High School DxD Shin.2 - Żywot 2

From Baka-Tsuki
Jump to: navigation, search

Żywot 2: Finał Międzynarodowego Turnieju Królewskiej Gry Czas Zacząć![edit]

Część 1[edit]

Na wielkiej scenie, odbywało się właśnie przedstawienie z Oppai Smokiem.

– Fu ha ha ha! Hej, Oppai Smoku! No i ty zdrajco, Mroczny Rycerzu Kle! Dzisiaj pokonam was obu!

Tematem tego występu było przymierze Oppai Smoka (którego grałem ja) z Mrocznym Rycerzem Kłem (którego grał Kiba), zawarte przeciwko Złemu Smoczemu Generałowi Bavo (granego przez Bovę).

– Przeklęty Bavo! Dzisiaj ja, Super Oppai Smok, pokonam cię! – darłem się.

Tak Oppai Smok doczekał się wzrostu mocy i teraz był „Super”, co było nawiązaniem do mojej Szkarłatnej Królowej. Tak przy okazji, trzy formy mojego Zakazanego Ruchu Trójzęba zostały zaadaptowane i stały się bardzo popularne wśród dzieci.

– Ruszajmy, Kle!

– Tak, upewnij się że nie będziesz mi przeszkadzał.

Kiba (Mroczny Rycerz Kieł) i ja, stanowiliśmy świetny zespół, gdy walczyliśmy ze Złym Smoczym Generałem Bavo. Wprawdzie było to tylko przedstawienie, ale dzieci piszczały z uciechy, kiedy oglądały naszą walkę.

– Wow! Ruszaj, Oppai Smoku!

– Pokonajcie Bavo!

Kibie (Kłowi) kibicowały mamy i młode dziewczyny.

– Kyaaaaaaaaa! Kle-samaaaaaa!

– Popatrz na mnie, proszęęęęęęęęęęęęęęęęę!

Bavo tymczasem śmiał się odważnie.

– Fufufu, chyba nie myślisz że możesz ze mną wygrać, Oppai Smoku! Hej, Kle! Ja też mam tu silnego pomocnika! – powiedział.

Po jego słowach światła zgasły, a dzieci poczuły się zaniepokojone. Mrok rozświetliły jednak płomienie, które zapaliły się na scenie… Z sufit zstąpił na scenę ktoś ubrany w płaszcz, wyglądający jak zrobiony z płomieni oraz złowrogo wyglądającą zbroję. To był Riser Feneks! Miał też na twarzy maskę, wyglądającą jak głowa feniksa. Tak! To debiut Marszałka Feniksa, nowego wroga, którego grał Riser!

– Fu ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha! Oppai Smoku! I ty, zdradziecki Kle! Ja, Marszałek Feniks, nie pozwolę wam, abyście nam przeszkodzili! – oznajmił Riser, przybierając złowieszczy wyraz twarzy.

Nie potrafiłem o nim myśleć inaczej, jak o przywódcy złych gości, a śmiał się tak, jakby chciał powiedzieć że jest tym złym! Po początkowym sukcesie Domu Gremory i innych klanów, najwyraźniej Ród Feneks też postanowił wejść do biznesu superbohaterów i nawiązał z nami współpracę. Tak więc Riser był tu teraz z nami. Nazwali go Marszałkiem Feniksem, nawiązując do tego demona, po którym odziedziczyli nazwę.

– Cholera! Marszałek Feniks…! Niedobrze. Nie trać czujności, Oppai Smoku! – oznajmił Kieł.

Ja tymczasem ruszyłem na Marszałka Feniksa!

– Marszałku Feniksie, nie daruję nikomu, kto próbuje zmącić spokój Zaświatów!

Mój przeciwnik sprawnie unikał ataków które zadawałem i wyciągnął w moją stronę rękę. Chwilę później odpalono ładunek prochowy, przez co wyglądało to tak, jakbym został zaatakowany przez płomienie.

– Guwaaaaa!

Ja (Oppai Smok) leżałem teraz na ziemi.

– Ha ha ha ha ha ha! Więc to jest Oppai Smok.

Riser (Marszałek Feniks) postawił mi nogę na piersi, gdy leżałem na ziemi. Prawdę mówiąc odniosłem wrażenie, że nadepnął na mnie mocniej niż powinien, ale pasowało to do tej sytuacji. Kiedy dzieci to zobaczyły, zaczęły mi współczuć.

– Uwaaaaaan! Oppai Smok został pokonany!

– To ptaszysko jest silne!

Ktoś jednak jeszcze miał tu coś do powiedzenia!

– Nie pozwolę ci na to, Marszałku Feniksie!

Na scenie pojawiła się Księżniczka Przełączenia, którą grała Rias! Wprawdzie na początku bardzo się wstydziła występowania w przedstawieniach, ale z czasem się do tego przyzwyczaiła i teraz świetnie odgrywała swoją rolę. Dziewczynki obecne na scenie zaczęły jej kibicować:

– Pokaż im, Księżniczko Przełączenia!

– Ocal Oppai Smoka!

– No, no, Księżniczko Przełączenia-sama. Kto by pomyślał, że stanie przede mną ktoś, kto normalnie jest ratowany… Mam nadzieję że nie zamierzasz ze mną walczyć, prawda? – oznajmił Marszałek Feniks.

Byłem zaskoczony, że Riser tak dobrze wczuwał się w swoją rolę.

– Tak! Ja… też będę walczyła u boku Oppai Smoka! Haaaaaa! – oznajmiła dzielnie Księżniczka Przełączenia (Rias).

Księżniczka Przełączenia wydała z siebie głośny krzyk i jednocześnie jej ciało zostało pochłonięte przez światło. Gdy zgasło, zamiast sukienki miała na sobie coś, w czyn łatwiej było się jej poruszać! Przypominało to trochę strój, który nosiła jej drużyna podczas Turnieju. To zapewne był bojowy strój Księżniczki Przełączenia. Gdy dzieci to zobaczyły, podekscytowały się!

– Waaaaa! Księżniczka Przełączenia jest wspaniała!

– Dorwij ich, Księżniczko Przełączenia!

Wsparcie i doping ze strony wszystkich dzieci, niezależnie od płci, osiągneło maksimum.

– Przygotuj się Ri… Marszałku Feniksie!

Uups! Rias prawie nazwała Risera po imieniu. Zastanawiam się czy miało to coś wspólnego z ich poprzednim starciem. Jednak przyszła mi z pomocą, gdy zostałem pokonany przez Risera… To ciekawe, ponieważ podczas pierwszej Królewskiej Gry pomiędzy Rias i Riserem, gdy wtargnąłem na przyjęcie zaręczynowe, było na odwrót. I tak oto przedstawienie się w końcu skończyło, przy gorącym aplauzie widowni….

Gdy przedstawienie dobiegło końca, wreszcie mogliśmy odsapnąć. W męskiej garderobie ja i Kiba pozbyliśmy się kostiumów i przebraliśmy w normalne ciuchy.

– Fufufu, gdy Rias-neesan ruszyła na Risera-san, to wyglądało to tak, jakby próbowała odtworzyć pewne wydarzenie – powiedział Kiba popijając herbatę.

– Ach, racja, mówisz o tej Królewskiej Grze z przeszłości, prawda? Jednak to tym razem ona przyszła mi z pomocą, a nie ja jej.

Najwyraźniej Kiba też o tym pamiętał.

– Riser bardzo się jednak wczuł w swoją rolę. Albo faktycznie jest złym gościem, albo ma wrodzony talent aktorski – powiedziałem, uśmiechając się krzywo.

– Masz rację.

Obecnie Riser spotykał się z fanami i rozdawał autografy. Mimo że nie byli zbyt popularni wśród dzieci, to on i Bova postanowili zostać po przedstawieniu i rozdać autografy, gdyż były dzieci, które lubiły czarne charaktery. Zaraz potem Akeno-san weszła na scenę i zaśpiewała razem z dziećmi piosenkę Oppai Smoka. Najwyraźniej chciała być w tym najlepsza i potajemnie ćwiczyła się w śpiewie. Po tej przerwie nas też czeka rozdawanie autografów…

– …

– …

Wkrótce atmosfera stała się niezręczna, gdyż ja i Kiba nie mieliśmy tematu do rozmowy. Sam zresztą nie wiedziałem, o czym mamy rozmawiać… Skoro drużyny moje i Rias niedługo stoczą ze sobą mecz, rozmowy pomiędzy mną i Kibą zamierały w martwym punkcie, niezależnie od tego, czy chodziło o życie prywatne, czy pracę. Dziewczyny które ze mną mieszkały, Rias, Akeno-san i Koneko-chan, nadal zachowywały się wobec mnie normalnie, gdyż potrafiły rozdzielić życie prywatne od meczu… Być może nawet ja czułem się niezręcznie z tego powodu. Rany, dziewczyny były niesamowite, kiedy dochodziło do takich rzeczy. Mniej więcej w tym samym czasie, Gasper także dokonał wyraźnego rozróżnienia, gdy mówił rzeczy typu:

– Ise-senpai, poćwiczmy razem!

Z drugiej strony, atmosfera z Kibą była… taka niezręczna. Nie, obiecaliśmy sobie obaj, że będziemy walczyć ze wszystkich sił. Jako Król będę z moim parostwem i drużyną, podczas gdy Kiba, będący mieczem Szkarłatnowłosej Księżniczki Zniszczenia, przysiągł poświęcić swoje życie Rias. Ja też w to wierzyłem i powiedziałem mu, że jest Skoczkiem i mieczem Rias. Pewne wydarzenie, które miało miejsce w tym mieście… i rzeczy które działy się później… Kiba i ja walczyliśmy razem przeciwko silnym wrogom, takimi jak upadłe anioły, terroryści, bogowie zła, a nawet potomkowie Maou. Ciężko pracowaliśmy aby przetrwać i ocaleliśmy setki razy. Nadal się to nie zmieniło. Był moim przyjacielem i towarzyszem… Ale i rywalem. Jest jednym z moich celów. Gdybym miał walczyć z Kibą na poważnie… Cóż, nie powiem że sobie tego nie wyobrażałem. W mojej wyobraźni, walczyłem z nim jako kimś, kogo powinienem pokonać. Ale teraz to nie była tylko wyobraźnia, bo czekała nas prawdziwa walka. Już niedługo będziemy się atakować.

– Nasz mecz się zbliża – powiedziałem.

– Tak.

– Teraz nie będę zbyt wiele mówił, znaczy się, już kiedyś rzuciłem ci wyzwanie.

Powiedział mi to dniu, w którym ogłoszono nasz mecz.

„Ise-kun, z tego powodu jesteś teraz moim wrogiem. Jestem w końcu Skoczkiem Rias-neesan. ”

Kiba powiedział mi coś takiego, i byłem szczęśliwy, że nie powstrzymywał swoich uczuć. Odpowiedziałem mu wtedy „Ja także będę walczył z tobą ze wszystkich sił”.

– Racja – oznajmiłem.

Teraz pozostało nam stoczyć walkę w dniu meczu. Rozciągnąłem plecy i wziąłem do ręki scenariusz, z opisem popołudniowego przedstawienia. Dzisiaj odbędą się dwa różne pokazy.

– Kiba, powinniśmy przeczytać scenariusz?

– Tak, w popołudniowym przedstawieniu pojawi się nowa postać…

Nagle ktoś zapukał do naszej garderoby.

– Proszę – powiedzieliśmy razem.

Do środka weszła Ravel.

– Czy jest tutaj Ise-sama?

– Tak, o co chodzi? – zapytałem.

Ravel wręczyła mi list.

– Ten list od fana został wysłany z pewnego miejsca… – powiedziała zakłopotanym głosem.

– Och, skąd?

Gdy spojrzałem na tył koperty, zobaczyłem tylko słowo „Bal”, napisane krzywym alfabetem diabelskim…

– Najwyraźniej pochodzi z Królestwa Zmarłych… – powiedziała Ravel.

– Królestwo Zmarłych!? Przecież to… tereny należące do Hadesa i Ponurych Żniwiarzy, prawda? – zapytałem zaskoczonym tonem, a Ravel skinęła głową.

…Poważnie? Z Królestwa Zmarłych…? Królestwo Zmarłych, nie, Ponurzy Żniwiarze i ich przełożeni, Hades oraz inni władcy Piekła, byli naszymi przeciwnikami, skoro należeliśmy do DxD. Nie ufaliśmy im także dlatego, gdyż byli najwyraźniej jakoś związani z tajemniczymi diabłami, które pojawiły się w naszym mieście, a także z powodu niedawnego incydentu z Boginią Nocy Nyks. Wprawdzie był to list od fana, ale należało zachować ostrożność, skoro pochodził z Królestwa Zmarłych. Ravel musiała pomyśleć o tym samym.

– Ale ten list fana przeszedł przez ręce rządu diabłów oraz Gremorych… więc starszyzna go zbadała… Czyli w teorii, ten list nie jest żadnym podstępem, ani nie zawiera ukrytych przesłanek, a po prostu napisał go jakiś mały Ponury Żniwiarz, który jest fanem Oppai Smoka… – oznajmiła.

—.

….Poważnie? Mam jakichś fanów wśród małych Ponurych Żniwiarzy? A-aż dotąd o tym nie myślałem… Nie wiedziałem w jaki sposób zwiększali swoją liczebność Ponurzy Żniwiarze, ale były przypadki, kiedy wchodzili w związki z ludźmi, czego przykładem była Bennia, która należała do Parostwa Sitri. Więc tak się rodzili? Ach, tak przy okazji, Bennia też była fanką Oppai Smoka. Czyżby ten program spodobał się także Ponurym Żniwiarzom?

– Jako twoja menadżer, sprawdziłam to wcześniej… Nie sądzę aby były z tym jakieś problemy – powiedziała Ravel.

Szybko otworzyłem list i przeczytałem go. …Napisano go alfabetem diabłów, ale były to bazgroły gorsze od moich, gdy zaczynałem się go uczyć, więc autorem listu musiało być dziecko. Zobaczmy…

Do Oppai Smoka, Hyoudou Isseia-san.

Naprawdę lubię twój program, ponieważ za każdym razem gdy go oglądam, dostaję gęsiej skórki i naprawdę uwielbiam go oglądać. Mam matkę, ale ojca już nie. Zawsze kiedy oglądam „Oppai Smoka”, zastanawiam się czasem czy tak się czuje ktoś, kto ma ojca? Gdybym powiedział że chcę mieć ojca, to czy zostałby nim Hyoudou Issei-san?

Twój wierny fan, Bal

…Rozumiem, mały Ponury Żniwiarz Bal-kun, myślał o mnie w taki sposób. Byłem poruszony tym listem. „Oppai Smok” był popularny wśród różnych nacji. Nie spodziewałem się jednak, że dzieci z Królestwa Zmarłych też go oglądają.

– Naprawdę ciekawi mnie ten Bal-kun… Napisał że nie ma ojca i chce, abym mu go zastąpił – powiedziałem.

Ravel skinęła głową.

– Tak… Wprawdzie to skomplikowane, biorąc pod uwagę naszą pozycję… Ale cieszę się że program Iseia-sama ocalił to dziecko.

– Tak, będę ciężko pracował dla tego malca! Dobrze! Ja też napiszę do niego list!

– Myślę że to wspaniały pomysł. Możemy też uznać, że to świetna metoda, aby naprawić relacje z Królestwem Zmarłych – powiedziała Ravel.

Tak! Ravel miała rację. Szybko zorganizowałem sobie kartkę papieru i napisałem list.

– Fufufu, jak się można było spodziewać po Iseiu-kun, to bardzo szczera odpowiedź – powiedział Kiba, który usiadł obok mnie.

Mam nadzieję że moje uczucia trafią do serca Bal-kuna!

Wieczorne przedstawienie, w którym grał Sairaorg-san wcielający się w Leonisa Rexa, skończyło się spokojnie. Potem spotkaliśmy się wszyscy na imprezie.

– Na zdrowie!

Po toaście skupiliśmy się na jedzeniu i rozmowie.

– Hmph, słyszałem że odpisałeś fanowi z Królestwa Zmarłych, który przysłał ci list. Jak zawsze dajesz z siebie wszystko, kiedy chodzi o twoich fanów, Hyoudou Isseiu – powiedział do mnie Sairaorg-san, kiedy nakładaliśmy sobie jedzenie.

– S-Sairaorgu-san! Kto ci o tym powiedział? T-to takie zawstydzające!

– Nie bądź taki skromny. Teraz i ja jestem w tym biznesie, więc chcę wiedzieć jak mam odpowiadać moim fanom.

Z pewnością czuję się zakłopotany, kiedy Sairaorg-san mówi do mnie takie rzeczy!

– Mecz się wkrótce odbędzie – powiedziałem, zajadając jedzenie z talerza.

– Mój będzie rozegrany jako drugi. Mówi się, że ten pierwszy będzie bitwą bogów. Uczestnicy nie mają innego wyboru, niż ciężko pracować, aby widzowie się nie nudzili.

Pierwszy mecz zostanie rozegrany pomiędzy Drużyną Wadżra, dowodzoną przez Śakrę a Drużyną Asur, której przewodzi Mahabali. Ich mecz przykuwał dużo uwagi, gdyż obie drużyny były uważane za potencjonalnych zwycięzców i obiema dowodzili bogowie. Można by powiedzieć, że ten pojedynek był ich przeznaczeniem. Ojciec Mahabalego, bóg Wiroćana, został zabity przez Indrę (Śakrę) podczas wojny, więc tych dwoje łączyło pewnego rodzaju przeznaczenie. To wyglądało, jakby rzucał wyzwanie Śakrze właśnie z powodu śmierci ojca. Drugi mecz miał się odbyć pomiędzy Sairaorgiem-san a tajemniczą drużyną, Spadającą Gwiazdą.

Wprawdzie należeli do świata ludzi, ale ich drużyna składała się z różnych istot. Początkowo niezbyt im szło, gdyż ciągle przegrywali mecze, dopiero gdzieś pośrodku rozgrywek zaczęli nabierać sił i odnieśli pierwsze sukcesy, pokonując nawet istoty boskiej klasy. Ostatecznie stali się czarnym koniem turnieju i przykuli uwagę wszystkich mitologii.

– To tajemnicza drużyna. Według mojej strateg… – zacząłem.

Sairaorg-san pokręcił jednak głową, gdy miałem się z nim podzielić opinią Ravel.

– To nie jest dobry nawyk. Jeśli chodzi o walkę z terrorystami, to jesteśmy towarzyszami, ale na czas turnieju jesteśmy rywalami. Więc nie jest dobrze udzielać wrogowi takich informacji.

Tak, Sairaorg-san ma rację. Nasze drużyny teraz ze sobą rywalizują.

– Przepraszam, czasem mówię bezmyślnie różne rzeczy – przeprosiłem.

Sairaorg-san uśmiechnął się kwaśno.

– Nie, kiedy z tobą jestem to czasami zapominam że jesteśmy rywalami. To dowód tego, jak bardzo szanuję cię jako mojego bitewnego towarzysza – powiedział.

Nagle ktoś dołączył do rozmowy.

– Dzielenie się strategią może budzić kontrowersje, ale wymiana opinii to chyba normalna sprawa?

To była Rias, trzymający w dłoni kieliszek wina (choć jestem pewien, że tak naprawdę był to sok winogronowy). Nagle pojawił się ktoś jeszcze. Riser.

– Racja, ja też chciałbym wiedzieć więcej o niebezpiecznej mocy Spadającej Gwiazdy.

– Riser-san, dziękuję ci za twoją dzisiejszą pomoc – powiedziałem.

– Nie ma za co. Pewnie już o tym wiesz, ale w Drużynie Spadającej Gwiazdy też jest diabeł, tylko że niskoklasowy. Jednak jego moc jest na poziomie wysokoklasowca… nie, jest nawet silniejszy. Pomyśleć że pomimo takiej mocy nadal nie dostał awansu – powiedział Riser.

– Mieli też maga w drużynie. Ale najwyraźniej nazwisko tej osoby nie było popularne wśród organizacji magów… To niesamowita zmiana, że taka utalentowana osoba nagle się wyróżnia… – powiedziała Rias.

Sairaorg-san pokiwał głową.

– Tak, w Drużynie Spadającej Gwiazdy jest wiele takich osób. Z tego powodu na wczesnym etapie turnieju ich moc nie była wysoko oceniana i wszystkie mitologie ich lekceważyły.

Ravel usłyszała naszą rozmowę i postanowiła się przyłączyć.

– Przywódca, Spadająca Gwiazda-senshu, w ostatnich latach, nie, właściwie to kilka lat temu, też najwyraźniej przebudził swój Boski Dar. To więc oczywiste że nie jest dobrze znany, skoro dopiero ostatnio opanował swoją moc – oznajmiła.

Sairaorg-san spojrzał na mnie i Risera.

– W twojej drużynie również jest nowa posiadaczka Longinusa. Prawowity spadkobierca Klanu Feneks, Ruval-dono, też jednego zwerbował. …Nie potrafię myśleć o tym inaczej, jak o omenie.

– Omenie? – zapytała z ciekawością Ravel.

Nagle Sairaorg-san zamyślił się na moment.

– Nieważne… – oznajmił po chwili.

– Posiadacz Longinusa z mojej drużyny… Cóż, ta osoba jest dziwna. Nie znajduje się ani w parostwie mojego brata, ani w mojej i jest po prostu zwiadowcą… Przedstawię go wam, kiedy będzie ku temu okazja. Bez wątpienia jest potężny – powiedział Riser.

Posiadacz nowego, niezwykłego Longinusa który kontrolował maszyny, Nieznanego Dyktatora, należał do Drużyny Feniksa, do której dołączył także Riser po tym, jak odpadł z Turnieju. Według nagrań które widziałem, podczas meczu odbywającego się w mieście, kontrolował swoją mocą samochód stojący na drodze. Dodatkowo, tworzył najróżniejsze maszyny z przedmiotów leżących na polu walki, dodając im skrzydła i wzlatując wysoko na niebo. Co gorsze, słyszałem że był to tylko ułamek jego zdolności… Sairaorg-san spojrzał na mnie i Rias.

– Kiedy turniej się zaczął, wszyscy myśleliśmy tylko o wygrywaniu. Do tego mecz pomiędzy tobą a Rias jest najbardziej niepokojący. Zaraz po moim – powiedział do mnie Sairaorg-san. – Chcę wiedzieć czy jesteś kimś, kto nie odmówi walki przeciwko swojej dziewczynie.

– Oczywiście że nie dam się pokonać. Gdybym to zrobił, Rias na zawsze by mnie znienawidziła.

Gdy spojrzałem na Rias, jej twarz była cała czerwona i uśmiechała się odważnie.

– Oczywiście. Nie daruję mojemu chłopakowi, jeśli da mi wygrać. Gdyby to zrobił, zerwałabym nasze zaręczyny.

– Widzicie? Rias jest surowa i dlatego mam zamiar dać z siebie wszystko.

Riser i Sairaorg-san wybuchnęli śmiechem, gdy to usłyszeli.

– Następca Klanu Nakiri, Roygun-dono, Bina Lessthan, Kiba Yuuto, Crom Cruach, Vasco Strada… Oni wszyscy są ludźmi, z którymi chcę się zmierzyć. Jestem ciekaw, jak będą się zachowywać podczas meczu pomiędzy Sekiryuuteiem i Rias. Nie przegrajcie, Hyoudou Isseiu, Rias. Nawet jeśli waszym przeciwnikiem jest bóg, lub ktoś, z kim jesteście zaręczeni – powiedział Sairaorg-san do mnie i Rias.

– Tak, Sairaorgu-san.

– Tak, jeśli spotkamy się w turnieju, to damy z siebie wszystko.

– Hej, hej, a o mnie zapomnieliście? A ze mną nie chcecie walczyć? – powiedział Riser niezadowolonym głosem.

Sairaorg-san spanikował, kiedy to usłyszał.

– Ach, oczywiście że obejrzę też mecz, w którym będzie brał udział Riser-dono.

Ravel rozbawiło zachowanie jej brata.

– Skoro mówimy o tobie, Riser-oniisama, to nie ma w tym nic dziwnego, że ktoś zapomniał o twoim meczu.

– Hej, powinnaś chyba szanować swojego starszego brata! Rany…

Rias, Sairaorg-san i ja parsknęliśmy śmiechem, widząc rozmowę między bratem a siostrą. I tak oto, wraz z tego typu rozmowami, nasza przedfinałowa impreza uczestników turnieju, trwała do późna w nocy.

Część 2[edit]

Kilka dni po przedstawieniu Oppai Smoka, zaczął się pierwszy mecz rundy finałowej Międzynarodowego Turnieju. Większość członków drużyn mojej i Rias, zebrało się w pokoju treningowym w pierwszej piwnicy, który zmieniliśmy na salę kinową, i zasiadło przed wielkim monitorem. Nawet jeśli przegrali, to Sona Sitri-senpai i jej parostwo byli tu obecni, aby przeprowadzić badania. Cała ta gromada ludzi miała oglądać pierwszy mecz Turnieju. Byli tu prawie wszyscy, oprócz Bini-shi i Crom Cruacha.

– Pierwszy mecz finałów Międzynarodowego Turnieju Królewskiej Gry niedługo się zacznie!

– Drużyna Vajra, której przewodzi Śakra-senshu, zmierzy się z Drużyną Asur, której szefuje Mahabali-senshu! Ponieważ obaj są faworytami, nie możecie spuścić z nich oka na chwilę!

Komentatorzy też byli podekscytowani. Moi przyjaciele przyglądali się wszystkiemu uważnie. Pierwszy mecz finałów się zaczął!

Zasady były proste, drużyna której Król zostanie wyeliminowany jako pierwszy, przegrywa. To oznaczało, że nie było już żadnych specjalnych zasad. W skutek tego obie drużyny walczyły ze sobą na przygotowanym polu, ale zwycięży ten, kto pokona wrogiego Króla… Walka nie może być prostsza. Jednakże, skoro skomplikowanych zasad już nie ma, taktyka stała się kluczowa, aby jak najbardziej zmniejszyć siłę bojową przeciwnika. Mózg naszej drużyny, Ravel, powiedziała że solidarność i indywidualne zdolności będą bardzo ważne dla wszystkich drużyn, poza tymi, będącymi w boskiej klasie.

Tak, poza tymi w boskiej klasie!!

Na olbrzymim monitorze oglądałem niesamowitą walkę. Być może było tak dlatego, gdyż obie drużyny składały się z bogów! Wszyscy gracze poruszali się tak szybko, że normalni ludzie nie mogliby nawet za nimi nadążyć. Kiedy jeden z nich zaatakował przeciwnika, powstała tak potężna fala uderzeniowa, że zniszczyła sporą część pola gry! Wprawdzie znajdowały się na nim góry i lasy, ale przez starcie bogów, cały ten krajobraz zmienił się w jałowe pustkowie, gęsto usiane kraterami.

Buuuuuuuuuuuuum! Buuuuuuuuuuuuuuuuuuum Doooooooooooon!

Odgłosy eksplozji roznosiły się echem po całym polu bitwy, gdy ktoś wywoływał potężne trzęsienia ziemi. …Ktoś z jednej drużyn unicestwił całą scenerię, gdy uwolnił silną aurę ze swoich boskich rąk!

– Ta potężna aura przyprawia mnie o ciarki – słowa Sony-senpai odzwierciedlały uczucia reszty z nas.

Drużyna Wadżra, której Królem był Śakra, miała w swoim składzie Czterech Niebiańskich Królów. Ci goście często pojawiali się w mangach i grach, jako sojusznicy, lub rywale. Nazywali się Jikokuten, Koumokuten, Tamonten i Zouchouten i wszyscy byli bogami. Skoro byli podwładnymi Śakry, który był Bogiem Wojny, to z pewnością posiadali potężną moc. Podobnie jak on, byli niepokonani w turnieju i zwyciężyli wielu potężnych wrogów. Drużyna Wadżra składała się pierwotnie z Śakry i Czterech Niebiańskich Królów, a pozostałe wakaty ofiarowano bogom z Góry Meru. Można powiedzieć, że pozostali członkowie drużyny byli dobierani bardzo elastycznie. …Cóż, jestem pewien, że póki Śakra i Czterech Niebiańskich Królów są obecni w Turnieju, to będą w nim rządzić. Może nawet zostaną finalistami. Skoro jednak Śakra walczył obecnie z Księciem Asur, przeznaczył wolne miejsce w drużynie dla wartościowych członków.

– …Ostatnią figurę Drużyny Vajra otrzymał Ardźuna. Był synem Śakry-Indry i był znany jako wielki bohater – powiedziała Ravel

W następnej chwili na ekranie pojawił się syn Śakry. Młody mężczyzna był inny niż jego ojciec, gdyż miał orzeźwiający wygląd. Wyglądał jakby miał około dwudziestu lat i był zabójczo przystojny! W przeciwieństwie do swojego ojca, który zwykle nosił okulary przeciwsłoneczne i hawajską koszulę, Ardźuna-san ruszył do boju ubrany w porządną zbroję. Walczył z przeciwnikami i dobrze sobie radził. Drużyna Mahabaliego składała się z Asur. Wszyscy mieli po sześć rąk i zebrali się wokół dziadka Mahabaliego, Prahlada. Przywódca Asur, bóg Mahabali, walczył obecnie z Śakrą pośrodku pola, wraz z innymi bogami. Mahabali uwolnił swoją boską, odważną i olśniewającą aurę, zmieniając się jednocześnie w swoją sześcioręką postać, a w każdej ręce trzymał broń. Według plotek, wszystkie te oręża miały boską moc. Tym razem Śakra nie nosił swojej hawajskiej koszuli, a buddyjską zbroję, a w dłoni trzymał broń, wadżrę, od której wzięła się nazwa drużyny. W przeciwieństwie do magicznej wadżry, której używali mnisi, ta którą miał Śakra, była boską bronią, legendarną relikwią, która potrafiła kontrolować błyskawice. Wystarczyło że Śakra lekko nią poruszył, a pojawiał się olbrzymi piorun, który okrywał niemal całe pole bitwy. Całe niebo też było pokryte błyskawicami. Niemal wszędzie było słychać trzaski i krzyki rażonych ludzi. Akeno-san san zadrżała na ten widok.

– …Te błyskawice są zupełnie innej klasy niż te, których używamy ja i mój ojciec – powiedziała.

Akeno-san była córką jednego z przywódców upadłych aniołów, Barakiela, którego nazywano Błyskawicą. Wprawdzie oboje byli w stanie używać bardzo potężnych błyskawic, ale nie umywały się one nawet do tych, którymi atakował obecnie Śakra. Nie, powiedziałbym nawet że ich moc jest nieporównywalna. Maou, albo nawet każda istota w boskiej klasie, odniosłaby poważne obrażenia, gdyby tym oberwała.

– …Skoro mowa o bogach, to Vritrę zabiły właśnie te błyskawice…

Jeden z Pięciu Wielkich Smoczych Królów, Smok Więzienny Vritra, którego gospodarzem był Saji, został zabity przez błyskawicę Śakry. Zginął właśnie w ten sposób… Jednak Książę Asur, bóg Mahabali był… na zupełnie innym poziomie. Mimo że był ranny i oberwał błyskawicą Śakry, to nadal wściekle atakował. Wszystkie jego ataki były tak potężne, że nawet fala uderzeniowa stworzona przez jego boski miecz wystarczyła, aby zniszczyć górę!

– Kiedy patrze na te ataki, to odnoszę wrażenie że to bitwa bogów z legend – powiedziała Xenovia, przełykając ślinę.

Miała rację. Teren był dewastowany przez ataki każdego z graczy raz po raz… Filmy i efekty specjalne były niczym, w porównaniu do tego.

– Słyszałam że wzmocnili wytrzymałość pola gry od czasów eliminacji. Więc skoro jednak są je w stanie zniszczyć… Ponownie możemy zobaczyć, jak straszny jest Bóg Wojny i Książę Asur – powiedziała Rias.

…Cholera. Każdy z ich ataków wydawał się być równie silny, co mój popisowy atak Smoczej Deifikacji, Nieskończony Podmuch! Ddraig odezwał się nagle:

[Partnerze, goście na których patrzysz, stoją na szczytach swoich mitologii. Są ucieleśnieniem najsilniejszych istot. Ale my też psu spod ogona nie wypadliśmy. Walczyliśmy z Widarem w jego zbroi Midgardsorma oraz Królem Potworów, Tyfonem i zwyciężyliśmy. Pokonaliśmy też Smoka Zła Apophisa i boginię Nyks, więc miej trochę wiary.]

…Masz rację… Ale bitwa pomiędzy takimi potężnymi bogami była przytłaczająca…

[Nie martw się, kiedy nadejdzie czas, stanę u twojego boku. Czy to nie wystarczy?]

Nie wiem jak na to odpowiedzieć! To było w końcu oświadczenie jednego z najsilniejszych smoków, Czerwonego Cesarskiego Smoka.

[Ale nawet ja mogę mieć kłopoty, jeśli kilku ich zaatakuje mnie jednocześnie.]

…Racja. To będzie zależało od naszej współpracy, a także mojej solidarności z towarzyszami.

[Kukuku.]

Ddraig roześmiał się. Co go tak rozbawiło…?

[Dawny ty drżałby ze strachu i stracił całą nadzieję na ten widok. Ale teraz, nawet jeśli jesteś przerażony, to nadal chcesz go pokonać… To dlatego, ponieważ nadal wierzysz że jest nadzieja, prawda?]

…Zwycięstwo jest odległe. Bardzo odległe. Ale jeśli jestem z tobą…. I z moimi towarzyszami…! Czuję że możemy pokonać każdego wroga!

[Wspaniale. Nie ważne kim jest przeciwnik, pokażemy mu kim jest Walijski Smok, czyli ty i ja, partnerze.]

W miarę jak pogłębiałem więź z moim partnerem, mecz pomiędzy bogami też dobiegł końca. Kiedy Mahabali atakował Śakrę, wyglądało to tak, jakby wkrótce miał osiągnąć swój limit, gdyż zarówno siła jak i częstotliwość jego ataków zmalały. Jednak jego oczy nadał błyszczały, gdy wpakował dużą ilość aury w swój boski miecz i zadał cios Śakrze. Obaj Królowie spotkali się na niebie, pośrodku pola!

– Indra! – wrzasnął Mahabali.

Rozpoczęła się zawzięta walka pomiędzy wadżrą Śakry i broniami z sześciu rąk Mahabaliego! Za każdym razem gdy zadawano atak, boska aura zakrywała całe niebo. Był moment, kiedy miecz Mahabaliego odciął rękę Śakry! Ooooch! Bóg Mahabali odciął kończynę Śakry! Moi towarzysze byli tym tak podekscytowani, że niektórzy poderwali się z miejsc! Pomimo utraty ręki, Śakra nadal wymachiwał wadżrą w stronę Mahabaliego i raził błyskawicami całe jego ciało! Śakra wydawał się być szczęśliwy z głębi swojego serca.

– HA HA HA! Cóż to za wspaniała walka!

– Oochh! Mahabali-senshu odciął rękę Śakry-senshu! – darł się komentator.

Widzowie pokazani na ekranie też byli podekscytowani. Bóg Mahabali zapewne osiągnął swój limit, gdy odciął rękę Śakry, gdyż zataczał się, po oberwaniu jego błyskawicą. Śakra nie pozwolił, aby taka okazja się zmarnowała i naładowała swoją wadżrę aurą, po czym zaatakował! Światło błyskawicy zakryło całe pole gry. Bóg Mahabali doznał wielu obrażeń na całym ciele, z którego wydobywał się teraz dym. Nagle poleciał z nieba w dół, jakby stracił przytomność. Śakra powoli wylądował. Kamera pokazała, że całe podłoże zostało zniszczone przez ich walkę, a Mahabali leżał na ziemi twarzą do dołu. Śakra stanął nad pokonanym wrogiem.

– To chyba szach i mat, hę. A przynajmniej tak mówią zasady Turnieju – powiedział.

Następnie podniósł swoją odciętą rękę i przyprawił ją sobie z powrotem. Mahabali uśmiechnął się kwaśno.

– Nadal jestem za słaby, żeby cię pokonać…

Ciało księcia asur zaczęło pochłaniać odsyłające światło.

– Nie wiemy jaki będzie wynik naszej następnej walki, więc kto wie – powiedział Śakra.

Mahabali uśmiechnął się z zadowoleniem, gdy usłyszał słowa zabójcy swojego ojca.

– …Hmph, to nawet miłe, gdy mówi ci coś takiego twój wróg.

Nagle Mahabali całkowicie zniknął.

– Król Drużyny Asur został wyeliminowany z walki – powiedział pierwszy komentator.

– Król Drużyny Asur został wyeliminowany z walkiiiiiiiiiiiiii! Zwycięża Drużyna Wadżra! Pierwszy mecz rundy finałowej wygrywa Wadżraaaaaaaaaaaa! – dodał drugi.

–Taaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaak!

Kiedy komentatorzy ogłosili zwycięzcę, widzowie podekscytowali się. Śakra wygrał, hę. Mimo tego… nie wyszedł z walki bez szwanku. Jego ciało było pokryte ranami, co było wyraźnie widać na ekranie. Z jego podwładnymi też nie było lepiej. Ten mecz nie był więc z góry wygrany przez jedną ze stron.

– Nawet jeśli Drużyna Śakry nigdy nie przegrała, to i tak to zwycięstwo nie przyszło im łatwo, hmm – powiedziała Ravel.

– Mogłam zobaczyć siłę Księcia Asur – dodała podekscytowana Irina.

Tak, ja też to czułem. Nawet jeśli ten mecz był im przeznaczony, to zarówno Śakra jak i Mahabali walczyli z całą mocą. Gdy pierwszy mecz dobiegł końca, nasze spotkanie też się skończyło.

– Ise-sama, przygotujmy nasz obóz treningowy – powiedziała do mnie Ravel, gdy wstaliśmy wszyscy z miejsc.

– Ach, racja.

I tak oto pierwszy mecz fazy finałowej Międzynarodowego Turnieju Królewskiej Gry, Pucharu Azazela, zakończył się zwycięstwem Drużyny Wadżra, dowodzonej przez Śakrę. Teraz nadszedł czas, abyśmy rozpoczęli nasz treningowy obóz, przed zbliżającym się meczem!

Cofnij do Rozdziału pierwszego Powróć do strony głównej Przejdź do Podrozdziału Fan