Haken no Kouki Altina PL: Tom 5 Rozdział 1

From Baka-Tsuki
Jump to: navigation, search

Rozdział 1[edit]

Rok 851, 30 kwietnia. Tuż przed południem.

Na placu przed bramą Fortu Volks, fortecy stworzonej w opuszczonej kopalni, leżeli zebrani ranni żołnierze, nowi rekruci napadnięci przez jednostki sąsiedniego państwa podczas ćwiczeń. Było ich jednak tak wielu, że ich jęki rozchodziły się po całej fortecy, a opatrywanie ran miało się ciągnąć aż do późnej nocy, więc każdy mogący przy tym pomóc był na wagę złota.

Jednak Regis i pozostali dowódcy mieli inną rolę do wypełnienia. Zebrali się w biurze dowódcy, które stanowiło prosty pokój z białymi ścianami i czarnymi kolumnami. Pomieszczenie to nie zmieniło się praktycznie od czasu przejęcia fortu z rąk Księstwa Varden, dodano jedynie wazy ze świeżymi kwiatami w rogach pomieszczenia. Woń róż przegrała jednak z silnym smrodem krwi z zakrwawionych ubrań zebranych, którzy do tej pory zajmowali się opatrywaniem rannych.

Na środku pokoju stał długi stół. Siedząca w jego środku głównodowodząca, Altina, westchnęła.

– Że też doszło do czegoś takiego...

Miejsce po przeciwnej stronie zajmował Jerome, wychylający się do tyłu na krześle. Jako jedyny miał doświadczenie w takich przypadkach, dlatego też był w stanie zachować spokój. Ba, nawet nie próbował zetrzeć śladów krwi ze swojego munduru.

– Hmph... Musicie tak się wypłakiwać z powodu śmierci jakichś rekrutów?

– Nie chodzi o liczby, rekrutów czy weteranów. Straciliśmy naszych towarzyszy, rozumiesz?

– A wzdychanie księżniczki przywróci ich do życia? Opłakiwanie zostaw ich rodzinom. Jeśli chcesz zapobiec kolejnym stratom, weź się w garść i skup na swojej roli.

– Rozumiem to, ale...

Altina miała jedynie czternaście lat. Doświadczywszy takiej tragedii po raz pierwszy w życiu, potrzebowała czasu, żeby zebrać myśli.

Jerome spojrzał w bok.

– Regis, to tyczy się też ciebie! Jak długo zamierzasz siedzieć z taką przerażoną miną?

– Aaach, przepraszam... Regis brał wcześniej udział w wojnie i widział wielu rannych, jednak teraz pierwszy raz doświadczył nieoczekiwanych strat jako strateg. Zamartwiał się, czy wszystkie podjęte przez niego decyzje były trafne, i czuł na sobie oceniające spojrzenia zmarłych pod jego dowództwem żołnierzy, przez co ledwie mógł złapać oddech. Siedzący obok niego Evrard położył dłoń na jego ramieniu. Był to łysy, posiadający bujną brodę, doświadczony żołnierz o budowie ciała jak u niedźwiedzia. Wcześniej pełnił rolę dowódcy rycerzy, teraz jednak odpowiadał za obronę fortu. <p style='text-indent:12pt'> – Sir Regisie, jesteśmy żołnierzami, a to pole bitwy. Przygotowaliśmy się na śmierć, nie musi pan nieść tego ciężaru sam.

– Dziękuję. Już się uspokoiłem.

Muszę wziąć się w garść, inaczej jeszcze więcej osób może stracić życie. Nie mogę sobie pozwolić na takie bezsilne gapienie się w stół.

Regis uspokoił oddech i rozejrzał się po pokoju.

Po jego prawej siedziała Altina, energiczna dziewczyna o urodzie mogącej przyćmić największe piękności z pałacu, choć miała teraz bardzo bolesną minę.

Obok niej miejsce zajmował jej ochroniarz Eric, szesnastoletni rycerz, całkowicie pozbawiony doświadczenia bojowego, przez co był tak samo blady jak Regis.

Po ich lewej siedzieli Eddie oraz książę Auguste.

Eddie był nie tylko szanowanym szermierzem, lecz także obecną głową rodu Balzac.

– Nienawidzę zabijać, jednak jestem biegły w walce. Wyślijcie mnie na pole bitwy, kiedy tylko będzie to konieczne.

Belgaria mogła poszczycić się wieloma bardzo doświadczonymi weteranami, jednak mało który dorównywał Eddiemu w szermierce.

Jego słowa uspokoiły trochę Regisa.

Pierwszy książę Auguste publicznie, przed obliczem cesarza, zrzekł się praw do tronu. Przynajmniej taka była oficjalna wersja. Tak naprawdę w jego imieniu zrobiła to młodsza siostra, Felicia. W forcie jedynie siedem osób znało jej prawdziwą tożsamość. Gdyby wyszła w jakiś sposób na jaw, konsekwencje poniosłaby także Altina. Po pierwsze, za okłamywanie władcy, gdyż wiedziała, kto podaje się za Auguste'a. Po drugie, za to, że sporo zyskała na tej sytuacji, gdyż Felicia oficjalnie oddała jej pierwsze miejsce w kolejce do tronu, należące do brata. Dalej musiała go udawać, pozostając w twierdzy jako gość, aby móc utrzymać swoją tożsamość w ukryciu.

Zwykle była radosna i pełna energii, teraz jednak miała wyjątkowo ponurą minę.

– Mamie... nic nie jest?

– Nic jej nie będzie. Rodzina Trouin ma swoich własnych żołnierzy, a w dodatku stacjonuje tam druga armia – pocieszył ją Eddie.

Felicia była córką królowej Catherine, głowy rodu Trouin, który posiadał ziemię w zachodniej części cesarstwa, gdzie uderzyły wrogie siły.

Według informacji, jakie zebrał Regis, tydzień wcześniej, 23 kwietnia o poranku portowe miasto Chaineboule zostało ostrzelane i zdobyte przez statek parowy należący do Wielkiej Brytanni. Był wyposażony w najnowsze działa typu 41 Elswick o zwiększonej sile ognia i zasięgu, podczas gdy Belgaria dysponowała jedynie żaglowcami, tak więc nie miała najmniejszych szans w tym starciu.

Na ląd zeszło wtedy dziesięć tysięcy żołnierzy, do tej pory powinno ich być już znacznie więcej.

Tego samego dnia druga armia wyruszyła, by przechwycić najeźdźców.

Minął już tydzień od pierwszej bitwy. Byłoby miło, gdyby jakoś udało im się odeprzeć atak.

Regis jednak nie miał złudzeń. Druga armia nie była przygotowana do walki z innym państwem, w dodatku nie liczyła nawet dziesięciu tysięcy zbrojnych, więc najprawdopodobniej poniosła sromotną klęskę. Ich marsz na zachód miał być tylko posunięciem pod publikę. Dodatkowo armia Wielkiej Brytanni dysponowała najnowszym uzbrojeniem – zarówno strzelbami, jak i działami, a także pancerzami wykonanymi z nowego stopu metali. Całość dawała im ogromną przewagę nad doświadczonymi w boju, jednak wyposażonymi tylko w łuki i włócznie żołnierzami Belgarii.

Regis przerwał tę myśl.

– Pomijając drugą armię na zachodzie, cesarstwo na pewno natychmiast wysłało tam posiłki. Skoro i do nas, przebywających przy północnej granicy, dotarło wezwanie do broni, inne oddziały będące znacznie bliżej także otrzymały podobny rozkaz. – Regis spróbował pocieszyć księżniczkę.

– Aha... – Felicia pokiwała głową.

W Belgarii armii przewodził sam cesarz, jednak obecny władca, Liam, był już w podeszłym wieku i nie mógł brać udziału w walkach na froncie, tak więc przekazał dowodzenie armią swojemu drugiemu synowi, Latreille. To od niego właśnie otrzymali rozkaz wysłania połowy swoich sił na zachód, utrzymując resztę w stanie gotowości.

Regis przeanalizował sytuację.

– Belgaria prowadziła wiele wojen, jednak większość z nich była małymi potyczkami, skupionymi wokół kluczowych pozycji. Natomiast Wielka Brytannia wysłała spore siły, przeprowadzając inwazję na dużą skalę, dlatego Latreille doszedł do wniosku, że ich celem jest podbicie naszych ziem. W pełni się z nim przy tym zgadzam.

Altina pokiwała głową, a reszta zgromadzonych w ciszy słuchała Regisa.

– Zachodni region i Fort Volks dzieli spory dystans, dlatego nawet jeżeli wyruszymy natychmiast, nie ma pewności, czy zdążymy na czas. Dlatego też Latreille rozkazał nam działać jako rezerwa. Z wojskowego punktu widzenia nie ma z tym najmniejszego problemu...

– Z wojskowego? – spytała księżniczka.

– Z politycznego jednak, ponieważ wasza wysokość i Latreille walczą o tron, to kwestia niecierpiąca zwłoki i musimy działać natychmiast.

– Więc o to chodzi. Kto lepiej popisze się w tym starciu, zyska większe poparcie?

– Najprościej ujmując, tak. Chociaż nie wiem, jak przygraniczny regiment może odmienić losy wojny, musimy uniknąć sytuacji, w której w ogóle do niej nie dołączymy.

Altina zrobiła niezadowoloną minę.

– Ja też myślę, że musimy działać, ale nie chodzi o politykę! Chcę pomóc moim towarzyszom w potrzebie.

– Racja...

Altina, choć czasem wyjątkowo uparta, jak małe dziecko, była wyjątkowo dobrą osobą. Właśnie dlatego Regis chciał posadzić ją na tronie.

– W każdym razie to tyle, jeżeli chodzi o sytuację na zachodzie. Teraz skupmy się na Księstwu Varden nacierającym na fort. Nie możemy wysłać żadnych sił na front, póki nie rozwiążemy tego problemu.

– Żołnierze nie skupią się na walce, jeżeli będą musieli ciągle oglądać się za plecy podczas marszu – skomentowała Altina.

– Jak mamy im odpuścić po tym, jak nas zaatakowali?! Poślę te śmieci prosto do diabła! – dodał Jerome. Zwykle nie przejmował się doborem słów, jednak aż takie wybuchy złości stanowiły rzadki widok. Nie dawał tego po sobie poznać, jednak cały czas myślał o swoich podwładnych, przez co nie mógł zapanować nad gniewem.

Regis przejrzał w myślach kilka książek w poszukiwaniu jakiegoś planu, jednak do jego opracowania potrzebował zebrać więcej informacji.

W tym momencie do pokoju wszedł żołnierz i salutując, zameldował:

– Raport! Wróg nadchodzi z sektora B4! Trzy tysiące piechoty!

– Ta trasa... Są uzbrojeni w nową broń i działa?

– Nie wszyscy. Jedynie część z nich ma nowe wyposażenie.

– Wróg dostrzeżony w sektorze B3! Dwa tysiące piechoty!

– Raport! Dwa tysiące piechoty w G5! Mają ze sobą działa!

Jeden po drugim wracali zwiadowcy, składając natychmiast raporty, po wysłuchaniu których Regis rozstawiał na mapie żółte flagi.

Altina spochmurniała.

– Sporo ich. Próbują nas otoczyć?

– To oddziały najemników, dlatego nie mają nowej broni. W końcu nie będą używać sprzętu, z którym nie są dobrze zaznajomieni.

– Ale doświadczeni najemnicy są silni.

– Mimo to szybko się wycofają, jeśli stracą przewagę. W porządku, bitwa skończy się jeszcze tej nocy.

– Lepiej załatwić to szybko, ale naprawdę...? – Altina na początku zrobiła zdziwioną minę, po chwili jednak dodała z pewnością w głosie: – Wierzę w ciebie! Powiedz, co mamy robić.

Jerome wstał z krzesła.

– Przedstaw swój plan, Regisie. I od razu uprzedzam, ma nie mieć słabych punktów. Chcę ich rozgromić tak, że już nigdy nawet nie pomyślą o zaatakowaniu nas!

Evrard wypiął pierś.

– To dla takich dni trenowaliśmy! Pokieruj nami!

– Obronię jej wysokość! – Także i Eric wstał z krzesła.

Eddie i Felicia przypatrywali się Regisowi.

Ich spojrzenia sprawiają, że chcę stąd uciec... No ale na brak pewności siebie nic nie poradzę. W każdym razie mam już potrzebne informacje.

Regis wskazał mapę.

– Chcą zaatakować nas nowymi działami, dlatego je ze sobą zabrali.

Altina uniosła rękę.

– Ale my też mamy nowe działa.

– Czas na trochę techniki. Fort Volks ma działa typu 38, podczas gdy nasz przeciwnik dysponuje typem 41. Posiadają zarówno większą siłę, jak i zasięg.

– W takim razie mają przewagę?

– W kwestii siły i zasięgu tak. Jednak te działa nie są pozbawione wad.

Wszyscy zrobili zdziwione miny, w końcu przed chwilą strateg powiedział, że ich uzbrojenie ma gorsze parametry.

– Typ 41 jest silniejszy, ale mniej mobilny, dlatego spotyka się go głównie na statkach. Według naszych informacji księstwo planuje ustawiać formacje przed fortem jeszcze tej nocy. Będziemy mieli trochę czasu, żeby się przygotować, a to daje nam przewagę. Co więcej, podczas ataku zamierzają polegać na działach, więc jeżeli je stracą, powinni się wycofać.

– Ich powolne przemieszczanie dział daje nam przewagę, to rozumiem, ale one nie są po prostu lepsze od naszych? – Jakby dopowiadając do tych słów, Altina zrobiła minę pod tytułem "nic z tego nie rozumiem". Dzięki jej wrodzonej urodzie wyglądała przy tym wyjątkowo słodko.

Jerome uderzył w stół.

– Znowu jakieś sztuczki! Dysponują lepszymi działami, ale ty chcesz wykorzystać ich domniemane słabości... Co ty knujesz?!

– Nocną bitwę. Już poinformowałem żołnierzy, że mają się przygotować. Sir Jerome poprowadzi natarcie.

Altina nagle przybliżyła swoją twarz do Regisa.

– Ja też jadę!

– Odrzucone. Będzie lepiej, jeśli wasza wysokość zostanie w forcie.

– Ludzie stracą do mnie zaufanie, jeżeli okażę tchórzostwo. Co to za dowódca, ukrywający się w bezpiecznej bazie?!

– Ach...

Miała rację. Dla większości żołnierzy to było pierwsze wojenne doświadczenie, nie mieli także okazji zobaczyć pojedynku Altiny i Jerome'a. Nawet jeżeli weterani im o tym opowiadali, po ujrzeniu Jerome'a w walce z pewnością zaczną stawać po jego stronie, co doprowadzi do utraty autorytetu przez Altinę i ostatecznie do reorganizacji całego regimentu.

– Ale to nocna bitwa...

– Po co miałabym brać w tym udział, gdyby nie było żadnego ryzyka, Regisie?

– Cóż, trudno. Uszanuję twoją decyzję, wasza wysokość.

Regis często nazywał ją Altiną i większość zebranych o tym wiedziała. Jednak weterani, jak Evrard, wyjątkowo szanowali księżniczkę, zwracając się do niej nawet per "bogini". Bez wątpienia była piękna, a w dodatku wyjątkowo silna. Nietrudno było sobie wyobrazić, że doświadczony żołnierz na widok tak młodej, urodziwej księżniczki walczącej jak normalny wojak, w dodatku przy użyciu ogromnego miecza, byłby w szoku, nie mogąc uznać tego za realne. Dlatego używanie jej przezwiska w obecności takich osób nie wchodziło w grę. Co więcej, Regis nie miał pojęcia, kiedy wrócą zwiadowcy z raportami. Jeżeli źle zrozumieją łączące ich relacje, bez wątpienia odbije się to negatywnie na ich morale. W końcu strateg był zwykłym mieszczaninem, a ona pierwszą w kolejce do tronu księżniczką.

– No dobrze, tak będzie wyglądać formacja. – Plan zakładał opuszczenie fortu, by przeprowadzić szybki, ryzykowny atak. – Wasza wysokość jest tego pewna?

Altina zacisnęła pięść.

– Ruszamy! Zgnieciemy ich armię tej nocy, a potem ruszamy na zachód!

To była bezksiężycowa noc. Z oddali dochodził brzęk zbroi żołnierzy armii księstwa Varden, ustawionych na skraju lasu, poza zasięgiem dział fortu Volks. Dokładnie w tym samym miejscu, w którym armaty ustawił Regis, kiedy atakowali tę fortecę, z tym że dysponowali wtedy mniejszymi i starszymi działami, a zbrojnych mieli jedynie dwa tysiące.

Według raportów Księstwo Varden posiadało dwadzieścia tysięcy zbrojnych i dwadzieścia dział typu 41 Elswick, a same główne siły pod fortem liczyły cztery tysiące. Niecałe 10 Ar (715 m) od tej wielkiej armii stały ukryte w lesie jednostki Regisa w liczbie dwustu żołnierzy.

Gdyby ich dostrzeżono, w mgnieniu oka zostaliby otoczeni i wybici, stąd tak małe siły po ich stronie. Chociaż Regis przeczytał o tym w książce, ze strachu czuł się wyjątkowo niepewnie, zupełnie jakby ktoś przycisnął mu od tyłu nóż do gardła. Znajdowali się na północy, więc mimo wczesnej wiosny temperatura spadła wyjątkowo nisko. Na szczęście noc była bezwietrzna.

Altina zamknęła oczy, czekając na sygnał.

– ...

Miała ze sobą Grand Tonnerre Quarte, jedno z ostrzy ognistego cesarza, srebrny miecz o długości 26 Pa (192 cm).

Niedługo miała zacząć się bitwa.

Przy księżniczce stał Eric, kryjąc się w cieniu, przez co ledwie było go widać.

Eddie także dołączył do bitwy jako ochroniarz. Gdyby starcie nie przebiegło po ich myśli, miałby okazję zabłysnąć. Felicia oczywiście została w fortecy, w końcu nie mogła walczyć. W przeciwieństwie do jej rodzeństwa – Altiny, Bastiana czy Latreille, nie została obdarzona nadnaturalną siłą i nie różniła się niczym od innych dziewczyn w jej wieku.

Evrard dowodził siłami obrony fortecy i chociaż zajmował teraz bezpieczniejszą pozycję, wciąż odgrywał ważną rolę w tym starciu.

Jerome przewodził pięciuset żołnierzom, ukrytym najbliżej sił wroga. Mimo niewielkiego rozmiaru tego oddziału składał się on z samych elitarnych rycerzy. Odgrywali najważniejszą rolę, więc zostali ustawieni tak blisko przeciwnika, że słyszeli chrapanie wrogich jednostek. Jeżeli by ich dostrzeżono, cały plan spaliłby na panewce, więc ponosili największe ryzyko.

Pora już zaczynać? – Regis spojrzał na zegarek.</p>

Chociaż była bezksiężycowa noc, dzięki częściowo zasłoniętemu przez liście światłu gwiazd dał radę zobaczyć swoje ręce.

– Już czas...

W tym momencie rozległ się huk wystrzału dział z fortu Volks. Zaalarmowało to wrogów, ustawiających się w formacji. Część z nich to zaskoczyło, inni, wiedząc, że to były armaty starego typu i nie miały szans ich dosięgnąć, zaczęli kpić. Nagle od strony lasu dobiegł dźwięk wybuchu, a Regis uśmiechnął się, bo poczuł, że wygrał to starcie.

Pośród wrogich żołnierzy pewnie jedynie garstka od razu zrozumiała, co się dzieje. W końcu nie ma szans, aby działa z fortu dały radę ich dosięgnąć, a jednak do wybuchów doszło za ich pozycją.

Z twierdzy wystrzelono kolejną salwę pocisków. Tym razem do eksplozji doszło blisko centrum formacji przeciwnika.

Regis usłyszał krzyki po germańsku.

– Dowódco, działa! Dosięgły nas działa z fortu!

– Niemożliwe! Powinniśmy być poza zasięgiem typu 38!

– A-Ale...!

Kolejna eksplozja, jeszcze bliżej ich pozycji.

W tej sytuacji doświadczeni najemnicy nie czekaliby nawet na rozkazy. Skoro byli w zasięgu dział, mogli jedynie wycofać się albo zaatakować, a ponieważ nie padł rozkaz natarcia, rozpoczęli odwrót.

Dowódca sił Varden myślał pewnie, że atak z takiej odległości jest niemożliwy. Oczywiście Regis nie mógł tego wszystkiego wiedzieć, jednak nie miało to znaczenia, bo dla przerażonych żołnierzy inteligencja dowódcy nic nie znaczy. Bez względu na jego uzdolnienia nie mógł uniknąć problemów z kontrolowaniem swoich sił w takiej sytuacji. Dosięgnął ich ostrzał dział, które nie powinny im zagrażać, tak więc pozostało wycofać się poza ich zasięg. Takie były procedury, więc wrogi dowódca nie miał wyboru.

– Odwrót! Wycofać się do lasu!

– Tak jest! Wszystkie jednostki do lasu!

Zwykli żołnierze, czekający dotąd na rozkazy, rzucili się do biegu.

Wystrzały z fortu Volks przybrały na sile.

Wrogie oddziały nie miały wyboru, musiały uciekać poza ich zasięg, prosto w paszczę czekających na nich czarnych bestii.

Jerome, dowodzący pięciuset rycerzami, krzyknął, wyciągając miecz.

Mimo że wróg miał do dyspozycji cztery tysiące zbrojnych, uciekali teraz w popłochu, bez żadnego składu. W ogóle nie spodziewali się zasadzki, tak więc to było wyjątkowo jednostronne starcie.

Zbrojni Jerome'a, a także on sam, mieli białe chusty przywiązane do prawej ręki, żeby rozpoznawać swoich podczas starcia. Zostali także wyposażeni w gwizdki do komunikowania swojej pozycji. Nawet walcząc w takich ciemnościach, mogli nie tylko rozpoznać swoich, ale także wiedzieć, gdzie są. W przeciwieństwie do nich armia Księstwa była całkowicie nieprzygotowana do takiego starcia, ponieważ planowała długotrwałe oblężenie.

Nie można było oczywiście nazwać ich dowódcy niekompetentnym. W końcu wynajął najemników, co nie było tanie, a wcześniejsze przygotowanie do takiego nocnego starcia, które miało wyjątkowo niskie szanse, by się wydarzyć, można uznać po prostu za nierealistyczne.

Kolumna ognia rozświetliła las. Wróg wykorzystał okazję, że mógł coś przez chwilę zobaczyć, i spróbował zaatakować, jednak połowa jego żołnierzy uciekła już we wszystkich możliwych kierunkach. Nic w tym dziwnego, przecież wpadli w pułapkę w miejscu, gdzie nie docierały do nich rozkazy. Gdyby zostali w miejscu, straciliby szybko możliwość ucieczki.

Poddenerwowana Altina powiedziała:

– Jak do tej pory wszystko idzie zgodnie z planem, Regisie.

– Tak. Dźwięk i rozbłyski dział strzelających ślepakami doskonale zgrały się z wybuchami ładunków podłożonych przez naszych inżynierów w pobliżu pozycji wroga.

– Dlatego uznali, że są pod ostrzałem. Nie dziwię im się.

– Gdyby nie zasłona nocy, szybko odnaleźliby skrzynie z prochem użytym do tej sztuczki.

W tym momencie do kwatery przyszedł zwiadowca.

– Główne siły Varden kierują się na północny zachód!

– Hmm, tak jak w książce. Gdyby dowodził nimi dowódca, byłoby trudno przewidzieć ich ruchy, ale panuje tam teraz chaos, więc poruszają się bez żadnego namysłu.

Bazując jedynie na własnym osądzie, uciekający żołnierze powinni kierować się w stronę Księstwa Varden. To podstawa psychologii. W przypadku zagrożenia większość osób ucieka do domu albo w tę samą stronę, co inni. Wiedząc to, Regis rozstawił żołnierzy na trasie ich ewentualnej ucieczki, co miało dać im możliwość wybicia albo schwytania znacznej części wrogich jednostek. Dla żołnierzy Varden to musiało wyglądać, jakby zostali zalani przez armię Belgarii.

Wynik starcia był już przesądzony.

Dla Regisa nie miało znaczenia, że najniżsi rangą żołnierze uciekną, jednak Przygraniczny Regiment Beilschmidt dostał rozkaz wysłania połowy swoich sił na zachód. Z zarówno Altiną, jak i Jeromem poza fortem obrona będzie osłabiona, tak więc aby zapobiec kolejnym atakom Księstwa Varden w najbliższej przyszłości, musieli odnieść tu spektakularne zwycięstwo, jak najbardziej osłabiając siły wroga. Mimo to Regis westchnął.

– Heh, nie nadaję się do ścigania wroga.

– Ja też za tym nie przepadam. Skoro o tym mowa, sytuacja nie wygląda nawet aż za dobrze?

Niektórzy z przeciwników uciekali w stronę fortu, dlatego też główne siły także zaangażowały się w walkę, jednak jeszcze nie doszło do sytuacji, w której sama Altina musiałaby walczyć. Grupa dowodzona przez Eddiego wystarczyła, aby się nimi zająć.

– Cóż, czy to źle? Gdybyśmy tak jak oni toczyli nocną bitwę w środku lasu, też nie bylibyśmy w stanie dostrzec pozycji wroga.



– Regisie, czyżby... Wybrałeś takie ustawienie formacji, bo wiedziałeś, że tak będzie?

– W końcu król nigdy nie powinien walczyć na pierwszej linii. – odpowiedział mężczyzna szeptem, żeby strażnicy nie usłyszeli.

Altina zrobiła zniesmaczoną minę.

– Regis znowu mnie oszukał!

– Nieprawda.

– Kłamca!

– Jesteśmy poza fortecą, prawda? Poza tym nie opuszczaj gardy, tu wcale nie jest tak bezpiecznie.

– ...!

Altina otworzyła szeroko oczy, wyciągnęła wielki miecz z pochwy jednym palcem, a następnie wyprowadziła pchnięcie przed siebie.

Regis... nie umarł na miejscu.

Ostrze minęło jego twarz o włos, trafiając coś w ciemności. Rozległ się brzdęk uderzającego o coś metalu, a chwilę później u stóp Regisa upadł bełt.

– Fiuuu! – zagwizdał ktoś na czubku drzewa położonego od strony pola bitwy, a następnie zwinnie jak małpa zszedł na dół, skacząc po gałęziach.

Dziecko? – pomyślał Regis, dostrzegając drobną figurę.

Po chwili dobiegł ich żeński głos:

– Nieźle! Zablokowałaś bełt wystrzelony nagle w takiej ciemności – rzuciła dziewczyna po germańsku.

Altina przyjęła pozycję do walki, odpowiadając po belgarsku:

– To żaden niespodziewany atak, skoro dobiegł od frontu! Poza tym po tak długim czasie oczy przyzwyczaiły się do ciemności.

Regis mimo tak długiego czasu spędzonego z księżniczką wciąż nie przywykł do ciemności, a tym bardziej nie zauważył lecącego w jego stronę bełtu. Albo Altina była taka wspaniała, albo po prostu Regis taki bezużyteczny.

Ich przeciwniczka wyszła z cienia drzewa, wchodząc w miejsce oświetlone przez światło księżyca. Była to młoda dziewczyna z kuszą i kołczanem na plecach. Mimo młodego wieku biła od niej pewność siebie. Nawet nie mrugnęła, kiedy ciężko opancerzona straż księżniczki wyciągnęła miecze.

– Hahaha! Belgarska księżniczka jest naprawdę interesująca.

– Zachowujesz spokój w samym środku formacji wroga?

– Oczywiście! W końcu nie macie szans. – Dziewczyna z uśmiechem odgarnęła swoje kręcone włosy. Bez wątpienia nie zrobiła tego na pokaz, ona naprawdę była aż tak pewna siebie. W tym momencie Regis dostrzegł w jej włosach srebrną spinkę w kształcie odwróconego lisa. Ten widok coś mu przypomniał.

– Czyżbyś należała do grupy Renarda Pendu?

– Och? – Dziewczyna spojrzała na Regisa. – Jest tak obeznany czy nasza sława aż tak się rozeszła?

– Kim oni są? – spytała Altina ze zdziwioną miną.

– To grupa najemników, mająca na koncie wielkie osiągnięcia wojenne w Germanii. Tylko że powinni teraz brać udział w północnej wojnie domowej...

– To nie tak, że się z niej wycofaliśmy, po prostu nagrody tutaj są o wiele wyższe. Dzięki temu, że przejęliście fort, dostaliśmy więcej pracy. Za zabicie cię zainkasujemy naprawdę sporą sumę, księżniczko.

– Głuuupia! Nie dzieli się skóry na żywym niedźwiedziu!

– Hahaha! Mój brat mówi, żeby nie chwalić dnia przed zachodem słońca. Jesteś nim czy jak?

– Nawet go nie znam!

– Gilbert jest bardzo przystojny!

Według książki, którą przeczytał Regis, Gilbert Schweinzeberg był przywódcą grupy Renarda Pendu, często nazywanym też królem najemników. Podobno nigdy nie przegrał walki, nawet w starciu z wieloma przeciwnikami, oraz nieobca mu była sztuka negocjacji. Miał jedno oko, a w walce używał trójzębu.

– To twój brat? W takim razie ty jesteś Jessica?

– Nie, to moja starsza siostra. Ja nazywam się Franziska. Skoro o tym mowa, wydajesz się mnie znać. Czyżby mój fan? Chcesz uścisnąć mi rękę? Hahaha! – śmiejąc się, dziewczyna przeładowała kuszę.

Jej broń używała dźwigni do naciągania cięciwy, tak więc w przeciwieństwie do typowych kusz, nastawionych na siłę wystrzału, jej celem było prowadzenie jak najszybszego ostrzału. Wykorzystywała też bełty krótsze niż normalne.

Zanim jednak zdążyła wystrzelić, Altina ruszyła biegiem w jej stronę.

– Na tym dystansie kusza jest bezużyteczna!

Mimo że strażnicy byli uzbrojeni i gotowi do walki, Altina całkowicie ich zignorowała.

Chyba trzeba będzie przemyśleć sens trzymania przy niej straży.

Kiedy księżniczka uniosła miecz, Regis krzyknął:

– Przeciwnicy na drzewie!

Należało zakładać, że skoro Franziska z niego zeszła, to skrywało się tam jeszcze kilku wrogów.

Zgodnie z przewidywaniami z czubka drzewa wystrzelił kolejny bełt, który Altina zablokowała bokiem swojego miecza. Następny jednak poszybował w stronę Regisa, na szczęście Eric w ostatniej chwili zasłonił go tarczą.

– Nic panu nie jest?

– W porządku. Powierzam księżniczkę w twoje ręce.

– Tak jest!

Kilku strażników zostało rannych w tym ataku. W końcu w takiej ciemności trudno dostrzec atak z dystansu, a w dodatku żaden z nich nie zostawił boku księżniczki, żeby samemu ochronić się przed ostrzałem.

– Do walki! Chronić księżniczkę! Pokażmy im siłę cesarskich żołnierzy!

– Taaa!

Altina, całkowicie ignorująca otoczenie, wyprowadziła cięcie wymierzone we Franziskę.

– Iaaa!

– Uuups.

Zaatakowana z łatwością uchyliła się przed ciosem.

Chociaż miecz Altiny wydawał się powolny, uniknięcie jego cięcia wymagało niebywałej zwinności. Co więcej, dziewczyny walczyły w całkowitej ciemności.

– Przyjście tu było dobrą decyzją. Nie tylko spotkałam ciekawego przeciwnika, ale zarobię też nagrodę za zabicie belgarskiej księżniczki!

– To nie będzie proste!

Eric wyprowadził pchnięcie w miejsce, w które odskoczyła Franziska.

– Ha!

– Nie przeszkadzaj!

Dziewczyna uniknęła ciosu, kucając i jednocześnie strzelając z kuszy.

– Ghhh!

Eric zamarł.

O nie!

Regisa przeszły ciarki. Altina wykrzyczała imię rycerza, jednak nie otrzymała odpowiedzi, a młody wojak upadł na ziemię.

– Natychmiast mu pomóżcie! – krzyknął Regis.

Jednak strażnicy, którzy chcieli ruszyć chłopakowi na pomoc, zostali zatrzymani przez grad bełtów; nawet obszar tuż przed strategiem został ostrzelany.

Regis zdał sobie sprawę, że stojąc na widoku, stwarza walczącym tylko więcej kłopotów, więc skrył się za drzewem.

Z pewnością zasługują na swoją sławę. Otoczyli i ostrzelali przeciwników, mając do dyspozycji jedynie światło gwiazd. Muszą rekrutować tylko naprawdę najlepszych żołnierzy.

Rycerze Belgarii nie byli aż tak słabi, by na długo zostać przygwożdżonymi atakiem dystansowym. Już po chwili wystrzelili swoje strzały w stronę drzewa, z którego dobiegał ostrzał, zabijając tym samym trzech przeciwników. Nie mogli potwierdzić, czy pokonali wszystkich, ponieważ w ciemności prawie nic nie widzieli. Nie czekając ani chwili, podjęli kolejną próbę dotarcia do Erica.

Oby przeżył – pomyślał Regis.

Altina wciąż walczyła z Franziską.

Ponieważ znajdowały się blisko siebie, żaden z rycerzy nie ważył się wystrzelić w ich stronę, bo mógłby trafić księżniczkę. W dodatku istniało ryzyko, że sami zostaną zranieni przez wielkie ostrze księżniczki.

– Jak śmiesz!

– Za wolno!

Franziska pochyliła się, żeby uniknąć ciosu. Normalnie w tej pozycji nie było jak wyprowadzić kontrataku, jednak dziewczyna walczyła kuszą, wystarczyło więc jedynie naciśnięcie spustu.

– To ja wezmę tę skórę niedźwiedzia!

Pocisk wystrzelił w stronę oka Altiny. Jej piękne, czerwone włosy rozwiały się na wietrze.

– Co?!

Księżniczka uniknęła ataku, jedynie przechylając szyję na bok, a bełt minął jej policzek ledwie o kilka centymetrów.

– Niemożliwe!

– Tym razem na pewno!

Jednak nieważne, do jak szybkiego ostrzału stworzono kuszę, wymagała przeładowania.

– Khhh...

Franziska się wycofała.

Widząc, że jej przeciwniczka nie kontratakuje, Altina wyprowadziła cięcie wymierzone w jej brzuch.

– Hahaha!

– He?!

Franziska, wciąż trzymając kuszę w lewej ręce, prawą chwyciła się gałęzi, w ostatniej chwili uciekając w górę, a cięcie księżniczki trafiło w pień drzewa.

– Ghhh!

Siła ataku była tak duża, że Altinę na chwilę ogłuszyło i poczuła ból w rękach.

Franziska zrobiła obrót na gałęzi, jednocześnie pociągając dźwignię kuszy, a podczas lądowania załadowała do niej nowe bełty.

– Hahaha! Dzisiejszej nocy zostanę sławna!

Altina, wyciągając miecz z drzewa (co pozostawiło głęboki otwór w pniu), usłyszała dziwny trzask. Najpierw pomyślała, że wydało go drzewo, jednak to Grand Tonnerre Quatre wygiął się w dziwny sposób, więc księżniczka szybko wbiła go w ziemię.

Złamał się?!

– Ni-Niemożliwe... – powiedziała do siebie Altina, mrużąc oczy.

Franziska wykorzystała tę okazję do wystrzelenia pocisku.

Serce Regisa o mało nie stanęło z przerażenia, jednak na szczęście mężczyzna w czarnym ubraniu, Eddie Fabio de Balzac, zablokował bełt swoim Defendre Sept.

– Ej, Altina, żarty sobie stroisz?

– Ni-Nic z tych rzeczy!

– Więc chodzi o twój brak żądzy krwi?

– Ach...

Znali się od dzieciństwa, więc nie używali wobec siebie formalności.

Eddie stanął w pozycji bojowej przed Altiną.

Franziska zawczasu przeładowała broń, jednak czując, że ma przed sobą trudnego przeciwnika, zachowała ostrożność.

– Kim jesteś?!

– Pochodzę z rodu Balzac. Jako najemnik pewnie o mnie słyszałaś.

– Leniwy Diuk?

– Widać krążą o mnie jakieś złe plotki.

To przezwisko wzięło się z tego, że mimo doskonałych umiejętności władania mieczem nigdy nikogo nie zranił w walce.

– Co? Prowokujesz innych do śmiechu tylko dlatego, że nienawidzisz walczyć?

– Cóż, masz rację, choć nie całkiem.

– Mam zamiar zabić tamtą księżniczkę, więc oszczędź mi czasu i zejdź z drogi! – krzyknęła Franziska, ruszając do ataku. Biorąc pod uwagę jej dystansową broń, było to nieoczekiwane posunięcie.

Eddie wyprowadził poziome cięcie.

Dziewczyna uchyliła się, celując jednocześnie w Altinę, wciąż trzymającą złamany miecz, bez którego była łatwym celem.

– Już pora, moja niedźwiedzia skórko!

– Khh...

Franziska pociągnęła za spust. Rozległ się metaliczny dźwięk, jednak kusza nie wystrzeliła.

– Co jest?!

Dziewczyna popatrzyła na swoją broń. Cięciwa została przecięta, do czego mogło dojść jedynie podczas ataku, którego uniknęła przed chwilą.

– T-Ty...?!

Spojrzała na Eddiego, jednocześnie zwiększając dzielący ich dystans.

– Wybacz, proszę, ale ta kusza była niebezpieczna, więc pozwoliłem sobie ją zniszczyć.

– Jak to możliwe... Przecież jesteś leniwym diukiem! Co się dzieje?!

– Chyba zaszło pewne nieporozumienie. Powodem, dla którego nikogo nie zraniłem, nie była moja niechęć do walki, tylko ogólna niechęć do zabijania.

– Co to ma w ogóle znaczyć? Nie żartuj sobie ze mnie! – Franziska zrobiła się czerwona ze złości.

Widząc, że ich przeciwnik stracił broń, rycerze ruszyli do walki.

– Schwytać ją!

– Otoczyć ją! Nie pozwolić jej uciec!

– Schisse! Cholerne płotki!

Rycerze atakowali ją kolejno, jednak Franziska unikała wszystkich ciosów, chociaż całość wyglądała, jakby współpracowali z nią w jakimś tanecznym układzie. Nie mając ze sobą ani miecza, ani tarczy, mogła robić jedynie uniki, co zresztą i tak przekraczało możliwości normalnej osoby. Gdyby walczyli podczas dnia, mogliby użyć łuków, by strzelić jej w plecy, chociaż.... noc również tego nie wykluczała.

Franziska jednak uciekła z kręgu rycerzy, znikając w ciemności. Dopiero wtedy żołnierze wystrzelili swoje strzały, strzelając w ciemno, głównie z frustracji.

Od strony lasu dobiegł gniewny krzyk:

– Następnym razem cię zabiję, księżniczko! Ciebie też, diuku Balzac!

Eddie schował miecz do pochwy.

– Wolałbym cię więcej nie spotkać, o ile to możliwe.

Regis rozkazał żołnierzom przenieść obóz, ponieważ odkryto ich pozycję, a później poszedł sprawdzić stan Erica.


================================================


Szpital Fortu Volks.

– To zostawi bliznę – powiedziała lekarka, jedna z niewielu kobiet w tym zawodzie. Miała na sobie biały fartuch oraz okulary, które świetnie pasowały do jej krótkich włosów. <p style='text-indent:12pt'> – Wciąż... żyję – wydukał Eric, wpatrzony w sufit.

Otaczały go białe kurtyny.

Zawdzięczał to pani doktor. Normalnie jako podoficer opatrywano by jego rany w szpitalu polowym, na zwykłym prześcieradle leżącym na ziemi.

Jego lewe ramię zostało mocno owinięte bandażem, przez co nie mógł w ogóle ruszyć łokciem, w dodatku drętwiały mu palce.

Podczas walki uniósł tarczę zbyt późno, przez co bełt trafił go w lewe ramię, zaledwie parę centymetrów od serca.

Lekarka poszła opatrzyć innych pacjentów.

– Bo wygraliśmy. Miałeś wyjątkowe szczęście. Przegrana opóźniłaby opatrzenie twoich ran i mógłbyś zginąć.

– Więc wygraliśmy... Co z jej wysokością?

– Jest strasznie przygnębiona, ale wyszła z tego ledwie z kilkoma siniakami.

– To... naprawdę... wspaniale...

Eric westchnął z ulgą, w końcu dla strażnika ochrona swojego dowódcy była bardzo ważna.

– Martwili się o ciebie. Sir Evrard, jej wysokość, a także monsieur Regis przyszli cię odwiedzić. Jednak mogliby dostrzec pewne szczegóły dotyczące twojego ciała, więc przegoniłam ich przed opatrzeniem twojej piersi. Skoro już nie śpisz, chcesz im coś przekazać?

– Nie ma takiej potrzeby. Rano wyruszają na zachód, a ja nie będę w stanie udać się z nimi... Dlatego nie chcę, żeby tracili czas na kogoś tak bezużytecznego jak ja...

– Ej! Bezużytecznego... Cóż, niech ci będzie.

Lekarka odłożyła ponownie rozmowę na chwilę, żeby zajrzeć do innych pacjentów.

Eric zakrył oczy prawą ręką, jednocześnie zagryzając zęby, a z jego oczu zaczęły płynąć łzy.

– Uuuuu...

Lekarka udała, że nie słyszy płaczu, kontynuując opatrywanie innych rannych.


Po jakimś czasie...

– Czyż to nie monsieur Regis? – dobiegło zza kurtyn.

– Musi być ci teraz strasznie ciężko, dobra robota – odpowiedział chłopak.

– ...

Słysząc głos stratega, Eric zesztywniał.

Jestem ochroniarzem, więc pewnie rozczarował się, że nie udało mi się zasłonić jej wysokości tarczą – pomyślał Eric, bojąc się pokazać swojej twarzy Regisowi.

Lekarka zadała kolejne pytanie.

– Stało się coś, monsieur Regisie?

– Niedługo będzie świtać, więc wkrótce wyruszamy.

– Ach, już pora? Najmocniej przepraszam, że musiał pan stracić czas, żeby po mnie przyjść. Nie powinien pan przypadkiem teraz spać?

– Poza jej wysokością i sir Jeromem żaden z rycerzy biorących udział w nocnych walkach nie wyrusza na wyprawę. To ja najmocniej przepraszam, że przeze mnie nie mogłaś zmrużyć oka.

– Monsieur powinien martwić się o siebie. W końcu mogę zdrzemnąć się w wozie.

– Haha, ja też będę nim jechać.

– No tak, racja.

– Co z Erikiem?

Eric przełknął głośno ślinę.

Po chwili ciszy lekarka odpowiedziała, że wciąż śpi.

– Rozumiem.

– Nie może pan go zabrać. Wyleczenie tej rany zajmie miesiąc, a dojście do pełni sił dwa.

– Ach, rozumiem. Chciałem jedynie wyrazić mu swoją wdzięczność.

– Wdzięczność? Chyba nie za szarżę na wroga i danie się postrzelić, prawda?

– Zanim został ranny, ocalił mi życie. Gdyby nie on, to ja leżałbym teraz na tamtym łóżku.

– Rozumiem. Monsieur nie nosi zbroi, więc leżałby raczej w trumnie, a nie na łóżku.

– Cóż, to też byłoby możliwe.

– Chociaż miałabym wtedy mniej pracy.

– Haha, może nie powinienem tego mówić, ale chyba lepsze to niż zwiększanie nakładu pracy dla kapłanów.

– Może chociaż lekka zbroja?

– To nie wchodzi w grę. Gdyby strateg nosił zbroję, oznaczałoby to, że obawia się ataku nieprzyjaciela na kwaterę, czyż nie? Przyznawałby się do braku pewności w powodzenie własnych planów.

– Czyżby?

– Tak naprawdę... nie mogę wstać, nosząc zbroję.

– Jaki słaby!

– Haha... W każdym razie chciałem podziękować Ericowi, ale nie chcę go budzić. Mogę zostawić mu list?

– Może pan to przecież zrobić po powrocie. Takie rzeczy najlepiej mówić prosto w twarz.

– Cóż, tak będzie najlepiej. W takim razie proszę się przygotować i zejść na pierwsze piętro, kiedy będzie pani gotowa.

– Dobrze.

Po pożegnaniu Regis wyszedł ze szpitala, a lekarka odsłoniła kurtynę Erica.

– Uuuch...

– Spotkałeś osobę, którą tak bardzo chciałeś zobaczyć, więc nie masz powodu do płaczu.

– Wiem. Nie będę.

– Muszę jechać z jej wysokością. Resztę zostawię w rękach mojego asystenta. Masz go słuchać i wydobrzeć przed powrotem monsieur Regisa – zakończyła kobieta nietypowym dla niej, wyjątkowo delikatnym tonem.

Eric, wycierając łzy, dodał:

– Chcę... stać... się silniejszy... i wypełnić mój obowiązek.

Lekarka nie odpowiedziała, bawiła się jedynie włosami Erica.


Wróć do Przypomnienie Strona Główna Idź do Rozdział 2