauczycielom!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Ale nikt z was się nie zgłosił… - Louise bąknęła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito patrzył na Louise z opadniętą szczęką. Poważny wygląd Louise w połączeniu z lekkim przygryzaniem warg był tak oszałamiający, iż Saito nie mógł się otrząsnąć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Widząc że Louise uniosła swoją różdżkę, Kirche, pomimo lekkiego wahania, również uniosła różdżkę, choć z odrobiną niechęci. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pan Colbert z jeszcze większym zaskoczeniem zawołał; - Panno Zerbst! Nie jesteś także uczennicą?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kirche odparła nonszalancko, - Cóż, nie mogę przegrać z rodziną Vallière.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Widząc Kirche unoszącą swoją różdżkę, Tabitha zrobiła to samo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tabitha! Nie musisz tego robić! To nie ma z tobą nic wspólnego! - powiedziała Kirche.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tabitha odrzekła tylko, - Jestem zmartwiona.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wzruszona, Kirche spojrzała na Tabithę z wdzięcznością.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise w tym samym czasie również mruknęła, - Dziękuję… Tabitha.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Widząc tą trójkę, Stary Osman zaśmiał się i powiedział, - Dobrze więc, wszystko w rękach was trojga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Sir! Dyrektorze Osmanie! Stanowczo protestuję! Nie wolno nam narażać żyć uczniów na niebezpieczeństwo!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Wyruszy więc pani zamiast nich, Pani Chevreuse?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Ach... Erm… Cóż… Źle się ostatnio czuję, tak więc…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Widziały już Fouquet wcześniej a ponadto, mimo iż obecna tutaj panienka Tabitha jest bardzo młoda, to słyszałem że przyznano jej już tytuł Kawalera, czyż nie? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tabitha nie odpowiedziała i tylko stała w ciszy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszyscy nauczyciele patrzyli na Tabithę ze zdumieniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- To prawda, Tabitho? – zapytała równie zdumiona Kirche.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo iż Kawaler jest najniższym tytułem przyznawanym przez rodzinę królewską, Kirche i tak była zdumiona tym, że Tabitha mogła otrzymać go w tak młodym wieku.  Jeżeli chodzi o tytuły Barona, a nawet Markiza, to można je uzyskać poprzez zakupienie dużej ilości ziemi. Aby uzyskać jednak tytuł Kawalera, jedynym sposobem jest oddanie wielkich zasług dla kraju. To tytuł, który przyznawany jest za osiągnięcia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po raz kolejny w skarbcu zrobiło się zamieszanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Stary Osman kontynuował patrząc na Kirche, - Panna Zerbst z Germanii pochodzi z rodziny zasłużonych bohaterów wojennych, i sama ma bogatą przeszłość z magią ognia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kirche machnęła włosami z pewnością siebie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise, przekonana że nadszedł czas na jej pochwały, stała uroczo na baczność.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Stary Osman miał teraz kłopot. Nie było niczego do pochwalenia u Louise…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Ahem! - Odchrząkując, Osman odwrócił wzrok od Louise i powiedział; - Taa... Panna Vallière pochodzi z prestiżowej rodziny Vallière, rodziny znanej ze swych magów. I… Czeka ją obiecująca przyszłość… jak i jej chowańca…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kładąc swój wzrok na Saicie, Osman kontynuował; - Pomimo bycia plebejuszem, pokonał w pojedynku syna generała Gramonta, Guiche de Gramonta. - Stary Osman pomyślał: “i jeżeli naprawdę jest legendarnym Gandálfrem…” - Fouquet Krusząca Ziemię nie powinna stanowić dla niego problemu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pan Colbert dodał z entuzjazmem; - Tak! Tak! Ponieważ jest legendarnym Gand…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Stary Osman szybko zasłonił usta Pana Colberta zanim ten skończył mówić.  - A.. Hahaha… Bzdury plecie! Haha!...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po raz kolejny zapadła cisza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wtedy Dyrektor Osman przemówił z powagą,  - Jeżeli ktokolwiek uważa się za bardziej kompetentnego niż ta trójka, niech wystąpi naprzód.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nikt nie wystąpił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego też Stary Osman zwrócił się do grupy czworga i powiedział, - Akademia oczekuje na schwytanie Fouquet!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise, Kirche i Tabitha stanęły na baczność i odpowiedziały, - Przysięgamy na swe różdżki, że schwytamy Fouquet!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tym złapały krawędzie swych spódniczek i dygnęły. Saito szybko zrobił to samo. Jako że nie miał na sobie spódniczki, to złapał się za krawędzie bluzy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dobrze więc, przygotujcie powóz i ruszajcie natychmiast. Musicie oszczędzać siły zanim nie dotrzecie do celu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Panno Longueville, czy mogłabyś udać się z nimi?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, Dyrektorze Osmanie. Ja również chciałam się z nimi wybrać, - powiedziała Panna Longueville.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;center&amp;gt;* * *&amp;lt;/center&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod przewodnictwem Panny Longueville czwórka szybko ruszyła w drogę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo iż nazywano go powozem, w rzeczywistości był to zwykły wóz z deskami zamiast siedzeń. Dobre było jednak to, że w razie ataku mogliby od razu z niego wyskoczyć bez kłopotów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Panna Longueville kierowała zaprzęgiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kirche zapytała cichą Longueville, która skupiła się na lejcach, - Panno Longueville, taką pracą mógłby zająć się plebejusz. Dlaczego robisz to sama?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Panna Longueville uśmiechnęła się i odpowiedziała; - To nic takiego. Zresztą nie jestem szlachcianką.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kirche zamikła na chwilę, po czym zapytała, - Ale czy nie jesteś sekretarką Dyrektora Osmana?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jestem.  Stary Osman nie przejmuje się jednak statusem osoby kiedy potrzebuje pomocy. Nie ważne czy to chłop czy szlachcic.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jeśli możesz, powiedz mi proszę jak utraciłaś swój status.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale Panna Longueville tylko uśmiechnęła się do Kirche. Wydawało się iż nie chce już rozmawiać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Opowiedz proszę, chociaż odrobinę. - Kirche nalegała, pochylając się ku Pannie Longueville. Wtem poczuła, że ktoś złapał ją za ramię. Była to Louise. Kirche odwróciła się i zapytała, - Czego chcesz, Vallière?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Daj spokój. Nie grzeb w czyjejś przeszłości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Humph, nudzę się, dlatego potrzebowałam kogoś do rozmowy. - odpowiedziała Kirche, kładąc ręce za głową i opierając się o bok wozu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Nie wiem czy w twoim kraju jest podobnie, ale w Tristainie za niegodne jest zmuszanie kogoś do wyjawiania czegoś o czym nie chce rozmawiać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kirche nie odpowiedziała jej. Podniosła się aby usiąść ze skrzyżowanym nogami i zaczęła mówić, - To przez twój zapał wplątałam się w to wszystko. Chwytanie Fouquet…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise spojrzała ze złością na Kirche, - O co ci chodzi? Nie zgłosiłaś się samodzielnie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Gdybyś była sama, to czy Saito również nie byłby w niebezpieczeństwie? Mylę się, Louise Zero?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dlaczego tak mówisz?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak czy siak, gdyby ten wielki golem znów się pojawił z pewnością uciekłabyś na tyły i kazała Saitu zająć się walką, prawda?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dlaczego miałabym uciec? Użyłabym swojej magii, zobaczysz!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Ty używająca magii? Dobry żart!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dwójka ponownie zaczęła się sprzeczać. Tabitha nadal czytała książkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Wystarczy tego! Mogłybyście obydwie przestać? - Saito wtrącił się.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kirche machnęła i powiedziała, - Hmph, przestanę. To i tak nie moja wina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise zacisnęła usta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dobrze więc, najdroższy, to dla ciebie. - Kirche spojrzała uwodzicielsko na Saita, po czym złożyła mu w ramionach miecz który mu kupiła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Wow! Dzięki! - Saito odezwał się biorąc miecz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tym razem wygrałam, czy też masz coś do powiedzenia? Louise Zero?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise zmierzyła ich oboje wzrokiem, ale pozostała cicho.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nagle ściemniło się. Wóz wjechał do lasu. Panujący w lesie mrok oraz dziwny zapach sprawił, iż ciarki przeszły im po plecach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Odtąd będziemy musieli iść pieszo. – stwierdziła Panna Longueville. Grupa opuściła wóz i ruszyła ku małej ścieżce w głąb lasu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Obawiam się ciemności i nie podoba mi się tutaj… - powiedziała Kirche owijając ramiona wokół Saita.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Mogłabyś się tak nie przysuwać?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Ale boję się! - Kirche odrzekła z przesadą. Każdy mógł stwierdzić że kłamie…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito, zmartwiony o Louise, zerknął na nią. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise odwróciła głowę.- Humph.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Grupa dotarła do leśnej polany. Wielkością była zbliżona do Dziedzińca Vestri, a na jej środku znajdował się opuszczony dom. Zbudowana z drewna chata z zardzewiałą kuchenką. Obok niej stał całkowicie zrujnowany magazyn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gromada ukryła się za zaroślami i obserwowała chatę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Panna Longueville wskazała na dom i powiedziała, - Według moich informacji, to powinno być tutaj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Wygląda na pustą. Fouquet naprawdę się tam ukrywa?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Grupa rozpoczęła dyskusję, rysując patykami na ziemi plan bitwy. Wszyscy zgadzali się, że najlepszym sposobem będzie zasadzka. Jeśli będzie spać to tym lepiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najpierw rozejrzą się wokół chaty i sprawdzą, co dzieje się wewnątrz. Jeżeli Fouquet jest w środku, to następnie zwiadowca wywabi go na zewnątrz, ponieważ w środku nie ma wystarczającej ilości ziemi do stworzenia golema. Będąc już na zewnątrz, pozostali użyją wobec niego swojej magii, nie dając mu szansy na przyzwanie golema.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Kto więc go wywabi? - spytał Saito.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tabitha odpowiedziała, - Ten z najlepszym refleksem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszyscy patrzyli na Saita.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Ja? - westchnął Saito. Wyciągnął otrzymany od Kirche miecz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Runy na jego lewej ręce zaczęły błyszczeć. Jednocześnie Saito poczuł jak jego ciało staje się lekkie jak piórko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito przybliżył się do chaty i zerknął przez okno wewnątrz. W chacie znajdowało się tylko jedno pomieszczenie, z pokrytym kurzem stolikiem i rozkładanym fotelem. Na stoliku stała butelka wina a w kącie znajdowało się drzewo na opał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środku nie było nikogo i nie było też miejsca do ukrycia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czyżby opuścił już to miejsce?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale ich przeciwnik to Fouquet, mag trójkąta. Może więc wciąż ukrywać się wewnątrz mimo pozornego braku kryjówki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito zdecydował więc przywołać wszystkich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito użył ręki aby wykonać nad głową znak “X”, który oznaczał iż dom jest pusty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ukrywająca się reszta grupy ostrożnie zbliżyła się do chaty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Wewnątrz nie ma nikogo. - Saito stwierdził wskazując na okno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tabitha machnęła swą laską ku drzwiom i mruknęła “Nie ma pułapki.” Następnie otworzyła drzwi i weszła do środka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kirche i Saito podążyli i wkroczyli do chaty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise powiedziała pozostałym, że pozostanie na straży i została sama.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Panna Longueville zdecydowała się zbadać okoliczny las i zniknęła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Grupa Saita weszła do domu i zaczęła szukać wskazówek co do miejsca pobytu Fouquet.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wtedy to wewnątrz pudła Tabitha znalazła... Berło Zniszczenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Berło Zniszczenia. - powiedziała Tabitha machając nim dookoła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Nie poszło zbyt łatwo? - zaprotestowała Kirche.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito spojrzał na Berło Zniszczenia i spytał ze zdumieniem, - Kirche, czy to na pewno Berło Zniszczenia?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kirche przytaknęła i odrzekła, - Bez wątpienia, widziałam je raz podczas mojej tury w skarbcu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito podniósł berło bliżej i przyjrzał mu się dokładnie. – Jeśli się nie mylę to jest to…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Stojąca na zewnątrz na straży Louise wydała nagle mrożący krew w żyłach wrzask. - Ahhhh!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Co się stało, Louise?!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdy wszyscy wyjrzeli przed dom rozległ się głośny hałas. Trach!&lt;br /&gt;
Chata straciła dach i wszyscy spojrzeli w górę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W miejscu dachu znajdował się ogromny ziemny golem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- To ziemny golem! - wykrzyknęła Kirche.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tabitha zareagowała pierwsza. Machając laską, zaczęła intonować magiczne inskrypcje. Powietrzny wir wydobył się z jej laski i uderzył w golema.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zniknięciu wiru golem pozostał nietknięty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za przykładem Tabithy Kirche wyjęła ukrytą w dekolcie różdźkę i zaczęła inkantować. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kula ognia wystrzeliła z jej różdżki i pochłonęła golema. Mimo iż cały stał w płomieniach, nie wydawało się to mu zaszkodzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jest zbyt mocny tylko dla nas!” zawołała Kirche.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Odwrót. – Tabitha powiedziała cicho.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kirche i Tabitha ruszyły w różnych kierunkach i opuściły chatę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W międzyczasie Saito poszukiwał Louise.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tutaj!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise stanęła za golemem, zanuciła coś i wymierzyła różdżkę w golema.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchni golema coś wybuchło. To była magia Louise! Golem zauważył to i odwrócił się ku Louise.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito, stojąc przy drzwiach 20 kroków od Lousie, krzyknął, - Uciekaj! Louise!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise odmówiła, - Nie! Jeżeli go pokonam, już nikt nigdy nie nazwie mnie Louise Zero. - Louise była poważna. Golem przechylił głowę, zastanawiając się czy zająć się Louise czy też uciekającymi Kirche i Tabithą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Spójrz na różnicę wielkości pomiędzy wami! Nie możesz wygrać!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Nie wiadomo jeżeli nie spróbujesz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Nie da się! To niemożliwe!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise spojrzała na Saita i powiedziała, - Nie powiedziałeś wcześniej tego samego?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Co?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Kiedy byłeś pobity przez Walkirie Guiche, kiedy wciąż wstawałeś i mówiłeś, że &amp;lt;u&amp;gt;nie chcesz pochylić głowy i nigdy tego nie zrobisz.&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak... powiedziałem tak… ale…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jestem taka sama. Nawet jeżeli nie jestem w stanie niczego osiągnąć, to jest to kwestia dumy. Jeżeli teraz ucieknę, ludzie powiedzą &amp;quot;uciekła ponieważ jest Louise Zero&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jakie to ma znaczenie? Niech sobie mówią co tylko chcą!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Ale jestem wysoko urodzona. Szlachta to ci, którzy potrafią używać magii. - Louise zacisnęła chwyt na swej różdżce. – A żaden szlachcic nie uciekłby przed wrogiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Golem zdecydował najpierw rozprawić się z Louise i uniósł nogę by ją zmiażdżyć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise uniosła różdżkę ku golemowi i ponownie zaczęła wymawiać zaklęcie…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zawiodło jednak, mimo iż Louise użyła ‘kuli ognia’.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na piersi golema nastąpił mały wybuch i drobne fragmenty ziemi odpadły od niego. Poza tym atak wcale mu nie zaszkodził.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito złapał swój miecz i ruszył w stronę Louise.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise widziała stopę golema coraz bliżej i bliżej. Zamknęła oczy i oczekiwała na najgorsze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tej chwili Saito zbliżył się do niej z prędkością wichury, złapał ją i odtoczył się z dala od tupnięcia golema.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito spoliczkował Louise. Plask! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Naprawdę chcesz zginąć?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oszołomiona Louise patrzyła na Saita.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Chrzanić taką szlachecką dumę! Kiedy umrzesz to nie ma to żadnego znaczenia! Idiotko!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z oczu Louise popłynął wodospad łez.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Nie płacz proszę!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Ale… ale nie mogę tego tak po prostu zaakceptować… zawsze traktują mnie jak głupią…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Patrząc na płaczącą Lousie, Saito poczuł się głupio.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bycie nazywanym “Zerem”, bycie traktowanym jak idiota, nikt nie mógłby się z tym pogodzić.  Przypomniał sobie swoją walkę z Guiche. Wtedy Louise również płakała.  Mimo iż jest uparta i butna, Louise tak naprawdę nienawidzi walki i nie jest w niej dobra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jest tylko dziewczyną… piękna twarz Louise była teraz pokryta łzami, niczym u zapłakanego dziecka...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie była to jednak pora na pocieszanie jej. Saito odwrócił głowę i zobaczył golema unoszącego pięść, gotowego ich rozgnieść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Nie możesz mnie chociaż trochę pocieszyć? - Louise protestowała kiedy Saito uniósł ją i uciekł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Golem podążył za nimi i pomimo iż nie był zwinny, to prędkością dorównywał Saito.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wietrzny Smok Tabitha&#039;y wylądował na przeciw Saito, aby pomóc im w ucieczce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Wsiadać.-  powiedziała Tabitha.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito położył Louise na plecach smoka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Wy dwoje, szybko! - Tabitha powiedziała pilnie do Saito jak by nie była sobą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale Saito nie wsiadł, tylko pobiegł w stronę golema.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Saito! - krzyknęła Louise.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Odlatuj, już! – krzyknął Saito.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tabitha popatrzała przez chwilę obojętnie na Saito, a potem nakazała Sylphidi wzlecieć w górę, gdy golem nadchodził.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łup!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pięćś golema uderzyła w miejsce, gdzie stał Saito. W ostatniej chwili, Saito skoczył i uniknął uderzenia. Golem podniósł pięść z ziemi, w której uformował metrowy krater. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito mamrotał do siebie, - Nie płacz jeśli nie możesz tego zaakceptować. Głupia! To naprawdę napawa mnie uczuciem jak bym Ci coś robił! - Saito odwrócił się w stronę golema i powiedział, - Lepiej nie patrz na mnie z góry! Jesteś tylko stertą ziemi! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chwycił swój miecz i powiedział, - Jestem towarzyszem Louise! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Saito! - Louise próbowała zeskoczyć z Sylphid, która była w powietrzu, ale została złapana przez Tabitha’e.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Proszę, uratuj Saito! – prosiła Louise.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tabitha potrzęsła głową.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Niemożliwe, by się zbliżyć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdyby Sylphid próbowałaby się zbliżyć, golem mógłby spróbować zaatakować. Także Tabitha nie była w stanie zbliżyć się do Saito.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Saito! - Louise krzyknęła ponownie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise widziała Saito dzierżącego swój miecz stojąc naprzeciw golema.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Golem ruszył się i uderzył. W tym samym momencie pięść zmieniła się w stal. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito widział to i sparował atak swoim mieczem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pang! Miecz złamał się od rękojeści w czasie uderzenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito był zszokowany. Czy ten miecz naprawdę został zrobiony przez sławnego Germańskiego Alchemika Lorda Shupei? Jest kompletnie bezużyteczny!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez broni, wszystko co Saito mógł robić to unikać ataków golema.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Widząc Saito w potrzasku, Louise była zdesperowana. Nie było nikogo kto mógłby mu pomóc? Wtedy Louise zwróciła uwagę na “Berło Zniszczenia” trzymane przez Tabitha’ę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tabitha! Daj mi to!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skinęła głową i przekazała Berło Zniszczenia Louise.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Berło Zniszczenia miało niezwykły kształt, którego Louise nigdy wcześniej nie widziała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale od kiedy magia Louise nie działała, wszystko zależało teraz od Berła Zniszczenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise zamknęła oczy i wzięła głęboki wdech. Otworzyła swe oczy ponownie i powiedziała, - Tabitha! Użyj na mnie lewitacji. – I zeskoczyła z Sylphidy. Tabitha na szybko rzuciła “Lewitację” na Louise.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod efektem tego zaklęcia, Louise powoli wylądowała i obróciła się w stronę Saito i golema, machnęła Berłem Zniszczenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nic się nie stało. Nie było żadnej odpowiedzi z Berła Zniszczenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Czy to naprawdę magiczne berło? – krzyknęła nagle Louise.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czy były jakieś specjalne warunki do aktywacji tego?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito spojrzał na lądującą Louise i był zszokowany. Dlaczego ona wróciła? Byłoby lepiej dla niej, gdyby została na smoku!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym samym czasie, Saito zauważył Berło Zniszczenia trzymane przez Louise.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
“Wygląda na to, że Louise nie wie jak używać berła i tylko nim macha na około...”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito popędził do Louise.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
“Jeśli tego użyjemy, może damy radę pokonać golema!”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Saito! - Louise wrzasnęła do Saito, który do niej biegł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito zabrał Berło Zniszczenia od Louise.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Nie wiem jak tego użyć!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- To się tak używa!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito chwycił Berło Zniszczenia, wyjął bolec zbrojny (?), otworzył tylną osłonę, wyciągnął i wydłużył wewnętrzną tubę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
“...Skąd ja wiem jak to obsługiwać?”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale teraz nie było czasu na myślenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podniósł celownik optyczny na tubie i wymierzył.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Widząc jego sprawność w posługiwaniu się Berłem Zniszczenia, Louise była zszokowana by coś z siebie wydusić.&lt;br /&gt;
Saito położył Berło Zniszczenia na ramieniu i wycelował prosto w golema.&lt;br /&gt;
[[Image:ZNT-page-241.jpg|thumb|&amp;quot;Saito położył Berło Zniszczenia na ramieniu i wycelował prosto w golema.&amp;quot;]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzięki niewielkiej odległości dzielącej go od golema, Saito zdecydował wycelować prosto w golema.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Jak dystans będzie zbyt bały, zasięg zbrojeniowy (?) może być nie osiągalny, a zatem nawet jeśli trafię dokładnie pocisk może nie eksplodować.”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Zapomnij o tym, po prostu spróbuj!” pomyślał Saito podczas krzyczenia do Louise, - Nie stój za berłem, będzie z tyłu podmuch!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise w pośpiechu odsunęła się.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Golem podchodził coraz bliżej i bliżej do Saito.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito zwolnił zatrzask bezpieczeństwa i odpalił broń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Natychmiastowo, głośny grzmot wydobył się z berła i pocisk poleciał prosto w golema.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pocisk uderzył w golema z potężną eksplozją.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito instynktownie zamknął oczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wydobył się głuchy ryk i górna część ciała golema rozprysła się we wszystkich kierunkach, tworząc deszcz  z ziemi.&lt;br /&gt;
Saito powoli otworzył oczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdy opadł dym od eksplozji, stała tylko dolna część golema.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To co zostało, wykonało jeden krok do przodu zanim ostatecznie zatrzymał się i klęknął.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wtedy powoli od talii rozkruszył się… i ponowie zmienił się w to czym był – ziemią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak jak ostatnim razem, golem zmienił się w kopiec ziemi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise, która była świadkiem wszystkiego, padła z nóg i usiadła na ziemi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kirche, która kryła się blisko krzewów wybiegła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito nareszcie dał jakiś znak ulgi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kirche uściskała Saito i powiedziała, - Saito, kochanie! Udało Ci się! &lt;br /&gt;
Sylphid, która niosła Tabitha’ę wylądowała. Tabitha spojrzała na stertę ziemi i zapytała, - Gdzie jest Panna Longueville?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dopiero wtedy każdy zauważył, że Panna Longueville zniknęła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po chwili Panna Longueville wyszła z lasu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Panno Longueville! Znalazłaś miejsce skąd Fouquet kontrolowała golema? - zapytała Kirche.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Panna Longueville potrząsnęła głową.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czterech z nich patrząc na kopiec ziemi zaczęło szukać wskazówek. Saito spojrzał na nich, a potem na Berło Zniszczenia, pomyślał sobie: „Dlaczego ta rzecz pojawiła się w tym świecie?”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Akurat jak on myślał, Panna Longueville wzięła od Saito Berło Zniszczenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Panno Longueville? - powiedział zastanawiająco Saito.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Panna Longueville zwiękrzyła dystans od grupy i powiedziała, - Dobra robota, ludzie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Panno Longueville! - Kirche krzyknęła. – Co to ma znaczyć?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise spojrzała na Pannę Longueville, zszokowana nie mogła nic z siebie wydusić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tym kto kontrolował golema cały czas byłam ja.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Co? To oznacza… Jesteś…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Panna Longueville zdjęła okulary, jej słodka mina zmieniła się w pełną morderczych intencji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak, Ja jestem Fouquet Kruszącą Ziemię. Berło Zniszczenia jest naprawdę potężną bronią, potrafi nawet pokonać mojego golema jednym strzałem!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fouquet trzymała Berło Zniszczenia na swoim ramieniu tak jak robił to Saito.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tabitha machnęła swoją laską i zaczęła skandować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Niech nikt się nie rusza! Mam wycelowane w was Berło Zniszczenia. Rzućcie swoje różdżki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie mieli innego wyboru niż posłuchać. Bez swoich różdżek nie mogli rzucać żadnej magii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Panie Zręczny Chowaniec, proszę też rzucić swój złamany miecz. Jesteś dla mnie zagrożeniem, jeśli trzymasz broń.&lt;br /&gt;
Saito posłuchał jej rozkazu i rzucił broń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dlaczego? - Louise gniewnie zapytała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Hmm… Lepiej wyjaśnię wam wszystkim zanim odeślę was na wieczny spoczynek. – powiedziała Fouquet z zalotnym uśmiechem na swej twarzy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Zdobyłam Berło Zniszczenia, ale nie wiedziałam jak tego używać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak tego używać?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dokładnie. Nie ważne jak machałam berłem, lub zastosowałam na nim swoją magię, nie było żadnej odpowiedzi. To mnie frustrowało. Wszak, jeśli nie wiem jak tego użyć, mogło myć tylko użyte jako przedmiot dekoracyjny. Czyż nie?&lt;br /&gt;
Louise chciała popędzić w stronę Fouquet, ale Saito ją powstrzymał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Saito!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Pozwól jej skończyć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak rozważnie z twojej strony, Panie Chowaniec. To ja kontynuuję. Od momentu kiedy nie wiedziałam jak tego użyć, była tylko jedna droga. Pozwolić innym ludziom pokazać mi jak to się robi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- A zatem przyprowadziłaś nas tutaj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jeśli to są studenci z Akademii Magii, mogła być szansa, że ktoś wie jak użyć berła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jeśli nikt nie wiedziałby jak korzystać z Berła Zniszczenia, co byś zrobiła?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- W takim wypadku, zostalibyście zgnieceni przez mojego golema. Potem przyprowadziłabym następną grupę studentów. Ale dzięki wam, nareszcie wiem jak posługiwać się Berłem Zniszczenia&lt;br /&gt;
Fouquet uśmiechnęła się i powiedziała, - Mimo, że czas spędzony z wami był krótki, jestem naprawdę szczęśliwa. Żegnajcie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kirche czując rozpacz, zamknęła oczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tabitha i Louise także.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tylko nie Saito.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jesteś naprawdę odważny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Cóż, aktualnie to nie jest odwaga. – odpowiedział Saito.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fouquet nacisnęła spust tak jak Saito zrobił to wcześniej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale magia, która wcześniej się wydarzyła, nie pojawiła się ponownie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Huh? Dlaczego? Fouquet znów nacisnęła spust.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- To ma tylko jeden strzał; nie jest już zdolne wystrzelić ponownie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Co masz na myśli mówiąc “jeden strzał”? - Fouquet szaleńczo krzyknęła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Nawet jeśli wyjaśnię, nie będziesz zdolna tego zrozumieć. To nie jest magiczne berło z twojego świata.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Co powiedziałeś? - Fouquet rzuciła Berło Zniszczenia i zaczęła szukać swojej różdżki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito poruszył się z prędkością światła, zadając cios w brzuch Fouquet swoim złamanym mieczem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- To jest broń z mojego świata. Hmm… konkretnie, to jest wyrzutnia rakiet M72.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fouquet upadła na ziemię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito potem podniósł Berło Zniszczenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Saito? - Louise i pozostałe dwie popatrzały na Saito.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito odpowiedział, - Złapaliśmy Fouquet i odzyskaliśmy Berło Zniszczenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise, Kirche i Tabitha popatrzały na siebie nawzajem, a potem podbiegły do Saito.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito, z mieszany uczuciem, uściskał wszystkie trzy razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;center&amp;gt;* * *&amp;lt;/center&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W biurze dyrektora szkoły, Osman wysłuchał sprawozdania grupy co się wydarzyło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Hmm… więc Panna Longueville jest Fouquet Krusząca Ziemię… Ponieważ była taka piękna, nie pomyślałem dwa razy biorąc ją jako moją sekretarkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak ją wynająłeś? - Pan Colbert, który też był obecny zapytał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- W tawernie. Byłem klientem podczas gdy ona była tam kelnerką. Gdzie ją powoli głaskałem od rąk w dół do jej pośladków…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Co się później stało? - Pan Colbert zapytał ponownie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dyrektor szkoły Osman zawstydzony przyznał się, - Ponieważ była zła po tym wszystkim co jej zrobiłem, zapytałem ją, czy chciałaby zostać moją sekretarką, czy nie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dlaczego? – zdziwiony Pan Colbert kontynuował wypytywanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- W każdym razie! – dyrektor szkoły Osman wykrzyknął używając niezdatnej krzepy jak na starca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osman zaczął kaszleć. I powiedział ostatecznie, - I potrafiła też używać magii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Taa, magii która może zabić. - Pan Colbert zamamrotał do siebie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dyrektor Osman zakaszlał ponownie i powiedział do Pana Colberta w rozważny sposób, - Jakby o tym pomyśleć, powodem na to, że Fouquet pozwalała się wszędzie dotykać, szczęśliwie serwowała mi wina, i chwaliła, że jestem przystojny, podczas przebywania w tawernie, było przeniknięcie do Akademii. Te wszystkie pochwały były prawdopodobnie kłamstwami…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas słuchania tego Pan Colbert natychmiastowo przypomniał sobie, że on także był raz oczarowany Fouquet i wyjawił jej słaby punkt ścian oraz sklepienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pan Colbert zdecydował zabrać ten sekret ze sobą do grobu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak. Piękne kobiety są śmiertelnymi magami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Nie mogę się z tobą zgodzić, Colbercie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito, Louise, Kirche i Tabitha patrzeli tępo na nich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozumiejąc to studenci rzucili chłodne spojrzenie, zawstydzony Osman oczyścił swoje gardło i odzyskał swoje opanowanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Wszyscy wykonaliście dobrą robotą, zwróciliście Berło Zniszczenia i złapaliście Fouquet.&lt;br /&gt;
Wszystkie trzy poza Saito wyraziły dumnie podziękowania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Fouquet zostanie oddana w ręce miejskiej straży, a Berło Zniszczenia zwrócone z powrotem do skarbca. Nareszcie sprawa została zamknięta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łagodnie głaszcząc każdą z głów trojga, Osman powiedział, - Wysłałem prośbę do cesarskiego dworu, aby skonsultował się z wami w sprawie tytułu Kawalera, wierzę że wkrótce otrzymamy wieści o tym. Tabitha już posiada tytuł Kawalera, dlatego wysłałem prośbę, aby dali jej tytuł Elfiego Medalionu (?).”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Twarze trojga rozjaśniły się słysząc te nowiny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Naprawdę? - powiedziała Kirche zdumiona.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak. Wykonałyście więcej niż jest potrzebne do uzyskania tego tytułu. Czyż nie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise spojrzała na Saito, który był przygnębiony odkąd weszli do biura.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dyrektorze Osman, Saito… niczego nie dostanie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Obawiam się, że nie. Ponieważ nie jest szlachcicem…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito odpowiedział, - Niczego nie potrzebuję.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dyrektor Osman łagodnie klasnął dłońmi i rzekł, - Prawie zapomniałem, Dzisiejszej nocy Bal ku czci Frigg zostanie wznowione jak planowano odkąd odzyskaliśmy z powrotem Berło Zniszczenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Twarz Kirche rozpromieniła się. - Racja. Zapomnijmy o Fouquet i tańczmy przez całą noc!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Główną atrakcją balu będziecie wy troje. Zatem idźcie się przygotować i przebrać!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkie trzy ukłoniły się i wyszły przez drzwi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise zatrzymała się i spojrzała na Saito.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Idź przodem. – rzekł Saito do Louise.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chociaż Louise wciąż była zmartwiona, skinęła głową i opuściła pokój.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osman zwrócił się do Saito i powiedział, - Chcesz się mnie o coś zapytać?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito przytaknął.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Proszę pytaj. Postaram się odpowiedzieć na twoje pytanie najlepiej jak potrafię. Pomimo, że nie mogę skonsultować się w sprawie tytułu dla Ciebie, chociaż tyle mogę zrobić by okazać moją wdzięczność.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Natychmiast potem, poprosił Pana Colberta by opuścił. Pan Colbert, który czekał na przemowę Saito, wyraził przyjemność jak opuszczał pokój.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Potem Pan Colbert wyszedł, Saito powiedział, - To, Berło Zniszczenia było tak naprawdę z mojego świata.&lt;br /&gt;
Oczy Osmana błysły. – Tak naprawdę z twojego świata?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Nie jestem z tego świata.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Czy to prawda?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- To prawda. Został przeniesiony do tego świata na wskutek przywołania przez Louise.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Rozumiem. Jeśli tak wygląda sprawa… - Osman zmrużył oczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Berło Zniszczenia było bronią z mojego świata. Kim była osoba, która przyniosła to do tego świata?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osman westchnął i powiedział, - Ten kto dał Berło Zniszczenia był moim wybawcą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Gdzie jest teraz ta osoba? Ta osoba jest zdecydowanie z tego samego świata co ja.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Nie żyje. To było ponad trzydzieści lat temu…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Co powiedziałeś?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Trzydzieści lat temu, podczas spaceru w lesie zostałem zaatakowany przez dwugłowego smoka. Ten kto mnie uratował był właścicielem Berła Zniszczenia. Użył innego Berła Zniszczenia do zabicia dwugłowego smoka i potem upadł. Był wcześniej ranny tamtego czasu. Przeniosłem go do akademii i uleczyłem jego rany. Ale to nic nie dało…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- I zmarł?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dyrektor Osman przytaknął.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Zakopałem Berło Zniszczenia, którego użył do uratowania mi życia razem z nim w grobie, drugie nazwałem Berłem Zniszczenia i trzymałem je w skarbcu upamiętniając mojego wybawcę…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osman spojrzał w dal i rzekł, - Gdy odpoczywał na łóżku do dnia, w którym umarł, ciągle powtarzał „Gdzie jest to miejsce? Chcę wrócić do mojego świata.” Zgaduję, że musi być z tego samego świata co ty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Kim był ten, który przyprowadził go do tego świata wtedy?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Nie wiem. Aż do samego końca, Wciąż nie mam pojęcia jak on tutaj skończył.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Cholera! Akurat kiedy znalazłem jakąś wskazówkę. - Saito użalił się. Wskazówka zaprowadziła go w ślepy zaułek. Wybawca Osmana był prawdopodobnie żołnierzem z „tamtego” kraju. Ale w jaki sposób skończył w tym świecie? Nawet myśli Saito chciał to wiedzieć, ale nie było już na to szans.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osman złapał lewą rękę Saito, - Te runy na twojej ręce…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Ah tak. Chciałem się o to też zapytać. Kiedy runy lśnią, potrafię się posługiwać biegle każdą bronią. Nie tylko mieczami, nawet broniami z mojego świata…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osman rozmyślał przez moment i powiedział, - …To wiem. To są runy “Gandálfra”, legendarnego towarzysza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Runy legendarnego towarzysza?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak. Gandálfr był legendarnym towarzyszem, który mógł korzystać z każdej broni jaką chciał. To jest najbardziej prawdopodobny powód, dlaczego potrafiłeś obsłużyć Berło Zniszczenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito był zmieszany. - …To, dlaczego jestem legendarnym towarzyszem?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Nie wiem. - Osman szybko odpowiedział.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Przepraszam. Ale jest możliwość, że runy Gandálfra są powiązane z przetransportowaniem cię do tego świata.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Haa… - Saito westchnął.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito pomyślał, że mógłby zdobyć jakieś odpowiedzi, których potrzebował od dyrektora, ale widocznie nie także wiedział za wiele…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Przepraszam, że nie mogę być bardziej pomocny. Zawsze będę po twojej stronie, Gandálfr! - Osman uściskał Saito.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
– Muszę Ci jeszcze raz podziękować za zwrócenie własności ofiarodawcy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- W porządku… - Saito powiedział zmęczony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Próbowałem dowiedzieć się dla ciebie jak przybyłeś do tego świata, ale...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Ale co?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Ale nie mogę znaleźć niczego, proszę nie bądź przerażony. Przywykniesz do tego świata w swoim czasie. Może wtedy znajdziesz też tutaj sobie żonę....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito westchnął ponownie. Wskazówka do powrotu do jego prawdziwego świata wyślizgnęła mu się po prostu z rąk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;center&amp;gt;* * *&amp;lt;/center&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na górze jadalni Alvíss, jest wielka sala. Tam odbywał się bal. Saito oparł się o balkonową poręcz i spojrzał na wielkie przyjęcie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Studenci i nauczyciele, którzy byli pokaźnie ubrani zgromadzili się wokół stołów wypełnionych wyśmienitym jedzeniem i rozmawiali pomiędzy sobą. Saito przybył tutaj przez unoszące się schody wiodące do balkonu. Widząc ich, Saito poczuł, że nie pasowałby tam, zatem zdecydował się nie wchodzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obok Saito było trochę jedzenia i butelka wina, które Siesta przyniosła dla niego wcześniej. Saito nalał sobie szklankę wina i wypił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Eh, czy nie wypiłeś za dużo? – powiedział zamartwiając się Derflinger, który był oparty o balkon. Jak miecz, który dała mu Kirche złamał się podczas misji, Saito do ochrony przyniósł Derflingera. Jak zwykle miał rozgadaną jadaczkę, ale wciąż posiadał szczęśliwą i wesołą osobowość, więc miał go do towarzystwa, wciąż miał swoje zalety.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jesteś hałaśliwy. Jakby pomyśleć, znalazłem drogę by wrócić do domu, ale w końcu to tylko sen … Nie mogę utopić swoich smutków?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już zanim bal się rozpoczął Kirche, która była przepięknie ubrana w wieczorową suknię, towarzyszyła Saito. Ale jak tylko bal się rozpoczął nigdzie nie było jej widać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito nie miał wyboru jak tylko skorzystać z Derflinger jako towarzysza by zabić nudę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na środku parkietu Kirche była otoczona przez grupę młodych mężczyzn, rozmawiając i śmiejąc się. Mimo że Kirche obiecała, że z nim zatańczy. Minęło trochę czasu zanim Satio dostał swoją szansę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tabitha ubrana w czarną suknię biesiadowała w oddali przy wystawnym jedzeniu na stole.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyglądało na to, że każdy bawił się na całego tańcząc…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drzwi do wielkiej sali otworzyły się i pojawiła się Louise.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Strażnicy przy drzwiach powiadomiła każdego o przybyciu Louise. – Córka Duke’a rodziny La Vallière, Louise Françoise Le Blanc de La Vallière przybyła!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito wstrzymał swój oddech. Louise była ubrana w białą wieczorową suknię z jej długim truskawkowo-blond włosami spiętymi do góry w kucyk. Jej ręce były osłonięte przez śnieżnobiałe rękawiczki, które dodały jej szlachetności. Jej drobna twarz wraz z dekoltem wieczorowej sukni dodał jej blasku jak klejnot.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po potwierdzeniu, że gość przybył muzycy zaczęli grać muzykę, która była niesamowicie kojąca dla uszu. Wszędzie wkoło Louise byli mężczyźni, którzy zostali zniewoleni przez jej piękno pytając czy zaszczyci ich swym tańcem. Przedtem, nikt nie dostrzegał piękna Louise i tylko myśleli o niej jak o „Louise Zero”. Teraz, ta sama grupa mężczyzn próbowała zdobyć jej serce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szlachta zaczęła wdzięcznie tańczyć na parkiecie. Louise odrzuciła wszystkie zaproszenie do tańca, zobaczyła Saito na balkonie i podążyła w jego kierunku. Louise stanęła naprzeciw lekko upitego Saito i umieściła swoje ręce na swojej talii, - Wygląda na to, że się sam dobrze bawisz - powiedziała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Niezupełnie… - Saito odwrócił swój wzrok od olśniewającej Louise, myśląc do siebie, że miał szczęście pijąc wcześniej wino, więc Louise nie zdawała sobie sprawy, że on się rumienił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Derflinger spojrzał na Louise i rzekł, - Haha. Szata &amp;quot;zdobi&amp;quot; człowieka!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Nie twój interes. - Louise spojrzała na miecz i skrzyżowała ręce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Nie zamierzasz tańczyć? - Saito zapytał unikając chwilę spojrzenia Louise.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Nie mam partnera do tańca. - Louise odpowiedziała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Czy nie zapraszało cię wielu ludzi teraz do tańca? - Saito zapytał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise nie odpowiedziała i wyciągnęła rękę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Huh?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Chociaż jesteś tylko chowańcem, mogę zrobić wyjątek.- powiedziała rumieniąca się Louise, gdy unikała spojrzenia Saito.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Masz na myśli, że ‘Ja miałbym zatańczyć?’? - Saito powiedział, gdy próbował też unikać spojrzenia Louise.&lt;br /&gt;
Po chwili ciszy, Louise westchnęła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tylko dzisiaj! - rzekła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wtedy Louise chwyciła swoją suknię i zrobiła ukłon.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Mogę zatańczyć, sir?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Te akcje zawstydziły Louise czyniąc ją jeszcze bardziej słodką i powabną jak nigdy wcześniej.&lt;br /&gt;
Saito, drżał trzymając rękę Louise i idąc razem prosto na parkiet.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Nigdy wcześniej nie tańczyłem. – powiedział Saito.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Po prostu podążaj za moim rytmem. - Louise rzekła, a potem delikatnie chwyciła rękę Saito. Saito naśladował czynności Louise i podążył za jej rytmem. Louise nie zdawała sobie sprawy, że Saito jest cały zdrętwiały wykonując wszystkie czynności i koncentrując się na tańcu. - Saito, wierzę Ci teraz. - powiedziała.&lt;br /&gt;
[[Image:ZNT-page-259.jpg|thumb|&amp;quot;Saito, wierzę Ci teraz. - powiedziała.&amp;quot;]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Co?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- …Powiedziałeś, że przybyłeś z innego świata, - Louise odpowiedziała wdzięcznie tańcząc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Huh? Nie wierzyłaś mi przedtem?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Na początku przyjęłam to co powiedziałeś z przymrużeniem oka… ale Berło Zniszczenia… jest bronią z twojego świata, czyż nie? Kiedy zobaczyłam to, wszystko co mogłam zrobić to uwierzyć Ci. - Louise opuściła głowę i zapytała, - Chcesz wrócić z powrotem?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Tak. Chcę wrócić, ale dopóki nie znajdę sposobu na powrót, będę musiał przez jakiś czas żyć tutaj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Masz rację… - Louise zamamrotała do siebie, potem dalej tańczyła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Potem Louise wciąż była zarumieniona i ośmieliła się spojrzeć na Saito. – Dziękuję. – raptownie wydobyła z siebie.&lt;br /&gt;
Słysząc to, Saito był zdziwiony. Dlaczego ona jest dzisiaj taka zabawna?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Cóż… Czy nie uratowałeś mnie, kiedy prawie zostałam zgnieciona przez golema Fouquet? - Louise odpowiedziała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Muzycy grali coraz bardziej pokrzepiającą melodię. Powoli, po troszeczku, Saito rozweselił się. „Pewnego dnia… Będę w końcu w stanie wrócić do domu… ale przebywanie tutaj nie jest w każdym razie gorsze.&lt;br /&gt;
Louise jest dzisiaj naprawdę bardzo miła, powinienem być zadowolony.”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Nie ma za co. To mój obowiązek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dlaczego?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Ponieważ jestem twoim towarzyszem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise uśmiechnęła się.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Derflinger, który wciąż był oparty na balkonie patrzał na nich oboje, - Niewiarygodne! - powiedział do siebie.&lt;br /&gt;
Bliźniacze księżyce na niebie świeciły na parkiet i razem ze światłem świec tworzyły romantyczną atmosferę na parkiecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Partnerze! Zadziwiasz mnie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Patrzał na swojego partnera tańczącego ze swoim mistrzem, - Chowaniec tańczący ze swoim mistrzem? To jest pierwszy raz kiedy widzę takie zajście!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
----&lt;br /&gt;
&amp;lt;noinclude&amp;gt;&lt;br /&gt;
{| border=&amp;quot;1&amp;quot; cellpadding=&amp;quot;5&amp;quot; cellspacing=&amp;quot;0&amp;quot; style=&amp;quot;margin: 1em 1em 1em 0; background: #f9f9f9; border: 1px #aaaaaa solid; padding: 0.2em; border-collapse: collapse;&amp;quot;&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| [[Zero_no_Tsukaima_wersja_polska_Tom_1_Rozdział_7|Cofnij do Rozdziału 7 z Tomu 1 - Fouquet Krusząca Ziemię]]&lt;br /&gt;
| [[Zero_no_Tsukaima_wersja_polska|Powrót do strony głównej]]&lt;br /&gt;
| [[Zero_no_Tsukaima_wersja_polska_Tom_2_Rozdział_1|Skocz do Rozdziału 1 z Tomu 2 - Sekretna łódka]]&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|}&lt;br /&gt;
&amp;lt;/noinclude&amp;gt;&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>89.69.202.11</name></author>
	</entry>
	<entry>
		<id>http://www.baka-tsuki.org/project/index.php?title=Zero_no_Tsukaima_wersja_polska_Tom_1_Rozdzia%C5%82_7&amp;diff=271228</id>
		<title>Zero no Tsukaima wersja polska Tom 1 Rozdział 7</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://www.baka-tsuki.org/project/index.php?title=Zero_no_Tsukaima_wersja_polska_Tom_1_Rozdzia%C5%82_7&amp;diff=271228"/>
		<updated>2013-07-21T12:15:40Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;89.69.202.11: /* Rozdział 7 - Fouquet Krusząca Ziemię  */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;== &amp;lt;center&amp;gt;Rozdział 7 - Fouquet Krusząca Ziemię &amp;lt;/center&amp;gt; ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tristainie żył pewien mag-złodziej, zwący się &amp;quot;Kruszący Ziemię&amp;quot;, każdy szlachcic kulił się ze strachu na sam dźwięk tego imienia. Jego pełne imię brzmiało Fouquet Kruszący Ziemię. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kiedy Fouquet usłyszał, że pewien szlachcic na północy posiadał kryształową koronę, przebywał całą drogę tylko po to by ją ukraść. Kiedy usłyszał, że szlachcic na południu posiada jako rodzinny skarb berło podarowane przez króla, przebijał się przez ściany żeby je ukraść. Na wschodzie żaden z najpiękniejszych perłowych pierścieni stworzonych przez rzemieślników z Białych Wysp, nie pozostał w żadnym dworze. Fouquet także chętnie wziął w posiadanie bezcenną butelkę dobrego starego wina z winiarni na zachodzie. Złodziej był wszędzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Taktyka Fouquet obejmowała szeroki zakres działań, od cichej infiltracji, do bezczelnych włamań. Narodowy bank został obrabowany w biały dzień,a mieszkania były rabowane w środku nocy. W razie zagrożenia Fouquet po prostu zamieniał straże w pył.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działania Fouquet były rozpoznawane tylko po tym, że do włamania używał alchemii. Zamieniał drzwi i ściany w pył i piasek, a następnie przechodził przez powstałe wejście. Oczywiście, szlachta nie była głupia, próbowali magicznie zabezpieczyć swoje skarby, ale alchemia Fouquet była po prostu za silna, zamieniał wszystko, zabezpieczone czy też nie, w pył.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeżeli Fouquet postanowił użyć siły przyzywał 30 metrowego ziemnego golema. Rozrzucając na wszystkie strony strażników i rozbijając mury zamku, pozwalając mu na zuchwałą kradzież w świetle dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nikt nigdy nie widział twarzy Fouquet. Nikt nie był pewien czy to mężczyzna czy kobieta. Wszystko co wiedzieli to, że był magiem ziemi co najmniej klasy trójkąta i preferował kraść potężne magiczne artefakty, oraz to że w każdym okradzionym pomieszczeniu zostawił list w stylu, &amp;quot;Mam twój skarb - Fouquet Kruszący Ziemię&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;center&amp;gt;***&amp;lt;/center&amp;gt;&lt;br /&gt;
[[Image:ZNT-page-195.jpg|thumb|Wspinając się po ściany, Fouquet czuł potęgę magii zabezpieczającej ją..&#039;&#039;]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dwa duże księżyce oświetlały mury na zewnątrz piątego piętra Akademii Magi, na którym to znajdował się zamknięty skarbiec. W cieniu rzucanym przez ściany stał Fouquet Kruszący Ziemię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Długie zielone włosy Fouquet ruszały się na wietrze, gdy stał pokazując w pełni swoją figurę, której bali się wszyscy bogaci szlachcice w kraju.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinając się po ściany, Fouquet czuł potęgę magii zabezpieczającej ją. &#039;&#039;Główna wieża Akademii jest tak wytrzymała na jaką wygląda... czy fizyczny atak jest naprawdę jej jedyną słabością? nie mogę się przebić przez coś takiego nie zwracając na siebie uwagi.&#039;&#039; Nie było trudnością dla mistrza magii ziemi jaką był Fouquet sprawdzenie grubości ściany, lecz przebicie się przez nią to kompletnie co innego. &#039;&#039;Wygląda na to, że użyto tylko zaklęcia utwardzającego na niej, lecz nie mogę jej zniszczyć nawet za pomocą mojego golema. To było bardzo mocne zaklęcie... nawet moje alchemia tu nic nie zdziała.&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&amp;quot;Cholera...dotarłem  tak daleko&amp;quot; Złodziej zacisną zęby w frustracji. &amp;quot;Nie odejdę stąd bez Berła Destrukcji, nie ważne co&amp;quot; Fouquet skrzyżował ręce i głęboko się zamyślił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;center&amp;gt;***&amp;lt;/center&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie gdy Fouquet myślał nad tym jak się przebić przez ścianę, w pokoju Louise panował chaos. Louise i Kirche patrzyły na siebie gniewnie, podczas gdy Saito, na swojej kupce siana, z podnieceniem badał miecz który Kirche mu podarowała. Thabita nonszalancko czytała na łóżko Louise.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise trzymała swoje ręce na tali. &amp;quot;Co to ma znaczyć, Zerbst?&amp;quot; Spojrzała na swoją rywalkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kirche patrzyła jak Saito bawi się mieczem, &amp;quot;Mówiłam Ci, zdobyłam to co chciał Saito, wiec przyszłam mu to dać&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Ah, jaka szkoda. Już dałam mojemu towarzyszowi broń. Prawda Saito?&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeciwnie, Saito nie chciał rozstać się z prezentem Kirche. Wyciągną miecz z pochwy i patrzył na niego. Kiedy trzymał go, inskrypcja na jego lewej ręce zaczęła świecić, a ciał stało się lekkie jak piórko. Chciał po wymachiwać mieczem lecz był w pokoju. Nie mógł zrozumieć o co chodzi z tą inskrypcją. Wszystko co wiedział to to, że świeciła kiedy dzierżył miecz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale wszystko co go interesowało w tej chwili był piękny dekorowany miecz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;To jest zbyt niesamowite... Teraz chcę go jeszcze bardziej...i o błyszczy!&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise wykopała go w powietrze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Co ty robisz?!&amp;quot; Krzyczał Saito.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Oddaj go. Czyż nie masz już tego gadającego miecza?&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Uch...to prawda...to interesujące że miecz potrafi mówić, ale... &#039;&#039;Jest stary i zardzewiały. Jeżeli miecznik ma mieć miecz, musi to być coś błyszczącego i fajnego, nie? Zresztą, Kirche dała mi go za darmo.&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zazdrość aż z ciebie kipi, Valliere!&amp;quot; Kirche powiedziała triumfalnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Zazdrość? Kto jest zazdrosny?&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Nie jesteś? Ja, Kirche, z łatwością zdobyłam miecz którego Saito najbardziej pożądał. Nie możesz powiedzieć, że nie jesteś zazdrosna, no nie?&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
“Zazdrosna, akurat! Nie przyjmę żadnego podarunku od kogoś z rodziny Zerbst. To wszystko!&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kirche spojrzała na Saito, który patrzył ukradkiem na miecz w rękach Louise.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Widzisz? Saito uwielbia ten miecz, rozumiesz?. Ten miecz stworzył Lord Shupei - wielki alchemik z Germanii!&amp;quot; Kirche rzuciła uwodzicielskie spojrzenie na Saito. &amp;quot;Słuchaj wszystko co najlepsze pod słońcem, weźmy na to miecze i kobiety, pochodzi tylko z Germanii. Tristańskie kobiety, jak ty Louise są wysoce zazdrosne, niecierpliwe, mizerne, i snobistyczne, i nic nie może tego zmienić!&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise patrzyła na Kirche.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Co? Mówię tyko prawdę&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Och...jak...zabawnie. Kobiety jak ty są romantycznymi idiotkami! Czyżbyś zerwała ze zbyt wieloma facetami w Germani, a teraz nikt Ci nie ufa, wiec uciekłaś aż tutaj do Tristainu&amp;quot;, odparła Louise z zimnym, bezkompromisowym śmiechem, przeplatanym dreszczami ze złości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Masz jaja, Valliere...&amp;quot; Twarz Kirche pociemniała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Co? Mówie samą prawdę.&amp;quot; Dodała Louise zwycięsko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obie wyciągnęły w tym samym czasie swoje różdżki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Thabita jednym ruchem swojej laski wyrwała im różdżki z rąk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Wewnątrz&amp;quot; Powiedziała prosto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&#039;&#039;Prawdopodobnie miała na myśli że niebezpiecznie było by tu walczyć.&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise gniewnie wymamrotała. &amp;quot;A kto to jest? Siedzi na moim łóżku odkąd-&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;To moja przyjaciółka&amp;quot; Odparła Kirche.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;A dlaczego jest w moim pokoju?&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;To jakiś problem?&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Hmmph.&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito próbował rozmawiać z Thabitą, lecz nie odpowiedziała, siedziała tylko cicho i czytała książkę, tak jakby rozmowa jej nie obchodziła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem, Kirche i Louise ciągle się na siebie patrzyły.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kirche odwróciła wzrok, &amp;quot;Cóż... niech Saito wybierze.&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Ja? Wybrać?&amp;quot; Saito natychmiast poczuł się trochę wyróżniony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Tak, tu chodzi o twój miecz&amp;quot; Louise także na niego spojrzała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nagle Saito poczuł się gorzej. Lubił bardziej błyszczące ostrze Kirche. &#039;&#039;Ale Louise nigdy nie pozwoli mi go wybrać, albo może nie dawać mi jeść przez tydzień, chociaż mogę dostawać jedzenie od Siesty, ale ciągle...&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spojrzał na Louise, która się na niego gapiła. &#039;&#039;Louise może i jest samolubną, egocentryczną i niewdzięczną dziewczyną lecz zajęła się mną kiedy zemdlałem na kilka dni... i jest w moim typie...&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&#039;&#039;Wiec jeszcze raz... Kirche kupiła mi bardzo drogi miecz. Na dodatek, taka piękność jak ona przyznała że mnie lubi. Przedtem nie było mowy żeby ktoś tak wspaniały...&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Więc? Który?&amp;quot; Kirche i Louise na niego patrzyły.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Uch, więc... Nie mogę zatrzymać obu?&amp;quot; Powiedział Saito starając się słodko wyglądać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie udało się. Został wykopany w powietrze przez podwójne kopnięci, spadając na swoją stertę siana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Hej&amp;quot; Kirche obróciła się w stronę Louise.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Co?&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Myślę że czas to zakończyć&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Hmm...masz racje.&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Nienawidzę Cie, wiesz?&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Ja Ciebie także.&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Myślę że jesteśmy w jakimś sensie podobne.&amp;quot; Kirche uśmiechnęła się i podniosła brwi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise także zadarła głowę do góry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Więc pojedynek!&amp;quot; Wykrzyczały obie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Jejku...nie musicie...&amp;quot; Saito był w szoku. Gapiły się na siebie i nic do ich nie docierało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Ale oczywiście z użyciem magii!&amp;quot; Kirche zadeklarowała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise gryzła swoją dolną wargę i skinęła głową, &amp;quot;Dobra, gdzie dokładnie?&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Naprawdę? Jesteś pewna, Louise Zero? Naprawdę jesteś pewna, że chcesz walczyć ze mną w magicznym pojedynku?&amp;quot; Prowokowała ją Kirche.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise opuściła głowę. &#039;&#039;Czy jestem pewna? Oczywiście...że nie.&#039;&#039; Ale to było wyzwanie od Zerbst, więc musiała się go podjąć. &amp;quot;Oczywiście! Nie przegram z tobą!&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W międzyczasie stojący na ścianie głównej wieży w Akademii, Fouquet wyczuł zbliżające się kroki. Zeskoczył na ziemię i zaraz przed uderzeniem, wyszeptał &amp;quot;Zaklęcie Lewitacji&amp;quot;, lądując lekko jak piórko. Fouquet zniknął w pobliskich zaroślach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wchodzącymi na dziedziniec byli Louise, Kirche i Saito.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;W porządku, zaczynajmy.&amp;quot; Kirche ogłosiła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Czy naprawdę zamierzacie walczyć?&amp;quot; Zapytał z niepokojem Saito.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Tak zamierzamy&amp;quot; Louise potwierdziła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Czy nie jest to trochę...niebezpieczne? Może sobie odpuścimy?&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;To prawda, więc ktokolwiek zostanie ranny będzie idiotą.&amp;quot; powiedziała Kirche.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise skinęła głową.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Thabitha podeszła do Kirche i wyszeptała jej coś do ucha. Potem wskazała na Saito.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Hmm...to wspaniały pomysł.&amp;quot; Kirche uśmiechnęła się.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Potem Kirche wyszeptała coś do Louise.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Ahh...nie taki zły.&amp;quot; Potwierdziła Louise.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I obie popatrzyły na Saito. Natychmiast poczuł, że stanie się coś złego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;center&amp;gt;***&amp;lt;/center&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Hej... naprawdę zamierzacie to zrobić?&amp;quot; Pytał Saito, ale nikt go nie słuchał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wisiał w powietrzu przywiązany liną do głównej wieży.&#039;&#039;Tak... Powinienem po prostu wybrać i zakończyć to.&#039;&#039; Na ziemi która wydawał się tak odległa, mógł zobaczyć sylwetki Kirche i Louise. Mimo iż był to środek nocy, dwa księżyce oświetlały wszystko wokoło. Mógł nawet zobaczyć Thabithę na jej smoku. Smok trzymał w pysku dwa miecze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dwa księżyce jasno świeciły na Saito.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kirche i Louise popatrzyły na niego, wiszącego w powietrzu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kirche podyktowała zasady &amp;quot;Zrobimy to tak... pierwsza która przetnie linę i sprowadzi Saito na ziemię wygra. Może być?&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Dobrze&amp;quot; Skinęła głową Louise.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Nie ma limitów zaklęć. Możesz zacząć pierwsza... moja strata.&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;W porządku&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;W takim razie... powodzenia.&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise wywijała swoją różdżka. W powietrzu Thabita rozbujała linę na której wisiał Saito. Zaklęcia takie jak &amp;quot;Kula Ognia&amp;quot; Mają dużą celność, i jak długo cel się nie rusza mogę go trafić. Jednakże Louise miała większe zmartwienie - musiała sprawić żeby zaklęcie w ogóle zadziałało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise myślała &#039;&#039;Co zadziała? Wiatr? Ogień? Ziemia i Woda odpadają... nie mają zbyt dużo zaklęć które mogą zadziałać. Magia oparta na ogniu były by najlepsze...&#039;&#039; i wtedy Louise przypomniała sobie w czym Kirche jest najlepsza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&#039;&#039;Kule Ognia Kirche łatwo przetną linę. Nie mogę zepsuć tego&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrała Kulę Ognia. Wycelowała w linę, wyrecytowała krótkie zaklęcie. Jeżeli jej się nie powiedzie, Saito dostanie miecz Kirche, a dla kogoś poważanego jak Louise, byłoby to kompletnie nieakceptowalne. Skończyła recytację i ze swoją najwyższą koncentracją machnęła różdżka. Jeżeli zadziała, kula ognia powinna natychmiast się pojawić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lecz nic nie wyszło z różdżki. W następnym momencie, ściana za Saito eksplodowała. Fala uderzeniowa uderzyła w Saito. &amp;quot;Co do diabła?! Próbujesz mnie zabić?! Saito gniewnie krzyczał na nią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lina pozostała nietknięta. Jeżeli myślała, że fala uderzeniowa może zerwać linę to się myliła. Duże pękniecie ukazało się na ścianie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kirche upadła śmiejąc się. &amp;quot;ZERO! LOUISE ZERO! Trafiłaś w ścianę zamiast linę. To dopiero nazywa się &#039;&#039;talent&#039;&#039;&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise patrzyła w ziemię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Naprawdę, muszę cię zapytać coś ty zrobiła żeby to tak wybuchło?!&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sfrustrowana Louise zaciskała pięści i uklękła na ziemi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Teraz moja kolej.&amp;quot; Kirche wycelowała w linę jak łowca w swoją ofiarę. Thabita kołysała liną więc celowanie było trudniejsze. Pomimo tego, Kirche jasno się uśmiechała. Wymawiając krótkie zaklęcie, Kirche machnęła z przyzwyczajenia różdżką, zaklęcia ognia były jej specjalnością.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jej różdżki natychmiast wyszła kula ognia, wielkości melona, która natychmiast przepaliła linę. Saito natychmiast zaczął spadać, ale Thabita rzuciła na niego Zaklęcie Lewitacji, powodując że wylądował lekko na ziemi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Wygrałam Valliere!&amp;quot; Śmiała się Kirche.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise zdesperowana zaczęła wyrywać trawę wokoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W międzyczasie, Fouquet obserwował ich zza krzaków. Złodziej zauważył pęknięcie na ścianie które powstało od wybuchu spowodowanego przez Louise. &#039;&#039;Co to był za rodzaj magii?&#039;&#039; Chciała rzucić kulę ognia, lecz nic nie wyszło z jej różdżki, a ściana wybuchła. Nigdy nie słyszałem o zaklęciu które powoduje takie eksplozje.&#039;&#039; Fouquet potrząsnał głową. &#039;&#039;Co najważniejsze, nie mogę przegapić takiej szansy.&#039;&#039; Fouquet zaczął wymawiać długą inkantację wymachując różdżka w stronę ziemi. Kiedy ukończył, łagodny uśmiech pojawił się na twarzy. W czasie inkantacji zaklęcia, na ziemi powstało wzniesienie. Fouquet Kruszący Ziemię pokazywał swój talent.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Co za szkoda, Valliere! Śmiała się Kirche.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przegrawszy swoją bitwę, Louise opuściła ramiona w rozpaczy. Saito obserwował ją, widział jakie skomplikowane emocje ją targają. &amp;quot;...dlaczego ty uch... nie rozwiążesz mnie najpierw?&amp;quot; Powiedział cicho. Nie mógł ruszyć się z powodu liny go obwiązującej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kirche uśmiechnęła się, &amp;quot;Oczywiście, będę zachwycona mogąc to zrobić.&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tej chwili Kirche poczuła coś za sobą. Obróciła się. Nie mogła uwierzyć własnym oczom. &amp;quot;Co...Co to jest?!&amp;quot; To, co zobaczyła było ogromnym ziemnym golemem idącym w ich kierunku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Kyaaaaaa!!!&amp;quot; Kirche uciekła krzycząc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito wrzeszczał za nią, &amp;quot;Hej! Hej! Nie idź! Nie zostawiaj mnie tutaj!&amp;quot; Saito zaczął panikować. W końcu nigdy nie widział ogromnego golema, a jeden właśnie stał przed nim. &amp;quot;Co to jest do diabła?! Jest ogromne!&amp;quot; Chciał uciec, ale liny nie pozwalały mu się ruszyć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Louise odzyskała swoje zmysły i podbiegła do niego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Ty...dlaczego jesteś tak związany?!&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Czy to nie był twój pomysł?!&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nad nimi, golem podniósł swoją stopę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito stracił nadzieję. &amp;quot;Louise uciekaj stąd!&amp;quot; Krzyczał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Cholera...ta lina...&amp;quot; Louise daremnie próbowała rozwiązać węzły.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Stopa golema zaczęła opadać. Saito zamknął oczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tej chwili smok Thabity złapał ich tuż przed zgnieceniem przez golema.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wisząc pod smokiem, Saito i Louise obserwowali golema. Saito nerwowo zapytał, &amp;quot;C-co...to do cholery jest?&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Nie jestem pewna...ale chyba to ogromny ziemny golem! Ktoś musiał go przyzwać!&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Coś tak dużego?!&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;...ktokolwiek to zrobił musiał by być magiem co najmiej klasy trójkąta.&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito ugryzł się w wargę, i pomyślał o Louise, która próbowała go rozwiązać, niezależnie od niebezpieczeństwa. &amp;quot;Dlaczego nie uciekłaś?&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Żaden szanujący się mistrz nie mógł by porzucić swego towarzysza.&amp;quot; Odpowiedziała szczerze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito cicho ją obserwował. Z jakiegoś powodu, zdawała się mu całkiem atrakcyjna... w tej chwili.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fouquet, stojąc na ramieniu golema, uśmiechał się i nie zwracał uwagi na wietrznego smoka i ucieczkę Kirche. Ciemny kaptur przysłaniał mu głowę, tak że nikt nie mógł zobaczyć jego twarzy. Fouquet zmienił rękę golema w żelazo i nakazał uderzyć w ścianę. Głuchy dźwięk rozbrzmiał kiedy pięść uderzyła w ścianę niszcząc ją. Pod ciemnym kapturem Fouquet uśmiechnął się.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Golem przeniósł na swojej ręce Fouquet tak żeby złodziej mógł przejść przez powstały wejście. W skarbcu znajdowało się mnóstwo kosztowności, ale Fouquet chciał tylko jednej rzeczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Berło Zniszczenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rząd różnych bereł wisiał na ścianie, lecz jedno się wyróżniało. Było metrowej długości, i wykonane z metalu którego nigdy nie widział. Popatrzył na metalową tabliczkę wiszącą pod nim &amp;quot;Berło Zniszczenia, nie dotykać&amp;quot; Uśmiechnął się szerzej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fouquet zabrał berło, i był zaskoczony jego lekkością. &#039;&#039;Z czego to jest zrobione?&#039;&#039; Nie było czasu na zastanawianie się, pobiegł z powrotem na ramię golema.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fouquet wypalił na ścianie napis &amp;quot;Mam twoje Berło Zniszczenia. - Fouquet Krusząca Ziemię.&amp;quot;&lt;br /&gt;
Ze swoim panem na ramieniu, golem przeskoczył mury Akademii, wylądował ciężko na ziemi i ruszył w kierunku łąk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nad golemem smok krążył w koło. Thabita, siedziała na swoim smoku, przesuwając Saito i Louise na tył smoka za pomocą zaklęcia lewitacji. Jeden ruch różdżki i z liny wiążącej Saito zostały kawałki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Dziękuję.&amp;quot; odpowiedział z wdzięcznością.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jej twarz pozostała niewzruszona, tylko kiwnęła głową.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Saito patrzył na ogromnego golema, i zapytał Louise, &amp;quot;Ten mag...zniszczył ścianę. Ale dlaczego?&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Skarbiec&amp;quot; Odpowiedziała Thabita.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Trzymał coś, kiedy wychodził z tej dziury.&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;To był złodziej. Ale...to było trochę zbyt śmiałe.&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Patrzyli jak golem nagle zamienia się w kupę ziemi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Księżyce jasno świeciły, Nic tam nie było oprócz góry ziemi. Tak po prostu, mag zniknął w ciemności nocy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Od Tłumacza ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To co jest pogrubione nie potrafiłem przetłumaczyć :(, mam nadzieje że ktoś będzie potrafił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
_ _ _&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&#039;&#039;Przetłumaczyłem to, jak i inny nieprzetłumaczony fragment z &amp;quot;zazdrością&amp;quot;(&amp;quot;jealous, my arse&amp;quot; xD). Ponadto poprawiłem sporo literówek(głównie sprowadzających się do błędów przy odmianie czasowników dotyczących Fouquet, jednakże zatrważającą ilość razy Thabita okazywała się być facetem xD).&lt;br /&gt;
To pierwsza rzecz którą tutaj zrobiłem, ale mam zamiar wziąć się za poważne tłumaczenie.&lt;br /&gt;
Pozdrawiam wszystkich!&lt;br /&gt;
Ryuhoshi&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Nawigacja ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;noinclude&amp;gt;&lt;br /&gt;
{| border=&amp;quot;1&amp;quot; cellpadding=&amp;quot;5&amp;quot; cellspacing=&amp;quot;0&amp;quot; style=&amp;quot;margin: 1em 1em 1em 0; background: #f9f9f9; border: 1px #aaaaaa solid; padding: 0.2em; border-collapse: collapse;&amp;quot;&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| [[Zero_no_Tsukaima_wersja_polska_Tom_1_Rozdział_6|Cofnij do Rozdziału 6 z Tomu 1 - Tristaiński handlarz bronią]]&lt;br /&gt;
| [[Zero_no_Tsukaima_wersja_polska|Powrót do strony głównej]]&lt;br /&gt;
| [[Zero_no_Tsukaima_wersja_polska_Tom_1_Rozdział_8|Skocz do Rozdziału 8 z Tomu 1 - Berło Zniszczenia]]&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|}&lt;br /&gt;
&amp;lt;/noinclude&amp;gt;&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>89.69.202.11</name></author>
	</entry>
</feed>