Zero no Tsukaima wersja polska Tom 2 Rozdział 8

From Baka-Tsuki
Jump to: navigation, search

Rozdział 8 – Wieczór w Newcastle[edit]

Okręt wojenny „Orzeł” zabrał Saita do postrzępionej linii brzegowej Albionu. Podróżowali przez trzy godziny i mogli już zobaczyć przylądek oraz wielki zamek stojący na samym jego brzegu.

Wales wyjaśnił Saito, który stał na prawej stronie pokładu, że była to twierdza Newcastle. Jednakże, „Orzeł” nie skierował się na wprost do miasta, ale za to pożeglował w dół wybrzeża.

– Dlaczego zmierzamy w dół?

Wales wskazał na niebo za zamkiem, gdzie pływał olbrzymi statek. Jednakże, on nie mógł zobaczyć ich statku, który ukrywał się na przeciwnym brzegu chmury.

– Okręt wojenny buntowników.

To mogło być opisane tylko jako olbrzymi statek - był dwa razy tak długi, jak „Orzeł”, z niesamowitą ilością żagli i wyglądał jakby mierzył w port Newcastle. Bez żadnego ostrzeżenia otworzył ogień celując w zamek. Pierwsza kula armatnia uderzyła w ścianę i mógł być dostrzeżony mały ogień. Falę uderzeniową można było odczuć na pokładzie Orła.

– Ten statek nazywał się „Niezawisłe Królestwo” i należał do floty naszego kraju. Teraz gdy buntownicy przejęli kontrolę nad nim, zmienili nazwę na „Lexington”. Został nazwany na cześć pola bitwy gdzie ci faceci odnieśli pierwsze zwycięstwo nad nami – powiedział z uśmiechem Wales.

– Ten okręt wojenny prowadzi stałą blokadę Newcastle z nieba. Od czasu do czasu strzela w zamek, nie w celu zrobienia jakiegoś uszkodzenia, ale tylko by nas zdenerwować.

Saito spojrzał poprzez chmurę na okręt wojenny. Było tam wiele armat po każdej stronie, a na powierzchni statku namalowany był smok.

– Ma 108 armat i chwilami naprawdę wygląda jak ognisto dechy smok. Cały bunt rozpoczął się na tym statku. Nie możemy równać się z nim, a więc lepiej jest żeglować wokół tej chmury i pozostać niewidocznym. Od kiedy jest tam tajemny port, o którym tylko my wiemy, możemy osiągnąć Newcastle z innej strony.



Nagle stało się ciemno, gdy statek wszedł pod kontynentem, ponieważ ląd zablokował światło słoneczne. W dodatku, wciąż byli otoczeni przez chmury. Nie mogli nic zobaczyć. Wales wyjaśnił, że buntownicy nigdy nie zeszli pod kontynent, ponieważ podróżowanie tą drogą było niebezpieczne. Zimno, wilgoć i chłodne powietrze uderzyły w policzki Saita.

– Nawigatorom królewskiego lotnictwa wojskowego łatwo żeglować, opierając się na mapach topograficznych, używając magii światła i pomiarów.

Wales zaśmiał się, arystokrata, który nie zna nieba nie jest osobą inteligentną.

Żeglowali przez chwilę i ostatecznie dotarli do obszaru, który otworzył się na czarnej dziurę w górze. Rozświetlone przez magiczne światło z masztu, było to naprawdę spektakularne, mogli zobaczyć dziurę średnicy 300 metrów.

– Zatrzymywać się tu teraz.

– Aye Aye sir, zatrzymywać się tu!

Rozkaz Walesa był wydany do wciąż bardzo energicznej i pełnej życia załogi. Żagle zostały zdjęte i „Orzeł” zaczął płynąć w prawo pod dziurę.

– Wolno zwiększyć prędkość.

– Aye Aye sir, wolno zwiększyć prędkość!

„Orzeł” wzniósł się wolno w kierunku dziury. Za nim postępowała „Marie Galante”, na której pokład weszli nawigatorzy Orła.

Wardes kiwnął głową – Z pewnością nie jesteście powietrznymi piratami, Wasza Wysokość.

– Jesteśmy dokładnie powietrznymi piratami, Wicehrabio.



Można było dojrzeć światło wewnątrz dziury i tam się „Orzeł” kierował.

Okręt wojenny przybył do tajemnego portu Newcastle. Wewnątrz olbrzymia wapienna jaskinia była pokryta białym mchem. Wielu ludzi oczekiwało na nabrzeżu. Liny zostały rzucone do marynarzy by przywiązać Orła i w końcu zostało przystawione drewniane przejście.

Wales pośpieszył Louise i innych by zeszli przejściem. Wysoki i wiekowy mag podszedł do nich.

– Ha ha, cudowne wojskowe osiągnięcie, prawda Wasza Wysokość?

Stary mag wydawał się pojawić znikąd przed Orłem.

– Ciesz się, Parys. Siarka, to jest siarka!

Gdy Wales tak wykrzyknął, otoczyli go przyjmujący wiwatami żołnierze.

– Och! Siarka! To jest honor dla naszej gwardii! – stary mag zaczął płakać, jakby się postarzał.

– Służyłem przez sześćdziesiąt lat pod poprzednim królem... Nie będzie tak szczęśliwych dni więcej, Wasza Wysokość. Po tym jak wybuchła rebelia, to wszystko zmieniło się w smutek... Nawet z siarką nie zrobimy tego...

Wales zaśmiał się z uśmiechem.

– Nawet jeżeli zostaniemy pokonani, pokażemy buntownikom odwagę rodziny królewskiej i honor.

– Cudowna śmierć. Moje stare kości dygoczą z podniecenia. Poinformowano, że buntownicy zamierzają zaatakować zamek jutro. Teraz, to jest naprawdę wszystko albo nic, Wasza Wysokość.

– Ze swoim ostatnim oddechem przyniesiemy ich żołnierzom wstyd!

Wales i inni zaśmiali się ze spokojem płynącym z głębi ich serc. Louise zmartwiła się po usłyszeniu słowa pokonani. Innymi słowy, oni umrą. Czy nie boją się śmierci?

– A kim są ci ludzie? – stary mag nazwany Parysem, zapytał Walesa po zobaczeniu Louise.

– To jest ambasador z Tristain. Przybyła z powodu ważnej sprawy związanej z królestwem.

Parys przez moment był zaskoczony, co ambasador z innego królestwa szukałby w tych ruinach? Ale niedługo uśmiech powrócił na jego twarz.

– Więc jesteś ambasadorem. Szambelan Parys do usług, Pani. To miło, że przebyłaś całą drogę do Albionu. Chociaż to nie może być dużo, będziemy mieć małą ucztę dziś wieczorem. Jak najbardziej - proszę przyjdź.



Louise i inni poszli za Walesem do jego pokoju. Pokój księcia był usytuowany za pokojem kuchennym i wyglądał raczej zwyczajnie.

Drewniane łóżko, stół i para krzeseł, a także obraz na ścianie, który przedstawiał scenę batalistyczną.

Książę siadł na krześle i otworzył szufladę biurka, wewnątrz której była niewielka szkatułka. Zdjął naszyjnik ze swojej szyi.

Niewielki klucz został włożony w zamek szkatułki i Wales otworzył ją. Leżał tam portret Henrietty.

Louise przyjęła list pochylając się głęboko.

Wales, który zauważył, że Louise patrzyła na pudełko, przemówił zakłopotany.

– Sejf.

W środku był jeden list. Wydawało się, że też był od księżniczki. Wales wyjął go z miłością i przeczytał. Ten list wyglądał na starszy niż był, z powodu ciągłego czytania.

Po przeczytaniu Wales łagodnie złożył go i włożył do koperty, a następnie podał Louise.

– To jest list, który otrzymałem od księżniczki. Zwracam go.

– Dziękuję ci.

Louise przyjęła list pochylając się głęboko.

– „Orzeł” zabierze cię do Tristain jutro, ponieważ nie będziemy go używać w bitwie.

Louise zdecydowanie otworzyła swoje usta, po wpatrywaniu się przez jakiś czas na list.

– Ale, Wasza Dostojność... Co miałeś na myśli, gdy wspomniałeś o wspaniałej porażce?

Z wahaniem zapytała Louise. Wales odpowiedziała na to bardzo prosto.

– To jest tak. Moje armia ma 300 ludzi, podczas gdy siły nieprzyjacielskie mają 50000. Nie ma żadnej szansy na zwycięstwo. Więc pozwól nam przynajmniej zginąć w chwale.

Louise spuściła wzrok.

– Wasza Wysokość, również masz na myśli siebie, gdy mówisz o polegnięciu w bitwie?

– Oczywiście. Ja też umrę.

Saito, które przyglądał się rozmowie z boku, westchnął. Książę martwiący się tak mało o jutrzejszą śmierć, robił wszystko tak zagmatwanym. Wydawało się, że to nie była rzeczywistość, ale wydarzenie z gry.

Ramiona Louise opadły, gdy ukłoniła się głęboko do Walesa. Miała jednak więcej rzeczy do powiedzenia.

– Wasza Wysokość... Wybaczać moją niegrzeczność, ale jest jeszcze kilka rzeczy, które muszę powiedzieć.

– Co chcesz powiedzieć?

– Co jest zawartością listu?

– Louise.

Saito zaprotestował. Oczywiście, zawartość listu była przecież rzeczą osobistą. Ale Louise, po zadaniu pytania, patrzyła z determinacją.

– Kiedy księżniczka dała mi to zadanie, wyglądała jakby martwiła się o swojego kochanka. A w pudełku był portret księżniczki i dostrzegłam posępną minę po pocałowaniu i przeczytaniu listu... Czy ty i księżniczka...

Wales się uśmiechnął. Zgadł co Louise chciała powiedzieć.

– Chcesz powiedzieć, że kuzynka Henrietta i ja mamy stosunki miłosne?

Louise kiwnęła głową.

– Najwyraźniej tak. Wybacz zadziwiającą niegrzeczność. Skoro tak, zawartością tego listu jest...

Po położeniu swojej ręki na czole i zrobienie gestu, jakby martwiąc się przez moment co powinien i nie powinien mówić, Wales rzekł.

– List miłosny. Właśnie tak jak zgadłaś. Głupio, jeśli ten list miłosny miałyby być przekazany cesarskiej rodzinie Germanii, jak poinformowała listownie Henrietta. Może stać się wielkim zagrożeniem. W liście przysięga ona wieczną miłość do mnie w imieniu założyciela Brimira. To jest jak przysięga ślubna, miłość zaprzysiężona na imię założyciela. Jeśli ten list zostanie wydobyty na światło dzienne, ona zostanie oskarżona o popełnianie przestępstwa bigamii. Cesarz Germanii nie omieszka zerwać zaręczyn z księżniczką, która naruszyła zasady. Wtedy nie będzie żadnego przymierza. Tristain może być politycznie zignorowana przez rodziny szlacheckie innych krajów.

– Tak więc księżniczka i Wasza Wysokość byliście zakochani w sobie?

– To stara historia.

Louise rozmawiała z Walesem gorączkowym tonem.

– Wasza Wysokość, wróć! Wróć do Tristain!

Wardes nagle położył swoją rękę na jej ramieniu. Jednakże, to nie zatrzymało Louise.

– Błagam! Proszę, jedź z nami do Tristain!

– To nie może być zrobione – powiedział Wales ze śmiechem.

– Wasza Wysokość, nie zgadzam się. Księżniczka też tak myśli! Czy nie mówi tak w liście? Znam księżniczkę od naszego dzieciństwa, wiem bardzo dobrze jak ona myśli. Księżniczka nie opuszcza ludzi, których kocha! Wasza Wysokość, nie powiedziałeś tego, ale jestem pewna, że księżniczka także każe ci uciec!

Wales potrząsnął swoją głową – nie jest tam nic takiego napisane.

– Wasza Wysokość! – Louise kontynuowała naciskanie Walesa.

– Jestem z rodziny królewskiej. Nie kłamię. W liście, księżniczka nie każe mi uciec, przysięgam to na mój honor.

Wales mówił jakby odczuwał ból. To wyglądało jakby słowa Louise uderzyły go.

– Henrietta jest księżniczką. Ona musi dać priorytet raczej krajowi niż mnie.

Louise zrozumiała co miał na myśli. Nawet gdyby Wales lubił Henriettę, to nigdy nie byłoby to poparte przez innych arystokratów w jego sytuacji.

Wales stuknął w ramię Louise.

– Jesteś uczciwą dziewczyną, Vallière. Masz uczciwe, czyste i przyjazne oczy.

Louise spuściła wzrok tęsknie.

– Ale dam ci jakąś radę. Nie jest zbyt dobrze dla ambasadora mówić szczerze w ten sposób.

Wales uśmiechnął się uroczo.

– Jednakże, jesteś idealnym ambasadorem w zrujnowanym kraju jak nasz, ponieważ rząd, który zostanie jutro zniszczony jest uczciwszy niż jakikolwiek, więc nie ma niczego do obrony oprócz swego honoru.

Po tym wyjął coś ze swojej kieszeni. Z kształtu i poruszającej się strzały wydawał się zegarem.

– Ahhaha, już czas na nasze małej przyjęcie. Odkąd jesteście ostatnimi gośćmi naszego królestwa, chciałbym abyście też byli na nim obecni.

Saito i Louise wyszli z pokoju. Wardes został i ukłonił się Walesowi.

– Och masz jakąś inną sprawę, Wicehrabio?

– Jest jedna przysługa, o którą chciałbym prosić, Milordzie.

– Proś.

Wardes wyszepnął do ucha Walesa, który się uśmiechnął.

– Ach taka urocza prośba, to będzie przyjemność.



Przyjęcie odbywało się w sali zamkowej. Król Albionu, James I, siedział na tronie i przyglądał się poprzez zwężone oczy, zebranym arystokratom i wasalom.

Chociaż następnego dnia każdy mógł umrzeć, to było to zupełnie prawdziwe przyjęcie, a stół był zastawiony rozmaitymi smakołykami.

Saito i inni obserwowali to kolorowe przyjęcie stojąc w kącie sali.

– Zostawiają wszystkie kłopoty jutra i próbują cieszyć się teraźniejszością.

Wardes kiwnął głową w odpowiedzi na słowa Saita.

– Tak, oni zachowują się radośnie.

Kiedy pojawił się Książę Wales, rozeszły się jakieś entuzjastyczne westchnienia między paniami. Wyglądało to, jakby cieszył się popularnością nie tylko jako książę, ale także jako całkiem przystojny mężczyzna. Gdy zbliżył się do tronu, ludzie zaczęli szeptać.

James I spróbował wstać prosto i przywitać się z nim, ale z powodu swojej starości zachwiał się i prawie upadł.

Z sali było słychać jakiś śmiech.

– Wasza królewska Mość! Za wcześnie na upadek!

– Rzeczywiście! Oszczędźmy to na jutro!

James I nie był obrażony na takie komentarze i uśmiechnął się.

– Nie martwcie się, po prostu moje nogi były zdrętwiałe od tak długiego siedzenia.

Wales zbliżył się i podtrzymał ciało króla. Było jeszcze kilka zdławionych chichotów.

– Powiem wszystkim wam dzielnym i lojalnym wasalom, że jutro „Rekonkwista” planuje zaatakować nasze Newcastle pełną siłą. Szliście i walczyliście dzielnie dla tego nieporadnego starego króla, jednakże jutro nie będzie bitwy. To będzie bardziej jak jednostronna rzeź. Znieśmy to i pokażmy nasze męstwo po raz ostatni.

Król zakasłał głośno, potem kontynuował mowę.

– Ale to może zbyt wiele prosić wszystkich o śmierć. Dlatego jutro rano okręt wojenny „Orzeł” zabierze wszystkie kobiety, dzieci i tych, którzy postanowią odejść do bezpieczniejszego miejsca, daleko od tego opuszczonego kontynentu.

Jednakże, nikt nie odpowiedział. Jeden arystokrata głośno poinformował króla.

– Wasza Wysokość! Czekamy na rozkaz! Całe Wojsko Naprzód! Całe Wojsko Naprzód! Całe Wojsko Naprzód! Ponieważ nasz słuch jest dziś wieczorem tak kiepski, wątpię czy będziemy w stanie usłyszeć jakikolwiek inny rozkaz!

Wszyscy ludzie kiwnęli głowami.

– Tak! Co powiedzieliby inni, gdybyśmy uciekli?

– Za późno na wycofanie się, Wasza królewska Mość.

– To prawda! Będziemy służyć królowi, jak robiliśmy to przed laty! Dzisiejszy wieczór jest dobrą porą! Założyciel pobłogosławił nas cudownym księżycem i ciepłą nocą! Radujmy się dziś wieczorem piciem i tańcem!

Po tym każdy powrócił do uczty. Trzech gości z Tristain przyciągnęło dużo uwagi. Arystokraci nie wydawali się smutnymi albo zmartwionymi, wesoło żartowali i proponowali wino lub jedzenie gościom.

– Ambasadorze! Spróbuj to wino! Powiedz nam, z którego kraju wino jest lepsze!

– Tu! Spróbujcie tego! To specjalność Albionu - kurczak z miodem, z całą pewnością uczyni was zdrowymi i silnymi!

Albion dobrze się bawił! Nawet u kresu.

Saito został melancholikiem. Ludzie, którzy radowali się w obliczu śmierci, wyglądali bardziej smutnie niż dzielnie. Louise wydawała się czuć to mocniej. Nie mogła znieść atmosfery, potrząsnęła głową i wybiegła z sali.

Przez moment Saito chciał podążyć za nią, ale nakłonił Wardesa by poszedł zamiast niego.

Wardes kiwnął głową i ruszył. Saito przykucnął na podłodze i westchnął.

Wales zobaczył, jak to robił i przyszedł do niego z centrum sali.

– Ten chłopiec jest chowańcem panny Vallière. Jednakże, bardzo niezwykłym jest dla osoby, być chowańcem. Tristain jest naprawdę niezwykłym krajem.

Wales śmiał się, gdy tak mówił.

– To jest niezwykłe także w Tristain – powiedział zmęczonym głosem Saito.

– Czujesz się przygnębiony?

Z niepokojem, Wales spojrzał w twarz Saita. Wciąż odczuwał ból w ramieniu i widzenie ludzi przygotowujących się na śmierć, też go przygnębiało.

Saito wstał i zapytał Walesa – Przepraszam za niegrzeczność... Ale czy ty się nie boisz?

– Bać się? – Wales popatrzył obojętnie na Saito.

– Czy nie boisz się umrzeć?

Wales zaśmiał się po usłyszeniu tych słów.

– Martwisz się o nas! Nas! Jakim jesteś miłym chłopcem!

– Nie, właśnie to jest przerażające dla mnie. Nie mógłbym śmiać się tak jak ty, gdybym wiedział, że umarłbym jutro.

– Boję się. Nie ma żadnej osoby, która nie bałaby się umrzeć. Obojętne czy jesteś arystokratą, czy człowiekiem z gminu.

– To dlaczego?

– Ponieważ mam co bronić. Coś, co sprawia, że zapominam o chłodzie grobu.

– Co bronisz? Honoru? Sławy? To są głupie powody do umierania za nie – powiedział głośno Saito.

Wales odpowiedziała z odległym spojrzeniem.

– Frakcja arystokratów „Rekonkwisty” jest naszym wrogiem, który próbuje zjednoczyć Halkeginie. Chwytają się idei „Świętej Ziemi”. Dobrze, że ludzie mają takie ideały, ale to nie powinno być realizowane siłą i krwią. Wszystkie kraje byłyby zrujnowane.

– Jednakże, nie ma już szansy na zwycięstwo? Jaki jest sens tu umierać? Może mógłbyś znaleźć później inne powody do porażki...

– Nie, przynajmniej powinniśmy popisać się przebłyskiem odwagi i honoru przed innymi arystokratami, nawet jeśli nie jest możliwe zwycięstwo, możemy pokazać, że rodziny królewskie Halkeginii nie są słabym wrogiem. Chociaż nie wydaje się by porzucili szybko ambicje „Unii” i „Odzyskania Świętej Ziemi”.

– Dlaczego? – zapytał Saito.

Saito, które dorastał we współczesnej Japonii nie mogło zrozumieć, dlaczego ktoś okazywałby swoją odwagę w taki sposób.

Wales zdecydowanie oświadczył.

– Dlaczego? Niewątpliwie, to jest nasz obowiązek. Obowiązek tych urodzonych w rodzinie królewskiej. Obowiązek nałożony na rodzinę królewską by bronić królestwa do samego końca.

Saito nie zrozumiał. Jednak, ponieważ Wales ma osobę, którą kocha i która też kocha jego, przeżycie czy przetrwanie dla takiej osoby również nie jest obowiązkiem? Pomyślał w ten sposób.

– Księżniczka Tristain cię kocha. Czy zapomniałeś jej list?

Po słowach Saita, Wales uśmiechnął się przypominając go sobie.

– Z powodu miłości, czasami trzeba udać niewiedzę. Z powodu miłości, czasami trzeba pozwolić odejść. To dałoby innym tylko wymówkę, by najechać Tristain.

– Ale, ale...

Saito zawahał się. Decyzja Walesa nie zostanie zmieniona. Trzymał ramię Saita i patrzył mu prosto w oczy.

– Skoro jest to jasne, nie mów tego Henriettcie. Nie ma potrzeby by martwić jej ładną twarz niepotrzebnymi zmartwieniami. Ona jest jak ładny kwiat. Czy też tak nie sądzisz?

Saito kiwnął głową. „Ona rzeczywiście jest piękną księżniczką. Nie chcę widzieć, jej twarzy smutnej albo zmartwionej”.

Ale, Wales nie zmieniłby przez to swojej decyzji. To jest to, co jego oczy mówiły.

– Po prostu powiedz jej, że Wales walczył dzielnie i zginął z odwagą. To będzie wystarczające.

Po powiedzeniu tego Wales wrócił do centrum sali.



Saito opuścił ucztę, ale od kiedy poczuł się zaginiony, zapytał kelnera gdzie jest jego pokój.

Po tym jak mu powiedziano, ktoś stuknął go w ramię od tyłu. Gdy odwrócił się, zobaczył Wardesa. – Muszę ci coś powiedzieć.

Rzekł Wardes kamiennym głosem.

– I to będzie?

– Louise i ja bierzemy tu jutro ślub.

Ciało Saito zamarzło. Nie był w stanie zrozumieć znaczenia słów.

– W takim czasie? Dlaczego?

– Ponieważ chcemy prosić dzielnego następcę tronu Walesa o udzielenie nam małżeństwa. Następca tronu z przyjemnością się zgodził. Odprawimy ceremonię przed decydującą bitwą.

Saito ucichło i kiwnął głową.

– Przyjdziesz? – zapytał Wardes.

Saito potrząsnął swoją głową.

– W takim razie możesz odlecieć jutro na statku. Louise i ja wrócimy gryfem.

– Ale czy to nie jest za długi dystans?

Saito, ponieważ był zdezorientowany, zadał raczej banalne pytanie.

– Tylko jeżeli leciałbyś szybko bez odpoczynku – odpowiedział Wardes – w takim razie, muszę już pójść.

– W porządku – ramiona Saita opadły.

Chociaż wiedział, że do tego ostatecznie dojdzie, wciąż czuł się bardzo samotny.



Saito przechodził ciemnym, że oko wykol, przejściem ze świecznikiem. Księżyc świecił przez otwarte okno na drogę w przejściu.

Spacerowała tam przy świetle księżyca samotnie dziewczyna. Miała długie jasno różowawe włosy... Łzy, które wyglądały jak perły, spadały z jej bladego policzka. Saito przez chwilę patrzył cicho podziwiając jej tak piękną, ale smutną twarz.

Louise odwróciła się i zauważyła go stojącego tam ze świecą. Jej oczy były wilgotne, chociaż je wytarła.

Jej twarz posmutniała kolejny raz. Gdy Saito podszedł do niej, oparła się o jego ciało, jakby tracąc całą swoją siłę.

– Płaczesz, dlaczego...

Louise nie odpowiedziała, ale przycisnęła swoją twarz do klatki piersiowej Saita.

Objął ją stanowczo.

Początkowo był zdziwiony przylgnięciem do niego Louise. Nie był przyzwyczajony do tego rodzaju rzeczy. Jednakże, zaszlochała jak dziewczyna i poczuł jak przylgnęła do niego bardzo serdecznie. Była zraniona i współczuł jej. Jednakże, co to oznacza?

„Louise prawdopodobnie przylgnęła do mnie, ponieważ byłem tu przez przypadek - tak, jak dziewczyna przytula się do wypchanego zwierzaka. To nie ja, ale Wardes jest dla niej naprawdę ważny”.

Ciągle, Saito nic nie mówił i głaskał głowę Louise niezgrabnie swoją ręką. Jej głowa wydawała się tak mała, że mieściła się w jego dłoni.

Gdy Saito podszedł do niej, oparła się o jego ciało, jakby tracąc całą swoją siłę.

Louise powiedziała płacząc.

– Nie... Ci ludzie... Dlaczego, dlaczego postanowili umrzeć? Nawet choć księżniczka jest ... Nawet jeżeli Wales kocha ją... Dlaczego następcę tronu Wales wybrał śmierć?

– Powiedział, że to ma obronić kogoś ważnego.

– Co jest ważniejsze na świecie, niż osoba, którą kochasz?

– Także nie rozumiem sposobu myślenia księcia.

– Przekonam go! Przekonam go jeszcze raz!

– Nie.

– Dlaczego?

– Ponieważ, jesteś tu by dostarczyć list księżniczki. To jest twoja jedyna misja.

Louise mamrotała, podczas gdy łzy kontynuowały płynięcie w dół jej policzków.

– ... chcę niedługo wrócić. Chcę wrócić do Tristain. Nie lubię tego kraju. Ci niemądrzy ludzie i nierozsądny książę, który zostawia wszystko.

Chociaż Louise czasami zachowywała się nieustępliwie, wciąż była dziewczyną. Louise nie mogła zrozumieć świata Walesa. Ale Saito rozumiał ją, ponieważ też myślał tak samo.

Louise, jakby nagle przypominając sobie, wyjęła coś ze swojej kieszeni.

– Wyciągnij swoje lewe ramię – powiedziała.

– Co?

– Zrób to.

Saito odsłonił swoje lewe ramię, jak mu kazano. Louise wyjęła puszkę. Zagarnęła w środka swoim palcem i wyciągnęła jakieś lepkie lekarstwo, które miało dziwny zapach.

– Dostałam to przed chwilą od kogoś w zamku. To lekarstwo magii wody jest bardzo skuteczne przeciwko oparzeniom. Mogłem dostać tylko to, ale powinno być w porządku.

Louise mamrotała, podczas gdy smarowała tym ramię Saita.

„Nigdy nie sądziłem, że może być tak łagodna. Ale nie powinienem uzależniać się od tej łagodności zbyt mocno, ponieważ niedługo odejdzie.”

Saito potrząsnął swoją głową i odepchnął ją od siebie. Louise spojrzała w jego twarzy zdziwiona.

Saito miał bolesny wyraz twarzy.

Po dostrzeżeniu tego, Louise ugryzła swoją wargę.

– ...Dlaczego taka mina? Coś się zdarzyło?

– To nieistotne.

– Rozumiem. Gdy tylko wrócimy, będę szukać sposobu by odesłać cię twojego świata.

Powiedziała Louise, wahając się chwilę. Widocznie, źle zrozumiała. Jednakże, Saito pomyślał, że dobrze jest tak to pozostawić.

– ...jest dobrze, nawet jeśli nie pomagasz.

– Co?

– Mam na myśli, że weźmiesz niedługo ślub, więc nie powinnaś przejmować się szukaniem sposobu by mnie odesłać.

– Co? Tylko mi nie mów, że martwisz się tym? Wciąż myślisz, o słowach które powiedziałam w hotel w La Rochelle? Rzeczywiście, powiedziałam wtedy „ślub”... Ale, ale nie myślałam o tym serio.

Louise odwróciła swoją twarz od Saita.

– Ślub nie jest jeszcze możliwy. Wciąż nie jestem wspaniałym magiem... I też nie znalazłam sposobu by cię odesłać...

Saito pomyślał.

„Rzeczywiście, Louise nie może wziąć ślubu, ponieważ poczuwa się do odpowiedzialności za mnie. I przez to nie będzie mogła wyjść za mąż do czasu, gdy nie znajdę swojej drogi do domu.” Saito pomyślał, że to będzie jej szkodzić. „Myślę, że nie jest to uczciwe dla tej olśniewającej, pięknej, miłej i łagodnej Louise”.

– W porządku. Sam będę szukał drogi powrotnej, więc powinnaś wziąć ślub.

– Co za samolubną rzecz powiedziałeś, jesteś moim chowańcem! Broń mnie do czasu, aż znajdziemy sposób by cię odesłać!

Powiedziała Louise i intensywnie wpatrywała się w Saita.

– Nie mogę cię bronić.

Ramiona Saito same opadły w dół, gdy to powiedział.

– Pamiętaj co się zdarzyło.

Dramat podróży ożył w głowie Saita. Gdy zaczęto strzelać strzałami, został uratowany przez Wardesa. Został pokonany w pojedynku z nim. Gdy zostali zaatakowani przez człowieka w białej masce, nie mógł uratować Louise.

„Zawsze Wardes ciebie ratował. Nie byłem w stanie zrobić nic poza staniem i patrzeniem”.

– Nie jestem silnym magiem tak jak Wicehrabia. Jestem po prostu normalną osobą, nawet jeżeli mówią, że jestem legendarnym chowańcem „Gandálfrem”. Nie wiem jak walczyć. Wszystko, co mogę robić to brawurowo wymachiwać mieczem wokół. Nie mogę cię chronić.

Dłoń Louise uderzyła w policzek Saita.

– Tchórz!

Saito mówił z niezmienionym wyrazem twarzy.

– Rozdzielmy się odtąd Louise. Wracasz z wicehrabią gryfem, podczas gdy ja wracam „Orłem”. Gdy powrócę, będę szukał drogi do mojego świata. W tej sytuacji, jestem ci wdzięczny.

– Jesteś poważny?

– Tak.

– Idiota!

Wykrzyknęła Louise. Łzy zaczęły płynąć z jej oczu ponownie. Saito nie odpowiedział. Tylko patrzył, jak Louise drżała.

– Nienawidzę cię! Nienawidzę cię!

Saito wymamrotał, zasłaniając oczy – Wiem.

Louise odwróciła się na piętach i pobiegła ciemnym przejściem. Saito klepał swój policzek. Miejsce gdzie został uderzony wciąż bolało i sprawiało, że czuł się bardzo smutny.

– Żegnaj, Louise.

Powiedział cicho. Chociaż myślał, że nie zapłacze, łzy lały strumieniami i się nie zatrzymywały.

– Żegnaj mój łagodny i śliczny mistrzu.


Przekład[edit]

Tłumaczył: egaro


Cofnij do Rozdziału 7 z Tomu 2 - Książę konającego kraju Powrót do strony głównej Skocz do Rozdział 9 z Tomu 2 - Ostatnia bitwa